piątek, 3 lipca 2015

Morele, czereśnie i czarna porzeczka z karmelizowanym kremem


Lipiec otworzył swoje podwoje. Z przytupem otworzył. Żar leje się z nieba, powietrze pachnie jaśminem i lipą oraz... kurzem wzniecanym przez spieszące się samochody. Sezon urlopowy w pełni. Kołobrzeg wypełniają tłumy spragnionych słońca, piasku i morza, więc na ulicach widać takich, co to w samych kąpielówkach (bo, co będą dźwigać..., a poza tym już w drodze można "złapać trochę hebanu") zdążają na plażę niosąc leżaczek, albo dwa i torbę z drożdżówkami oraz maślanką truskawkową. Od czasu do czasu wstępują na trawę, aby ochłodzić swoją... głupotę, która pęcherzami się staje na bosych stopach. Później będą leżeć plackiem, a następnego dnia znów kupią maślankę, aby leczyć oparzenia słoneczne. Ale tam..., każdemu według pragnień.

Od Wielkanocy nic nie piekłam. Tak duża przerwa nie zdarzyła mi się nigdy wcześniej. Sporo fotografuję, ale ostatnio są to tylko pola i kwiaty, albo codzienność. Na blogu też nieco kwiecia, choć mogłabym więcej. Ot takie całe pole faceliowe chociażby, ule i pszczoły..., a  wszystko leży i się... kurzy. Próbuje nie epatować tym zielskiem zbytnio, gdyż niektórzy mogliby się znudzić, albo, co gorsza, zezłościć, bo to przecież blog kulinarny (albo już się znudzili...???). Bloger kulinarny to przecież nie zawód, a blog nie praca, więc wklejam trochę tego, co mi w duszy gra i z jednej strony dobrze mi z tym, a z drugiej chciałabym więcej kulinariów, ale nie da się, bo rzeczywistość wzywa. Łatwiej sfotografować wdzięczące się kwiaty w wazonie, niż stanąć za sterami kuchenki, robota kuchennego czy innych sztućców. Zatem więcej tej mojej codzienności wrzucam na Facebook i jeśli chcecie, zaglądajcie tam, aby ją złapać za ogon.

Jem prosto, w miarę możliwości zdrowo i... szybko nie wprowadzając żadnych nowości, więc jakoś tak się nie składa, abym przy swojej sałatce z cieciorką, czy fasolą za każdym razem wyciągała aparat, bo... choć smak zawsze mi odpowiada, to... nie wiem czy zadowoliłby każdego, gdyż czasem moja sałatka zawiera tylko dwa składniki...


Tym razem jednak mam coś, co powinno trafić we wszelkie gusta. Karmię się tym już od zeszłego roku zamieniając tylko owoce. Deser od Gwineth Patrow, która mówi, że wymyśliła go jako lodówkową niespodziankę, kiedy brakowało jej czasu na przyrządzenie normalnego placka z nadzieniem owocowym. Gwineth podarowała przepis Sarze Wilson, a ta zamieściła go w książce "Rzucam cukier". Ja tę książkę kupiłam i od czasu do czasu korzystam z zamieszczonych w niej przepisów (na blogu tylko te ciasteczka ). Dzisiejszy deser to coś między sernikiem, a zapiekanką - owoce wrzucone do żaroodpornej formy, zalane serkiem mascarpone zmieszanym z jajkiem, jogurtem i syropem ryżowym*. W oryginalnym przepisie jest stewia, ale u mnie, muszę się przyznać, stewia wywołuje mdłości, więc zastąpiłam ją syropem ryżowym, ale jeśli lubisz, użyj. Bardzo dobry byłby także syrop daktylowy, bądź miód, więc próbujcie do woli. Można też nie dodawać słodkości do serka, tylko polać wybranym syropem PO upieczeniu, też będzie dobrze.


Owoce z karmelizowanym kremem
2-3-4 porcje


2 szklanki wypestkowanych czereśni
10 moreli bez pestki
garść, albo dwie czarnej porzeczki
250g serka mascarpone
2 łyżki kwaśnej śmietany
2 łyżki kremówki (opcjonalnie-e.)
1 jajko plus dodatkowo białko (albo dwa jajka-e.)
3-4 łyżki syropu ryżowego (oryginalnie 3łyżki granulowanej stewii)
ziarenka z jednaj laski wanilii
szczypta soli

1. Umieść kratke w piekarniku na środkowym piętrz lub bliżej spodu piekarnika i rozgrzej grill.
2. Wysyp owoce na blachę do pieczenia lub do naczynia żaroodpornego.
3. Zmiksuj (na małych obrotach) pozostałe składniki do uzyskania całkowicie gładkiej masy, po czym polej nią owoce.
4. Włóż naczynie do piekarnika i zapiekaj przez 5-10 min, aż krem zbrązowieje z wierzchu i ulegnie karmelizacji.
Podawaj po lekkim przestudzeniu.



