Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konfitura czereśniowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konfitura czereśniowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 czerwca 2012

Pogoda na dziś: ciesz się słońcem póki możesz…



IMG_4226

Kolejny poniedziałek kapryśnego czerwca, który z dnia na dzień karmił nas deszczem i gradem, mógł być taki, jak dotychczas - chłodny i mało obiecujący, ale tym razem słońce pojawiło się na niebie z tak zadziwiającą punktualnością, że zaglądając do okien sąsiadów, przed godziną piątą, złożyło swój jasny pocałunek na moich włosach. Z reguły nie zasłaniam rolet, więc przyjęłam tę pieszczotę z wielkim zdziwieniem: to już? Budzik…? Przecież nastawiłam na 8…
Odwróciłam się na drugi bok lekceważąc zaproszenie: kto to widział wstawać o tej porze…?
Po jakiejś godzinie, budzenie było intensywniejsze…, bo słońce zasiadając w fotelach sąsiadów, jednocześnie głaskało grzbiety książek na moich półkach. Jeden z jego palców ześliznął się i… otworzyłam oczy. Oglądałam tę jego ciekawość, nie chcąc stracić nawet najmniejszego promyka. Taki mały spektakl tylko dla mnie… Możliwy w mieszkaniach, których okna wychodzą na południowy zachód. Patrzyłam jak ślizga się odczytując tytuły i powoli znika...

IMG_4222

Przeciągnęłam się miękko jak kot i wstałam. Cydr vel sok bzowy rozcieńczyłam z wodą oraz sokiem z cytryny i ze szklaneczką w garści, w piżamie, usiadłam na tarasowym fotelu. Podciągnęłam nogi pod brodę. Było ciut przed 6. Powietrze pachniało latem, początkiem pięknego dnia i zielenią rozbujaną ostatnimi opadami. Niezwykle obiecująco... Ostatnie majowe i czerwcowe prognozy JEDYNIE pas nadmorski wykluczały z przepysznej pogody i tak kulaliśmy się z parasolami, kurtkami przeciwdeszczowymi i pytaniami jakie będzie TO lato… Taki piękny poranek przynosił nieodparte wrażenie, że oto właśnie dziś się zaczęło…:)
Duże, wąskie liście młodej jarzębiny zasadzonej na najbliższym trawniku, poddawały się porannemu kołysaniu wiatru. Ktoś z naprzeciwka otworzył okno, gdzieś w dali zaszczekał pies, młody mężczyzna z jasną torbą przewieszoną przez ramie minął plac zabaw i zniknął w zielonej dali. Na zmianę przymykałam i otwierałam oczy do końca nie wierząc tej pięknej pogodzie. Mała myśl zaczęła podskakiwać mi w głowie jak piłeczka pomysłowego Dobromira… Właściwie czułam się wyspana. Szybko rozprostowałam nogi, odniosłam szklankę, włączyłam ekspres i poszłam się ubrać.
Konfitura czereśniowa tylko na to czekała…

IMG_4220

Od kilku dni powinna być piwnicy. Teraz wreszcie jeden z trzech słoiczków wylądował w moim plecaku w towarzystwie bułeczek (z dnia poprzedniego), masła i świeżo zaparzonej kawy. Dorzuciłam jeszcze dwie garści czereśni. Zatem śniadanie nad morzem…! Wsiadłam na rower i pojechałam…

IMG_4242

Wystarczyło mi 10 minut. Nie mogłam wpaść na lepszy pomysł, bo moje zapotrzebowanie na ciepło i morze wzrastało z dnia na dzień i wciąż nie mogło być zrealizowane…! Na ulicach cicho-sza…, ktoś czekał na przystanku, ktoś inny na rogu ulicy na transport, minął mnie samochód firmy ochroniarskiej i trzy albo cztery samochody…Poranną radość było widać i słychać. W parku nadmorskim dawno rozbudzone kosy uskuteczniały poranną gimnastykę przelatując z drzewa na drzewo, a właściciele wyhasanych psów wracali z porannego spaceru.

IMG_4247 konfitura czereśniowa

A na plaży bezkres błękitnego nieba i więcej ludzi niż mogłam sobie wyobrazić. Właściwie więcej niż na budzących się do życia ulicach. Tutaj wszyscy, już dawno, celebrowali poranek. Każdy na swój sposób.

śniadanie nad morzem i konfitura czereśniowa (2) konfitura czereśniowa1

Nordic Walking na całego…, kije właściwe i te oszukane, bo do trekkingu, technika właściwa i ta co to z kijami chodzić każdy może, więc gumki na końcach… Stopy bose, stopy obute, klapki w ręku, buty związane sznurówkami i zawieszone jak naszyjnik. Czapeczka z daszkiem, kapelusik,włosy koloru “płonący wieżowiec”… Spodnie długie, za krótkie spodenki, ramiona odkryte, ramiona zakryte, T-shirt i urocza biała sukienka z falbanami… Tutaj mężczyzna z piersiami miękko układającymi się na wydatnym brzuchu, tam filigranowa elegantka w spodniach 3/4 i koronkowej bluzce w uroczym kapelusiku. Całkiem nieopodal spotkanie biuściastej opalonej pani i jej bladej wiórkowej koleżanki z ogorzałym, łysiejącym kolegą… Spotkanie nad morzem… Być może później i spotkanie na “fajfie”… Kto wie… Docierająca do mnie radość i uśmiechy pań bezcenne… A później może “małżeństwo z poznania”… W końcu to też część leczenia uzdrowiskowego…;)

IMG_4262

Było mi błogo i bardzo dobrze. Konfitura czereśniowa była najlepszą z możliwych, bo nutka truskawek i wanilii maczała w jej smaku swe wonie i a bułeczki (o których w następnym wpisie), no…, dawno takich dobrych bułeczek nie jadłam. Właściwie to pomijając sobotę (bo te bułeczki piekłam dzień po dniu), to ostatnim pieczywem wyciągniętym z piekarnika, miesiąc i trzy tygodnie temu, była chałka.

Konfitura czereśniowa z sokiem truskawkowym i wanilią

700 g czereśni
1/2 szkl. soku z truskawek( odlanego z truskawek podczas gotowania konfitury truskawkowej w jej początkowej fazie)
2oo-300 g cukru
2-3 łyżki ekstraktu waniliowego

1. Czereśnie pestkuję. Jeśli nie masz pestkownicy, możesz użyć wsuwki do włosów. Chwytasz ją w prawą dłoń, w lewą czereśnię i wbijając okolicę po ogonku, wykonując ruch od siebie, miękko wyłuskujesz pestkę.
2. Czereśnie wkładam od razu do garnka , w którym będę gotować konfiturę. Dolewam sok truskawkowy i zagotowuję, zostawiam na płycie do ostygnięcia. Jeszcze ze trzy razy tego samego dnia tak samo zagotowuję. Następnego podobnie, aż ilość soku zredukuje się do 1/3. Wtedy zagotowuję jeszcze raz, dodaję ekstrakt waniliowy i wkładam do wyparzonych słoiczków. Pasteryzuję w piekarniku nagrzanym do 100°C przez 20 min.

konfitura czereśniowa2

Po tak cudnie rozpoczętym dniu wróciłam do domu i miałam jeszcze całe , długie przedpołudnie dla siebie. Wszak w poniedziałki zaczynam o 13.
Ten dzień wyglądał jak pierwszy dzień lata. Okna pootwierane były wszędzie i każdy marzył o urlopie. Pod wieczór jednak front zmienił się całkowicie. Nad miastem powiało grozą… Spotkały się dwie burze… Co to była za bitwa…! Chwilowy brak światła w mieście, ulewa, pioruny i błyskawice..! A wszystko to w podwójnym wydaniu. Rower musiałam zostawić w pracy. Do domu wróciłam taxówką. W drodze powrotnej zaczęło się jednak przejaśniać i słońce, które tak pięknie mnie obudziło,pomachało mi mocno pomarańczowym uśmiechem na dobranoc. Odwzajemniłam ten uśmiech. Wtedy niebo zaczęło się rozjaśniać tak mocno o tej porze jak nigdy dotąd - zrobiło się wyjątkowo jasno, przejrzyście i tak niewyobrażalnie widno, że aż… słów było brak aby to opisać, a pan taxówkarz o 21.15 życzył mi miłego dnia.
A tak naprawdę lato przyszło dzisiaj z zimnym wiatrem, kurtką przeciwdeszczową i 17 stopniami. Udanego lata I Wam , Moi Drodzy, i mi! Mimo wszystko.