Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2014

Magiczne ciasto u progu zimy i na chwilę przed Bożym Narodzeniem


Magiczne ciasto (15)

Zatem już jest, ale nic się nie zmieniło. Dalej pada, wieje i gwiździ jak to mówią. Przyszła tylko astronomicznie, więc nawet wierzyć się nie chce, ale już od dziś jest z górki..! Dnia zaczyna przybywać. Co prawda Wigilijny dzień będzie dłuższy jedynie o jedną minutę, to… zawsze coś. Póki co kupiłam choineczkę. Chciałam małą, ale pan mi powiedział, że trzeba było przyjść tydzień (…!!!) temu. Mam zatem trochę większą niż zeszłoroczna, ale ten typ raczej do wyrośniętych szkrabów należy, niż do smukłych i pięknych choinek królujących na cudownych zimowych zdjęciach. Przede mną ubieranie  i zapatrzenie… Najlepiej wieczorem, kiedy zgaszę wszystkie światła. Uwielbiam to tak samo, jak wtedy, gdy byłam dzieckiem. Nocne wyjście z łóżka (do toalety, czy specjalnie do choinki, już nie pamiętam…) i ten urok i moc jaka sączyła się z bożonarodzeniowego drzewka. Wszędzie ciemno, a choinka jak rozpromieniony przyjaciel, któremu szeptem można powiedzieć wszystko. Takie niby nic, a TYLE. Z jednym drzewkiem pojawiały się marzenia, same dobre myśli i życzenia, aby wszystkim moim Bliskim było dobrze i aby zawsze byli szczęśliwi. Pamiętam jak siadałam pod tą choinką i na nowo oglądałam wszystkie zawieszone zabawki, bombki, dotykałam śniegu w postaci waty i anielskich włosów. To był dopiero kicz, ale głaskanie ich było takie przyjemne. Kiedy już wyszeptałam wszystkie swoje prośby, uszczęśliwiona mogłam wracać pod ciepłą kołdrę. Być może po mnie z choinką spotykał się ktoś następny, ale o tym nawet nie myślałam. Sądzę, że zasypiałam z błogim uśmiechem.

Magiczne ciasto (11)

Mogłabym powiedzieć magia świąt, ale nie lubię tego słowa w odniesieniu do świąt, bo święta to Święta, a nie magia. Mogłabym tym słowem zgrabnie nawiązać do nazwy ciasta, z którym dzisiaj przychodzę i w zasadzie… tą małą prywatną kontestacją zaczynam do niego nawiązywać. Pewnie nawet w odniesieniu słowa magia do tego ciasta, nie może być mowy o magii, gdyż każdy chemik, czy też technolog żywności, albo nawet …fizyk, jak mniemam, mógłby rzecz wyłożyć w kilku zdaniach. Ja jednak nie wiem o co chodzi, ale to działa. I dla mnie to ciasto jest magiczne. Bo jak wytłumaczyć fakt, że najpierw włożyłam do formy ciężkie czekoladowe ciasto, a na wierzch wylałam płynną, jak mleko, masę, która po upieczeniu znalazła się pod spodem…??? I obie masy, tę gęstą i tę płynną piekłam razem. Nie sadziłam, że tak się stanie, nie dowierzałam, i nawet kiedy z piekarnika wyjęłam ciepłe, na wierzchu ciemne ciasto, to nie wiedziałam, co się będzie działo w środku i czy ta magia rzeczywiście zadziała.

Magiczna, albo niemożliwa tarta1Magiczna, albo niemożliwa tarta

Jak widzicie zadziałała. A ja byłam zachwycona. Najpierw formą, później smakiem. Nie pasował mi, kiedy ciasto było jeszcze zimne, bo te dwie warstwy nie komponowały się, były całkowicie samodzielnie i dość smaczne, ale oddzielnie. Jednak po jakiejś godzinie, czy nawet dwóch, kiedy ciasto się ogrzało, zaczęło współistnieć i posmakowało mi. Ciemny, gliniasty spód jest typowym smakiem mocno czekoladowym, wręcz dekadenckim (w sam raz dla czekoladoholików), góra to typowy delikatny flan (coś jak panna cotta) o lekkim mlecznym smaku. Razem tworzą niezobowiązujący duet. Najlepiej z czarną herbatą, bądź espresso w sam raz. Nie wiem czy na święta... Jeśli z opowieścią w jaki sposób powstało, to tak, ale nie jest to wielce wykwintny smak. Mimo wszystko polecam ze względu na te czary-mary!

Ciasto robi się bardzo łatwo. Miks składników do ciemnego ciasta i miks mleka. Znalazłam je przed rokiem na pełnym niespodzianek blogu LRF-la receta dela felicidad, Sandra korzystała z dwóch przepisów – jeden z bloga La Cocina de Auro i bocados dulces y salados. Każdy z nich różni się nieco. W jednym użyto tylko mleka i cukru. Będę chciała spróbować tych przepisów, bo w jednym z nich bardziej przemawia do mnie konsystencja brownie niż w tym tutaj.

Magiczne ciasto (42)

 

Magiczne ciasto czekoladowo- mleczne

Przygotowanie: 20 minut
Czas pieczenia: 45-60 min
          
         Brownie:
  • 200g czekolady gorzkiej (Lindt 70% plus Lindt &0% z solą morską)
  • 125 g masła
  • 3 duże jajka
  • 200 g cukru
  • 125 g mąki
  • 3 łyżki kakao w proszku
  • 1 szczypta soli
    Flan:
  • 3 łyżki czubate karmelu (opcjonalnie- nie dawałam E.)
  • 4 jajka
  • 200 ml słodkiego mleka skondensowanego
  • 400ml mleka
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Użyłem tej formy Silikomart , ale możesz użyć każdej innej
  1. Rozgrzej piekarnik do 180°C, a do piekarnika wstaw większą od tej, której użyjesz do upieczenia ciasta, blaszkę napełnioną gorącą wodą. Ciasto będzie pieczone jak sernik w kąpieli wodnej.
  2. Formę, którą chcesz użyć wysmaruj masłem. Jeśli chcesz użyć karmelu, musisz go najpierw lekko podgrzać, aby był lekko płynny.
  3. Przygotuj  brownie: masło i czekoladę roztop w kąpieli wodnej (woda gotująca się w garnku, na garnku miska, która nie dotyka tafli wody - niej roztapiasz oba składniki). Odstaw.
  4. W drugiej misce ubij jajka z cukrem aż do całkowitego rozpuszczenia się cukru – najlepiej ręcznie lub za pomocą miksera na niskich obrotach. Teraz wlej mieszaninę jaj do miski z czekoladą i dobrze wymieszaj. Dodaj mąkę, kakao, sól i połącz wszystkie składniki mikserem ustawionym na niskie obroty. Przelej ciasto do formy i wygładź powierzchnię
  5. Teraz flan: w tej samej misce, gdzie ubijane były jajka z cukrem, teraz ubij jajka z zagęszczonym mlekiem, mlekiem zwykłym i ekstraktem waniliowym. Ostrożnie wlej mleczną masę na brownie. Forma powinna być wypełniona do wysokości 3/4. Teraz przykryj ciasto folią lub papierem uważając, aby nie dotknąć mleka, i wstaw do piekarnika, do blaszki z wodą.
  6. Piecz 45 minut do godziny, w zależności od wybranej formy. W ostatnich 15-20 minutach zdejmij folię. Wyjmij z piekarnika i ostudź. Na noc wstaw do lodówki w formie. 1-2 godziny przed podaniem wyjmij ciasto z lodówki
UWAGI:
  • Wodą w blaszce, w której będzie się piekło ciasto musi być naprawdę gorąca.
  • karmel, czy też dulche de leche, albo kajmak można użyć opcjonalnie.                                        
Magiczne ciasto (2)

wtorek, 9 grudnia 2014

Słodycze PRL-u, wyrzeczenia, wietrzenie i jedno z moich najlepszych brownie.


najprostsze brownie (5)

W zasadzie takie rzeczy dzieją się w styczniu, u progu nowego roku. W zasadzie. Dla mnie to grudzień jest czasem postanowień, w styczniu próbuję je wzmocnić i ugruntować. Początki grudniowych decyzji związane są nieodłącznie z Adwentem. Rokrocznie, od dziecka, postanawiałam nie jeść słodyczy (do Wigili) i być lepszym człowiekiem (już na zawsze). O ile niejedzenie słodyczy się udaje (z małym wyjątkiem dla łyżeczki, czy dwóch… miodu), to z tym lepszym człowiekiem różnie bywało… Próby jednak podejmowałam, podejmuje i będę podejmować, bo lepszym, czy dobrym człowiekiem się nie jest, lepszym można się tylko stawać dokonując wysiłków przy całej świadomości swojej ułomności.