* syrop ryżowy występuje czasem pod nazwą syrop słodowy ryżowy albo syrop z brązowego ryżu - jest naturalną substancją słodzącą zrobioną ze sfermentowanego gotowanego ryżu i cukrów złożonych, w tym maltozy, oraz glukozy. Po spożyciu syropu ryżowego cukier uwalniany jest do krwi dość wolno, więc nie obciąża on wątroby tak, jak czysta glukoza, czy sacharoza. Kupując syrop upewnij się,z e w składzie jest tylko ryż i woda, gdyż niektóre firmy dodają jeszcze zawierające fruktozę cukry.

29 komentarzy:

  1. tylko 25 g serka

    OdpowiedzUsuń
  2. o mami jaka pychota! Szkoda, że nie mogę laktozy...ale zrobię dla bliskich :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A wrzucaj, Kochana, tę codzienność i kwiatuszki tudzież inne zielska! Wrzucaj, bo cudnie się ogląda. Ja i tak zjadamTwoje zdjęcia w całości bez względu na to, czy pokazujesz ciasto czy piwonie. :))
    Uściski serdeczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to mnie uspokoiłaś :). Zatem bez wyrzutów sumienia... :)

      Usuń
  4. O rety, Ewelinka, przypomniałaś mi najlepszy deser pod słońcem! Przygotowuje go mój kolega a są to owoce (truskawy, czereśnie, cokolwiek) i krem zabajone (domowy, prawdziwny!) skarmelizowany leciutko po wierzchu palnikiem, jakie to dobre.. :)))
    A u Ciebie tak pięknie kolorowo! I jaka foremka bajerancka :)))
    Ewelinka, więcej tych kwiatków :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, Moniś, tylko zabajone to bez serka, ale też pycha! Zrobię :) Z truskawami !
      Jak więcej to więcej - DZIĘKUJĘ :)

      Usuń
  5. Wyglada bosko! Czegos takiego nigdy nie jadlam :) Zycze milego lipca! Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolanko, spróbuj, polubisz :). I Tobie miłego!!!!!

      Usuń
  6. A w czereśniach nie ma robaczków?? Pewnie pryskane...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie Anonimowy, że nigdy jeszcze nie widziałam czereśni z robaczkami. Moja mama niczym nie pryska i nigdy nie było takiej potrzeby.

      Usuń
  7. Mmm, ale pyszne! Uwielbiam takie letnie desery :)
    http://rankiemwszystkolepsze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale narobiłaś mi smaka, przepis zabieram do siebie:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy można apiec w prodiżu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, nie próbowałam, na pewno zetnie się, ale CHYBA... nie będzie miało brązowej skorupki. Spróbuj :)

      Usuń
  10. Wygląda nieziemsko apetycznie :))
    Przyjemnego weekendu zycze.

    OdpowiedzUsuń
  11. To ostatnie zdjęcie chętnie oprawiłabym w ramki i powiesiła na ścianie:)bardzo smakowita propozycja z owoców:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ewelinko ja właśnie zawsze "podziwiam" tych dźwigających leżaczki i smażących się cały dzień w słońcu ... ja raczej z tych, którzy cień lubią, a słońce z umiarem:). Lubię Twoje zdjecia i wpisy zarówno kulinarne jak i nie ... więc pisz co i jak chcesz ... a ja zawsze wpadnę:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mniam, wygląda bardzo kusząco:)
    Pozdrawiam lipcowo:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ewelinko cudowny deser, bardzo wakacyjny, bardzo letni. Podoba mi się.
    Podobają mi się Twoje zdjęcia, są piękne. I wrzucaj na bloga wszystkie jakie tylko chcesz, codzienność, kwiaty, zwierzęta, morze, wszystko. To przecież Twoje miejsce, ja je uwielbiam.
    Ściskam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  15. pycha na pewno zrobię , dzięki za przepis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zrobiłam , tylko zamiast smietany dałam jigurt naturalny gęsty i miód ;)

      Usuń
  16. Też mam tę książkę, kupiłam ją w szale noworocznych postanowień ;) Wówczas ten przepis przykuł moją uwagę. Dzięki za przypomnienie, akurat mamy szczyt sezonu ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Co za rewelacja! I z tego co czytam, robi się błyskawicznie! Wypróbuję koniecznie wersję z miodem :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. I uwielbiam tą Twoją formę, powiedz skąd ją masz? :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Twoja codzienność cudna taka, że człowiek oczy wypatruje za każdym nowym zdjęciem ❤
    Przepis genialny, więc konsumuję oczyma choć ;))
    Pozdrawiam serdecznie, buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdjęcia cudne a deser wygląda mega apetycznie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń