Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śliwki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śliwki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 września 2012

Moja długo skrywana tajemnica i zupa ze sliwek po toruńsku.


zupa ze śliwek

Uwielbiam piątki. W dodatku z taką słoneczną pogodą jak dzisiaj. Zgaszone słońce w towarzystwie zielonych i jednocześnie lekko schnących liści. Podczas tak przyjemnej aury przychodzą mi na myśl chwile z dzieciństwa, do których mam wielki sentyment. Czasami przeżywam swoiste déjà vu.
Kiedy byłam mała myślałam, że sowy mieszkają w miastach. Chodząc z moją miejską babcią Helenką po starych ulicach poniemieckiego Wałcza szukałam ich wielkich oczu wśród starych wysokich drzew. Moja dziecięca wyobraźnia pracowała na wysokich obrotach. Dziwiłam się, że nie śpią w dzień, bo przecież każde dziecko wie, że sowy są drapieżnikami polującymi w nocy i odsypiającymi w dzień. Ale może to był jakiś inny gatunek sowy, o którym pani Antonina nic nie wiedziała…? Skoro nie spały, to bałam się ich ataku, bo wiadomo sowa mądra głowa, więc wie… a ja nie byłam wcale takim grzecznym dzieckiem…, zatem poganiałam babcię, abyśmy tę najgłośniejszą  ulicę minęły najszybciej jak tylko się da. Nigdy nie zapytałam o prześladujące mnie sowy, a ich głębokie huu, huu… straszyło mnie każdego dnia lata spędzanego z dziadkami.
Kiedy byłam już trochę starsza i mogłam sama “zapuszczać się” w miasto ( “…ale tylko do rynku”), wydawało mi się, że może to jednak gruu, gruu…, ale nie byłam pewna. Ulicę staranie omijałam, a jak trzeba było szłam prawie na palcach. Żeby sowy nie usłyszały…
Aż tu gdzieś w okolicach siódmej może klasy (tak, tak dopiero…) ktoś powiedział, że to gołębie. Go-łę-bie…??? Dacie głowę…? Nawet nie wiecie jakie było moje zdziwienie. Kilka dobrych lat w strachu…
Po raz pierwszy się do tego przyznaję. No cóż, choć później zdawałam biologię na maturze i na egzaminie na studia poszło mi całkiem… najlepiej, to początki mojej przyrodniczej edukacji były raczej marne.

śliwki

A dziś póki wciąż jeszcze gruchają gołębie…, i póki nadal sezon na śliwki, przychodzę z zupą śliwkową. Swoistym smacznym kaprysem. Odskocznią od codzienności. Smakiem, który  na pewno Was zaskoczy. Z zupą, która zmienia ten smak w zależności od rodzaju użytych śliwek. Znalazłam go na FB w Kuchni staropolskiej. Podobno wstrząsnęła Festiwalem Smaku w Grucznie i zasmakował w niej sam minister Sikorski. Następnym razem spróbuje z węgierkami.

Najpierw przepis z najstarszej toruńskiej książki kucharskiej :
”Wziąć dwa litry dobrych dojrzałych śliwek (najlepiej węgierek), włożyć do garnka, zalać wodą, aby je objęła i zagotować, mieszając często, aby się nie przypaliły. Skoro się rozgotują, przetrzeć przez sito, wsypać trochę cynamonu, ½ kg cukru, kilka utłuczonych gwoździków, szklankę wina, rozprowadzić gotowaną wodą, zagotować i wylać na grzanki z bułki. Zamiast wina można użyć dla odmiany pół litra świeżej śmietany.
Chcąc przyrządzić zupę na suchy post, trzeba wziąć na dwa talerze 1/8 kg suszonych śliwek, rozgotować dobrze z małą ilością wody i cynamonu. Osobno cztery dobre grzyby średniej wielkości ugotować na miękko w półlitrowym rądlu, odwarem tych grzybków przetrzeć przez durszlak śliwki, grzyby posiekać jak najdrobniej, wrzucić w zupę i na tym smaku ugotować troszkę, z półkwaterka mąki, zacierek.
Podając na wazę, osłodzić”.


I adaptacja autorstwa Macieja Nowickiego, szefa kuchni z toruńskiej restauracji "Narzeczona Kopernika":

Zupa ze śliwek
Porcja dla 4 osób:
2 kg dojrzałych śliwek
1 laska cynamonowa
150 g cukru
5-6 goździków (najlepiej płaska łyżeczka mielonych)
ok. 250 ml wytrawnego czerwonego wina
100 ml miodu

1. Do garnka wlej wino, dodaj miód, laskę cynamonową, cukier i rozbite na pył goździki.
2. Zagotuj, dodaj obrane ze skórki i wydrylowane śliwki. Zalej je taką ilością wody, aby przykryła owoce. Całość gotuj około 15 minut na małym ogniu, po czym wyjmij laskę cynamonową, a podgotowaną masę śliwkową zmiksuj. (Ja w tym miejscu odlałam sok, którego obecność spowodowałby, że moja zupa byłaby bardzo rzadka; sok w połączeniu z wodą był wspaniały)
 3. Aby nadać zupie odpowiednią, aksamitną konsystencję, zmiksowaną masę przetrzyj jeszcze przez gęste sito.
Serwuj w zależności od aury na ciepło lub jako chłodnik z odrobiną kwaśnej śmietany.

Mi zupa bardziej smakowała na zimno. W obu jednak postaciach była swoistym deserem, który z każdą łyżką odkrywał swoje tajemnice…

zupa ze śliwek (1)

~ ~ ♥ ~ ~  Udanej soboty i niedzieli, Kochani!  ~ ~ ♥ ~ ~


czwartek, 1 września 2011

Śliwki z czekoladą w towarzystwie…

Śliwka w czekoladzie

Od rana na niebie kakofonia… Po lewej czarne, po prawej białe i niebieskie… Czarne naciera na białe, przykrywa niebieskie i… może jednak niebieskie da radę…? O nie…, to nie na jego błękit… Ale może, może…??? Niebieskie – dasz radę! Jeszcze trochę… Jeszcze moment...! Ech…i po wszystkim…Nie ma szans, będzie lało… Najpierw powoli… pierwsza kropla, druga, dziesięć… No, nie, tak nie można! Czy zmiana miesiąca musi być aż tak drastyczna? Ale, ale…, oczom nie wierzę… znów leciutko wyłoniło się niebieskie na szarym… A z nim …tęcza…!!! Cała – od prawej do lewej…!!! Od lewej do prawej…! Moja pierwsza tęcza w tym roku….!!! Całe lato wspominałam, że tyle deszczu, a żadnej tęczy. No…, i proszę jest:). Pierwsza tęcza na pożegnanie sierpnia. Mimo, że zakładam cieplejszą bluzę to cieszę się tym widokiem tylko dla mnie…
I choć tęcza przechodzi za chwilę w szarość nieba, to ja dostałam swój prezent na dziś. Lubię takie prezenty. Dziękuję.

Takie prezenty jak śliweczki w koszyczku też lubię. Bo znów zostałam obdarowana Zatem powiększam mój zbiór słodkości na zimowe chłody i zamykam te fioletowe smaki w słoiczkach.

Śliwkę w czekoladzie robię po raz trzeci. Wykorzystywałam już przepis Joanny z forum cin-cin, robiłam bardzo dobrą śliwkę ze śliwką suszoną (jak Bea), a w tym roku kakao i czekolady dałam jak w przepisie podstawowym, nie dodawałam natomiast cukru, zwiększyłam ilość śliwek i dodałam likieru Grand Manier. Wszystkie wersje są pyszne i tak naprawdę od pomysłu i ilości posiadanych składników zależą nasze modyfikacje.

Tę śliwkę wykorzystywałam w placku śliwkowo-migdałowym. Polecam i do placka i łyżeczką prosto ze słoiczka tak, ja jak teraz (bo nie mogłam się oprzeć...)... Wasze zdrowie!


IMG_5595

Śliwka w czekoladzie

3,5 kg wypestkowanych dojrzałych śliwek
4 laski cynamonu
50 g kakao van Houten
1 tabliczka 100 g gorzkiej lub deserowej czekolady( u mnie Lindt figa i karmel)
100g likieru Grand Manier

Śliwki umyj i wypestkuj. Wstaw do dużego garnka, dodaj laski cynamonu i zagotuj na wolnym ogniu. Od czasu do czasu pomieszaj, aby nie przywarły. Gotuj do czasu, aż śliwki rozpadną się i nie będzie widać ich żółtych wnętrz. Ostudź i pod przykryciem wstaw na noc do lodówki. Następnego dnia znów postaw na wolny ogień. Jeśli będą zbyt kwaśne dodaj cukru (u mnie nie było takiej potrzeby). Pod koniec smażenia dodaj kakao, likier i połamaną czekoladę. Dokładnie wymieszaj i smaż jeszcze kilka minut. Przekładaj do wyparzonych słoiczków, zamknij wyparzonymi pokrywkami i studź powoli ustawione "do góry nogami" pod kocykiem, albo włóż do piekarnika nagrzanego do 100°C i “piecz” 20 min.

Śliwka w czekoladzie1

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Placek śliwkowo-migdałowy – mój faworyt u schyłku sierpnia.


IMG_5397-1

Od pewnej Dobrej Duszy wiaderko śliwek dostałam. Pysznych i soczystych z obietnicą… robaków. Zajęły jednak tylko pięć “lokali”, zatem cała zawartość wiadereczka była moja.

Dziękuję Miłeczko♥


IMG_5422

Pierwszymi śliwkami nie sposób się nacieszyć. Sama nie wiedziałam, czy najpierw do ciasta, czy do słoiczków, czy ot tak, opłukane prosto do buzi.

I zrobiłam ciasto. Kruche i pyszne. Z lekko kwaskowymi śliwkami zatopionymi w miękkiej kołderce migdałowej masy frangipange. Nie sposób pozostać przy jednym kawałku. Ciasto znikało w oka mgnieniu… Już po raz trzeci w tym tygodniu.

maślany placek ze śliwkami1

Inspiracją był placek malinowo-migdałowy Nigelli, który wcześniej piekłam tak, jak sama Pani Lowson przykazała, ale ograniczałam ilość cukru. Tym razem ograniczyłam też masło - aż o 125 gram (…!). To było bardzo dobre posunięcie. Zrobisz, jak zechcesz, jednak ilość masła, której używa Nigella na frangipange, czyli górną masę, powoduje,że nie zostaje ona upieczona do końca, a ciasto jest zbyt płynne, aby mogło zachować formę na talerzyku. Jest dobre, nawet bardzo, ale zbyt maślane, zbyt tłuste – jak dla mnie.

maślany placek ze śliwkami3 maślany placek ze śliwkami5

Placek śliwkowo – migdałowy (inspiracja: Nigella Lowson “Kuchnia”)

Na spód:
225 g mąki pszennej
60g cukru pudru (u mnie 45g)
szczypta soli
225g masła (u mnie 200) plus trochę do wysmarowania formy

Na wypełnienie:
150g masła (u mnie 50g)
4 jajka
150g miałkiego cukru ( u mnie 120g)
150 g mielonych migdałów
250 g powideł śliwkowych albo śliwki w czekoladzie (obiecuję, że następnym razem podam przepis)
50g płatków migdałowych
250-300 g śliwek wypestkowanych przekrojonych na ćwiartki

foremka o wymiarach 30-20cm ( u mnie 19-30 cm plus dwie kokilki o średnicy 10,5 cm)

♥ Rozgrzej piekarnik do 180°C. Wyłóż blaszkę papierem, albo posmaruj masłem.

♥ Wymieszaj mąkę, cukier puder, sól i masło w malakserze, aż powstanie zwarte ciasto. Wyłóż nim blaszkę dociskając do dna( ja najpierw wypełniam kokilki tworząc centymetrową warstwę) i wyrównaj jego powierzchnię.

♥ Podpiecz ciasto przez 20 min. i odstaw w w foremce do przestygnięcia.

♥ Kiedy ciasto jest w piekarniku, roztop w rondelku masło( 150 albo 50g- patrz składniki powyżej) do wypełnienia i zdejmij z ognia aby trochę przestygło, powiedzmy na 5 min, kiedy będzie stygło ciasto.

♥ Połącz jajka, miałki cukier i mielone migdały i zmiksuj na gładką pastę ( użyj malaksera, albo miksera). Nie przerywając ubijania, cienką strużka dodaj masło i wyłącz kiedy masa frangipange będzie jednolita.

♥ Powidła (lub śliwkę w czekoladzie) wyłóż na ciasto, następnie ułóż śliwki wnętrzem do góry. Na warstwę śliwek wylej frangipange.

♥Cała powierzchnię ciasta pokryj płatkami migdałowymi i piecz przez 45 min sprawdzając po 35: placek będzie gotowy, kiedy delikatnie urośnie i zezłoci się w cieple piekarnika (jeśli rumieni się zbyt szybko przykryj folią aluminiową).

♥ Odstaw placek do ostygnięcia przed pokrojeniem – albo nie, jeśli nie możesz się doczekać (uważaj jednak na gorące śliwki)

~ ~ ♥ ~ ~ Polecam z wielką radością i smakiem! ~ ~ ♥ ~ ~


IMG_5475

~ ~ ♥ ~ ~ Pięknego końca sierpnia , Kochani! ~ ~ ♥ ~ ~

wtorek, 26 października 2010

Polski skarb… – dżem z aronii. Śliwka z figą.

Czas kradnie mi cenne minuty, albo to ja nie potrafię ich właściwie wykorzystać… Znajduję jednak chwile aby bogactwo smaków i aromatów jesiennych owoców zamknąć w słoiczkach. Zrobiłam aronię i śliwki w takim doborowym towarzystwie, że już mógłby przyjść czas otwierania tych pyszności…:)

“Aronia od wieków budziła zainteresowanie zielarzy oraz indiańskich i syberyjskich szamanów. Daje siłę niedźwiedzia i długość życia sekwoi – mówili o niej kanadyjscy Indianie. Dla Indian w Ameryce Północnej aronia była rośliną, w której owocach tkwiła magiczna siła. Z jej jagód robiono korale, którymi przyozdabiano się podczas wielkich świąt plemiennych, sok służył do rytualnych inicjacyjnych tatuaży i był składnikiem napojów sakralnych. Znany indiański balsam był mieszanką soku z aronii i ziół. Pito go przed każdym świętem, aby oczyścić organizm nim wejdzie w kontakt z bogami. Sok z aronii uważano wręcz za krew natury. W dużych ilościach podawano go młodym żonom i kobietom w ciąży, gdyż dodawał sił do tworzenia nowego życia. Ludzie dojrzali i starsi pili sok z aronii jako eliksir młodości, gdyż rozjaśniał umysł, rozprostowywał kości i oddalał czas nieuchronnej śmierci. W horoskopach aronia była opiekunką ludzi sukcesu, zwłaszcza kobiet i mężczyzn, którzy w jakimś okresie swego życia mieli stać się przywódcami."(www.smakinatury.pl)

O wszelkich cudownych właściwościach aronii wiemy już dosyć dużo i nie będę tutaj przytaczała czegoś, o czym można poczytać. Powiem tylko, że ma zdecydowanie najwyższą zdolność antyoksydacyjną* wśród wszystkich znanych owoców, właśnie ze względu na rekordową dawkę antocyjanów (0,5 g na 100 g ). Do tego Polska jest jej największym producentem? To u nas są największe jej plantacje! Niestety głównie na eksport… Jest bliską kuzynką jarzębiny. W Rosji nazywana jest nawet “czarną jarzębiną”. Niemcy mówią "Schwarze Apfelbeere", Anglicy "chokeberry" (dławiąca jagoda) co dobrze ją charakteryzuje, bo obecność tanin czyni ją cierpką. W maju okrywa się obłoczkiem uroczych białych kwiatów, pod koniec sierpnia zaczyna kusić czarnymi gronami owoców, które można zbierać jeszcze w październiku. Po sezonie jej liście cudnie, ogniście się przebarwiają. Jest piękna, niewymagająca, odporna na mróz i owocuje rok w rok. Nasza ma ok 2 metrów i mam wrażenie, że była u nas zawsze. Najpierw pod postacią nielubianych przeze mnie w dzieciństwie dżemów, później lubianych nalewek:). Z dżemów mama w pewnym momencie zrezygnowała, nalewki(niebawem…:)) natomiast stały się nr jeden. Czarne kuleczki na krzakach pozostawały jako przysmak ptaków. Myślałam, że tak już będzie i będzie…tylko nalewki, aż tu nagle Komarka(dziękuję!!!) zaprezentowała pyszny przepis na dżem z aronii, z dodatkiem jabłek i gruszek. Ucieszyłam się, że mogę to bogactwo witamin zamknąć w słoiczkach.

Aronia z owocami z przepisu Komarki jest naprawdę przepyszna!!! Nadaje się do mięs, do sera i jako dżemik do chleba – jak ktoś lubi. . . Ja dodałam do niej jeszcze laski cynamonu i niewielką ilość porto..

IMG_7233

Aronia do serów i mięsa(źródło: Komarka, która przepis znalazła w książce"Ziołowe królestwo"):
1 kg aronii,
1 kg gruszek*,
1 kg winnych jabłek (użyłam szarej renety)*,
1 kg cukru,
1 szkl wody 6 -7 lasek cynamonu 50 g porto
* waga po oczyszczeniu ze skórki, gniazd nasiennych i szypułek
Oczyszczone i umyte owoce aronii zalać wrzątkiem i odstawić na2 godziny.
W dużym, płaskim garnku przygotować syrop z wody i cukru. Kiedy cukier całkowicie się rozpuści, dodać obrane pokrojone w ósemki gruszki i jabłka. Smażyć na niewielkim ogniu, mieszając od czasu do czasu.
Do zeszklonych owoców dodać odsączoną aronię, porto i laski cynamonu. Całość doprowadzić do wrzenia i smażyć na niewielkim ogniu 2-3 minuty. Odstawić z ognia.
Na drugi dzień podgrzać owoce i od chwili zagotowania smażyć 20 minut. Aronia jest gotowa, kiedy jabłka i gruszki zupełnie się rozgotują(moje nie rozgotowały się zupełnie) i utworzą czerwoną galaretkę.
Gorące owoce przełożyć do słoików. Dobrze wysmażona aronia nie wymaga pasteryzacji, ale ja wkładam ją do wyparzonych słoiczków i na 20 minut wkładam do piekarnika nagrzanego do 100 stopni – jak zawsze…

IMG_7004 IMG_7214
IMG_7238 IMG_7009

Skoro Francuzi tak dobrze wychodzą na piciu czerwonego wina (relatywnie mniej zawałów serca), a przecież winogrona mają znacznie mniej antocyjanów i innych polifenoli niż aronia, to może powinniśmy sok- zrobię w przyszłym roku -(i wszystkie aroniowe przetwory), uczynić naszym narodowym, zdrowotnym napojem?

*Antyoksydanty…?

Są to związki chemiczne wykazujące zdolność neutralizowania wolnych rodników:

1.endogenne (wewnętrzne, istniejące w każdej komórce, chronią organizm od środka),

2. egzogenne (dostarczane organizmowi z zewnątrz), czyli: witamina A, C, E, karotenoidy (α i β-karoten, likopen, luteina), polifenole (największe stężenie w skórce owoców).

Na drugi ogień poszły ostatnie w tym roku śliwki(choć mam nadzieję je jeszcze spotkać…)i ostatnie figi. Taakiego smaku się nie spodziewałam…! To naprawdę przepyszna pyszność. Śliwki z figami to naprawdę udany duet! Bea, dziękuję za przepis – cudowny!

IMG_7447

Konfitura śliwkowo-figowa(żródło:Bea w kuchni)

500 g śliwek
500 g fig
ok. 200 g cukru (mniej, jeśli owoce są bardzo dojrzałe i słodkie- ja dałam jakieś 70g-E.)
1/2 łyżeczki cynamonu
otarta skórka z 1 pomarańczy
50 ml Grand Marnier lub soku z pomarańczy

(opcjonalnie : ok. 150 g orzechów, lekko uprażonych na suchej patelni)

Figi umyć, osuszyć i pokroić na ćwiartki lub na ósemki, jeśli figi są dosyć duże. Śliwki umyć, osuszyć, wypestkować i pokroić na mniejsze części. Owoce zasypać cukrem wymieszanym ze skórką pomarańczową i cynamonem i odstawić na godzinę lub dwie. Następnie owoce zagotować z dodatkiem Grand Marnier lub soku pomarańczowego i smażyć do uzyskania odpowiedniej konsystencji.
(możemy przygotować ten dżem metodą dwudniową, jak aronię powyżej, czy żurawinę, czyli po pierwszym smażeniu odstawiamy owoce do wystygnięcia i dopiero na drugi dzień smażymy do uzyskania odpowiedniej konsystencji i wekujemy)
Opcjonalnie - na kilka minut przed końcem smażenia możemy dodać posiekane orzechy.
Gorący dżem przełożyć do czystych, wyparzonych (i osuszonych) lub wypieczonych w piekarniku słoików.

IMG_7452 IMG_7510
IMG_7537 IMG_7449

Smacznego!

sobota, 25 września 2010

Aromatyczna kwaskowatość śliwek i smak marcepanu

A zatem jesień już…, proszę Państwa! Oficjalnie zaczęły się dni w kolorze śliwkowym…:) Choć w dalszym ciągu, trudno się z tym zgodzić biorąc pod uwagę temperaturę obecną – 24 września, godz. 15.49 – na termometrze 31,6…stopni Celsjusza...:). Niesamowicie wczesne poranki i późne wieczory…Dużo pracy i mało czasu dla siebie… Gdzieś w przerwie rzucam okiem na drzewa, słońce i niebo…Patrzę pod nogi, znajduję żołędzie… Dotykam, oglądam, zostawiam na parapecie… Piękna ta jesień u progu - spokojna, czysta i i taka ciepła…

Hej, Jesień… przelej trochę takiej siebie we mnie…


IMG_5831 IMG_6715

"Ale co tam, przecież taka jesień złota nie jest zła...

Ale co tam, przecież taka jesień złota niechaj trwa!"

IMG_6655

Złota i węgierkowa, bo wszyscy wszędzie robią przetwory ze śliwek oraz pieką pyszne ciasta z nimi. Przetwory jeszcze przede mną, a teraz ciasto. Aromatyczna kwaskowatość śliwek i słodycz marcepanu. Delikatne i puszyste. Wilgotne – takie jak lubię:)

IMG_6654 IMG_6660

Ciasto z węgierkami (Dobre rady”Nr2/2005)

Ciasto:

120 g marcepanu

130 g masła

100-120 g cukru

1 op. cukru waniliowego (ja daję z prawdziwą wanilią)

4 jajka

120 g mąki

120 g mielonych migdałów

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

migdały w płatkach

Wypełnienie i dekoracja:

17-20 węgierek, jeśli duże mniej, ale jak wolisz:)

100 g konfitury morelowej (użyłam swojej zeszłorocznej)

2-3 łyżki cukru w kryształkach

Przygotowanie:

Marcepan posiekać(starłam na tarce), po czym utrzeć z masłem (zrobiłam to mikserem) , cukrem i cukrem waniliowym na gładką masę, dodając kolejno jajka, starannie wymieszać. Mąkę połączyć z migdałami i proszkiem do pieczenia. Dodać do ciasta, całość ponownie wymieszać. Posmarować tłuszczem okrągłą formę (24 cm), posypać płatkami migdałów i napełnić ciastem. Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 stopni.

Węgierki umyć, dokładnie wysuszyć, przepołowić i usunąć pestki. Owoce ułożyć na cieście i każdą połówkę lekko docisnąć. Piec około 45-50 min. Cisto wyjąć z formy i pozostawić do całkowitego ostygnięcia.

Konfiturę podgrzać i posmarować nią ciasto. Wierzch i brzegi posypać dla dekoracji kryształkami cukru

IMG_6657

Mam nadzieję, że i mój i Wasz weekend będzie śliczny...Trzymajcie się ciepło i delektujcie jesienią!

IMG_6749