W tej chwili słodycze mają dla mnie inny wymiar (i inną konsystencje) niż kiedyś, ale dawniej liczyło się wszystko, co słodkie i za wszelkiej maści cukierki, czy ciastka oddałabym królestwo. Marzyło mi się pracować w cukierni, a ciastka mieć na wyciągnięcie ręki… Niby ciasto było w domu zawsze, ale chęć i ciekawość słodyczy ze sklepu to było coś, co zajmowało mnóstwo miejsca w mózgu tam, gdzie znajdują się marzenia. Prosiłam nawet mamę, aby nie piekła mi już tych (skądinąd pysznych, bo nawet niedawno je piekłam) bułeczek z twarogiem, tylko kupiła takie drożdżówki jak mają inne dzieci… Tak było. Taki choćby Murzynek -“ciepły lód”, który w swojej ofercie posiadała każda szanująca się cukiernia, albo oranżadka w woreczku z rurką, albo ta w proszku sypana prosto na język… lub twarde lizaki z kwiatkiem, których mogłabym zjeść worek, ale czasem dostawałam jeden… A gumy kulki, które przywiózł kiedyś wujek Jurek ze Sanów – matko, toż to był szał… Czasem udało się wyprosić parę groszy na groszki Jarzębinki, czyli suszoną jarzębinę oblaną słodką twardą pomarańczową  masą. Człowiek został wysłany po chleb do sklepu z łaskawie na wiatr rzuconym:  ”a za resztę możesz sobie coś kupić” i w drodze powrotnej żarł ten cukier z miną rozanieloną jakby nie wiadomo jakie marzenie spełnił…A…, jeszcze, no przecież… landrynki u dziadków w Wałczu…! – zawsze w metalowej puszce – twarde, sklejone, ale chyba najtańsze i najbardziej dostępne, a ja leciałam do nich jak…sęp. Tak, byłam wielkim amatorem, co ja mówię… zawodowcem byłam…!

najprostsze brownie (4)

 Niby nie tak trudno postanowić nie jeść słodyczy. Niby. Będąc dzieckiem bardzo trudno, ale ja, już jako dorosły człowiek powinnam potrafić, dla mnie nie powinno być to takie trudne jak dla dziecka, a jednak…  odmawianie sobie czegokolwiek, jeśli tylko możemy to mieć, nie leży w moje naturze, nie leży w naturze człowieka. Człowiek nie lubi sobie odmawiać, nie lubi się wyrzekać. Nie lubi żadnych diet i postu. Bo trzeba się zmusić, trzeba podjąć wysiłek, a człowiek – wygodniuch - nie lubi. Nie lubi JUŻ.
A trudne są, w zasadzie, tylko pierwsze trzy dni, później już można się poczuć jak gość, jak pan swojego życia, bo słodkiego nie chce się nic a nic (w moim przypadku tak jest), a ci tam… kmiotkowie, którzy jedzą, to sił nie mają, nie potrafią podjąć wyzwania. Wiem, że tak jest, wiem, że tak się myśli, bo sama się z tym mierzę. Takie uczucia przychodzą i są bardzo dobre na początek, bo dają swego rodzaju moc i świadomość, że daję i dam radę, ale ważne też, aby się nie zagalopować w tym samo wywyższaniu się i w uwielbieniu tej swojej mocy, bo można upaść wiadomo… (oj, tylko tam jedną krówkę…) i wrócić na tę samą ścieżkę. Jeśli uda ci się utrzymać taki stan rzeczy dłużej to chwała, ale jeśli nie, lepiej będzie skręcić na drogę umiaru i od czasu do czasu pozwolić sobie na jedną, albo dwie śliwki w czekoladzie, czy dwie kostki czekolady, a jak się da ograniczyć słodycze tylko do suszonych owoców. Nie trzeba zaraz przerzucać się na drogą czekoladę raw (surową). Zawsze wybór należy do mnie i do Ciebie. A ja przypomnę tylko, że najważniejszy jest umiar, urozmaicenie, unikanie, uśmiech i uprawianie sportu. Wiem, że wiecie, tak tylko przypominam.

Brownie (2)

Myślę o tych wyrzeczeniach, bo w ostatnim czasie jakoś dogłębniej dociera do mnie prawda o dzisiejszych konsumpcyjnych czasach. Mamy wszystko. W sklepach uginają się półki (a co musi się dziać na śmietnikach…, skoro potrzebujemy nowy model telewizora..). Jedzenie jest wszędzie, a jednocześnie mówi się o masie niedożywionych ludzi w takim choćby Londynie – wiadomości wczorajsze tutaj: klik i klik. Po koc nie trzeba jechać do sąsiedniego miasteczka (moja mama do dziś wspomina, że ten bordowy to z Człuchowa…), a kredki dla dzieci są w każdym możliwym kolorze.   Telewizory w reklamie, telewizory w... telewizorze i w każdym domu, a książki, ustawiczny przedmiot moich marzeń, wydawane z taką częstotliwością, że gdybym w grudniu chciała przeczytać (nie mówiąc już o kupnie…!) te, które zostały wydane w listopadzie (oczywiście tylko te, które chciałabym przeczytać) , musiałabym przestać chodzić do pracy… Przy czym nie wszystkie wartościowe.

Konsumpcjonizm zniszczył Starożytnych Rzymian i Greków…

Kiedy nie miałam swojego mieszkania, było łatwiej. Miałam niewiele, choć myślę, że i tak zawsze za dużo. A miałam kilka talerzy, jeden garnek i patelnię, sztućce dla dwóch osób, trochę książek i trzy kartony ubrań. Byłam też posiadaczką i wierną użytkowniczką biurka i lampki. Nie pozwalałam sobie na kupowanie, bo później musiałabym to pakować i dźwigać podczas częstych przeprowadzek. Ta świadomość towarzyszyła każdej moje myśli pt:"chciałabym to mieć" czy "potrzebuję tego" i trzymała mnie w pionie. Kiedy zamieszkałam w swoim własnym m3, poczułam, że mogę więcej i nie muszę się ograniczać. Wtedy poczułam się wolna, teraz czuję przesyt. Przesyt w mieszkaniu, w szafie, na półkach z książkami, na półkach w łazience. Z dnia na dzień podejmuję postanowienia oczyszczenia swojej przestrzeni. Dzień po dniu zajmuję się półkami, szafką i pudłami z butami, które może jeszcze założę… Najpierw zrobiłam gruntowne porządki – umyłam okna i uprałam firanki. Poprasowałam wszystko i sukcesywnie odkładam ubrania, których nie noszę. Teraz chcę rozliczyć się z książkami, kulinarnymi gadżetami (bo przecież nie zostanę znanym fotografem kulinarnym) i zrezygnować z mnóstwa newsletterów, które zabierają mój czas, bo klik tu i klik tam.... Chcę się z tym zmierzyć, gdyż czuję zbytnią ciekawość i namiętność… Czy kupowanie kolejnej książki (kucharskiej...!!!) jest mi naprawdę konieczne…??? Czy nowa książka o diecie (bo przecież muszę być zorientowana…), czy nowy obyczaj, albo kryminał to coś, co na pewno muszę mieć…??? Zazwyczaj mam mnóstwo pseudo-racjonalnych powodów, aby kupić to konkretne wydanie. W tej chwili jest mi ono naprawdę niezbędne, jak nigdy dotąd. Przecież tę książkę wydała ta czy tamta, przecież ja ją znam, no nie ważne, że tylko przez bloga…, ale to moja dobra koleżanka. A ten talerzyk…? Cudo…! Mogę na nim zrobić taką a taką stylizację, a jak ładnie będzie na nim wyglądała czerwona kapusta…, a czereśnie...! Teraz dochodzi do głosu zdrowy rozsądek, bo nie sztuką jest zrobić zdjęcie na wyszukanym talerzyku (albo takim, który właśnie “wpadł” w ręce), sztuką jest zrobić ładne na tym, czym się dysponuje. Teraz szlaban, szlaban prowadzący do oczyszczenia, do odetchnięcia. Chcę tę moja przestrzeń przewietrzyć, poczuć się wolniejsza. Specjaliści radzą, aby dać sobie trzydzieści dni na uświadomienia sobie czy tej rzeczy naprawdę potrzebuję. Najpierw zostawić tę “konieczność” na jutro, później na za tydzień, a dopiero po 30 dniach zobaczyć czy jeszcze jej potrzebuję. Założę się, że po tym czasie zapomnę (i Ty też) o tej “tak niezbędnej mi JUŻ” rzeczy. Wiem, że jestem w stanie to zrobić, właśnie robię pierwszy krok.

Brownie 3

Zatem u mnie oczyszczenie, odświeżenie i wyrzeczenia, ale też bardzo zwykłe brownie, które upiekłam jeszcze w listopadzie (serio - na fb dowód, bo tam takie same zdjęcie), a zatem przed Adwentem. Do tego brownie dochodziłam metodą prób i błędów. Piekę je w tedy kiedy potrzebuję “ciasta na już”. Już nie pamiętam jaki przepis był bazą, ale na pewno taki z mąką i bez mąki. W jednym było jej za dużo, w drugim wcale. Ja dałam odrobinę i to jest to, o co mi chodził. Jestem przekonana, że zakochacie się w tej chrupiącej skorupce. Tylko nie pieczcie go zbyt długo, bo przestanie być tym, co Wam proponuję.
Brownie

200g czekolady 70% ( używam tabliczkę Lindt 70% i tabliczkę 70% z solą morską)
80g masła
3 jajka
1 szkl. cukru
1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1/3 szkl. mąki (50g)

1. Nagrzej piekarnik do 180°C.
2. Posiekaj czekoladę i rozpuść w kąpieli wodnej. Dodaj masło i rozpuść w czekoladzie.
3. W misce połącz jajka, cukier i wanilię. Ubijaj 2 minuty. Teraz powoli mieszaj łyżką dodając najpierw czekoladę, później mąkę.
4. Wylej do małej blaszki lub tortownicy 26-28 cm (ciasto nie powinno być za wysokie). Piecz 25 min.

* Drugim brownie, które bardzo lubię, a które znika jak kamfora, nawet jeśli obok będzie stało 5 innych ciast jest to tutaj: klik

piątek, 12 kwietnia 2013

Międzynarodowy Dzień Czekolady i aksamitny mus czekoladowy


prosty mus czekoladowy (3)

Czapka albo kaptur. Noga za nogą… nadal w zimowej kurtce… I tak przez dwanaście zimnych dni kwietnia w oczekiwaniu na cieplejszy powiew wiatru. Wracając do domu, na klatce, czuję zapach czyjejś zupy koperkowej. Gotuję sobie kaszę gryczaną, smażę do niej cebulę i otwieram sałatkę buraczkową. Włączam kaloryfer, robię kawę i zawijając się w fioletowy koc zapadam się w książkę. Jedną po drugiej. Właśnie skończyłam “W miasteczku długowieczności”- ojojoj jakie ładne – takie moje, prawdziwy zdrowy świat, w którym czas pięknie płynie. Wcześniej było “Echo winy” – jesienny thriller w brytyjskim klimacie z zaskakującym zakończeniem, który dał radę po Larssonie i Camilli. Nie mogę skończyć  “Białych trufli”, bo doświadczyłam ogromnego rozczarowania… początek zachwycający, a później już schizofrenia… Ale może Wam się podobała? Bo może ze mną coś nie tak…, ale postaram się poszukać tego sensu do końca. Teraz “Dzień miodu”, w którą się wgryzam i poznaję ciekawe historie potraw wschodu. W oczekiwaniu “Brudna robota” i “Wyznaję”.
W międzyczasie kręcę sobie kogel-mogel z cukrem przepysznym kokosowym, który można jeść… łyżeczką (taki dobry ten cukier).  Taka moja słodkość na “pierwszą potrzebę”. W zasadzie pół jajka by wystarczyło i jedna łyżeczka kokosowego, ale jak to podzielić…

Dzień Czekolady i aksamitny mus czekoladowy

W ostatniej chwili przypominam sobie, że dziś - 12 kwietnia - Międzynarodowy Dzień Czekolady…, więc czym prędzej wyskakuję z koca, łączę czekoladę z koglem moglem i czekam… godzinkę co z tego wyniknie…
 Inspirowałam się przepisem znalezionym TUTAJ.

Kiedyś razem z innymi dzieciakami z mojej ulicy wychodziliśmy razem kręcić kogle-mogle. Zazwyczaj na naszym ganku. Każdy ze swoim żółtkiem. Wystarczyło, pokazać się z kubeczkiem i łyżeczką… Moja siostra, Edyta, Wioleta, Ewa, Gienek… Z jajek od normalnie grzebiących i biegających kur. Własnych, mojej mamy. Wtedy innych nie było. A mama była młodsza niż ja teraz… Teraz takich jajeczek ze świeczką szukać. Dobrze, że mam “swoją Panią od Jajek”

prosty mus czekoladowy (7)

Mus jest w zasadzie od razu tak bardzo dobry, że nie potrafię się powstrzymać przed próbowaniem i rozchlapuje go dookoła, ale…

prosty mus czekoladowy (5)

strukturę pianki osiąga dopiero po godzince, no…., półtorej najlepiej. Wtedy staje się właściwym aksamitnym musem. Polecam Wam bardzo!

            prosty mus czekoladowy (1)

Aksamitny mus czekoladowy
6 porcji

100 ml mocnej kawy – podwójne espresso
100g czekolady 70% (Lindt)
100g czekolady mlecznej (Milka)
4 jajka
3 łyżki brązowego trzcinowego cukru demerara

1. Kawę rozpuść z czekoladami. Odstaw.
2. Żółtka ubij z łyżką cukru na mus. W osobnej misce ubij białka na sztywno i dodaj dwie pozostałe łyżki cukru. Delikatnie dodaj do białek żółtka (możesz to zrobić tez widełkami). Powstała masę wmieszaj delikatnie do rozpuszczonej czekolady z masą. Rozlej do przygotowanych filiżanek.
3. Wstaw do lodówki i chłodź 1,5 do 2 godz., albo zostaw na drugi dzień. Podawaj zaraz po wyjęciu z lodówki.

prosty mus czekoladowy (2)

Mam nadzieję na ciepły rześki wiatr, który przyniesie dużo dobrych sił – dla Was i dla mnie:). Dobrego łikendu! U mnie będzie dużo basenu i pluskania się – nawet ja wejdę do wody…;)

sobota, 5 stycznia 2013

Sernik cappuccino i życzenia na nowy rok


sernik cappuccino (2)

Witajcie Drodzy moi!
Po moim choróbsku zostało jeszcze trochę kaszlu, ale już jest dobrze.W minionym tygodniu, jak wszyscy przywitałam Nowy Rok. Fajerwerki nad kołobrzeskim ratuszem były imponujące. Oglądając je z okien na 11 piętrze zachwycałam się jak dziecko. Przez całe 12 minut uśmiech nie schodził mi z twarzy. Przepiękne barwy i kształty mieszały się z hukiem i okrzykami wyrażającymi nasz podziw. Nawet nie widzieliśmy tłumów “na ziemi”, tylko te wyjątkowe kolory i drogę, która pokonywały. Widok sprawiał, że czułam jakbym znajdowała się w samym środku każdej "kuli". Jakbym była bardziej TAM niż tutaj. W pewnym momencie deszcz spadających ogni wyglądał jak skrzydła, które właśnie zrzucają Anioły… Wszyscy byliśmy co do tego zgodni. Mały prezent od nieba. Zachwycające i wymowne. Na pewno zostanie w pamięci na długo.

Nawet nie zdążyłam Wam pokazać sernika, który upiekłam na Sylwestra, na czas wchodzenia w nowe… , bo nie było kiedy, a czas po... spędzałam w pracy po 10-14 godzin, a właściwie 14,10,14... Po pracy jedynie wanna i Larsson w kąpieli. Losy Mikaela i wyjątkowej Salander mieszające się z  hektolitrami kawy przelewającej się przez karty książki. Do tego zapach bułeczek cynamonowych, który towarzyszył bohaterom w podejmowaniu wielu trudnych decyzji. Efekt? Właśnie teraz, kiedy już wiem jak się nazywam, bo odespałam..., wyjęłam drugą partię tychże z piekarnika. I już tęsknię za trzecią częścią trylogii, która czeka na mnie w bibliotece.
Późno, a właściwie ciemno,  więc zdjęć nie będzie, pokażę Wam jednak gęsty esencjonalny sernik z niewielką ilości kawy. Każda warstwa ma swój charakter. Spód to chrupiące ciasteczka amaretti z mielonymi migdałami, następnie cieniutka warstwa ganache i warstwa serowa o smaku lodów kawowych, która jest gęsta i lekka jednocześnie, a czekoladowa góra to góra jedwabistej czekolady w pełnym tego słowa znaczeniu. Spód taki, bo tylko takie ciasteczka miałam w domu, wnętrze to ten sam sernik, który robiłam z dynią  ale wzbogacony o kawę, a góra wyszła trochę spontanicznie. Nie dodawałam mleka, bo nie miałam też czasu na osączanie twarogu, ale wyszło na jedno:). W każdym razie przedstawiam kawał smacznego sernika:) i
 Wszystkim Dobrym Duszom zaglądającym w moje progi życzę roku pełnego inspiracji. Roku, w którym nie będziemy się porównywać z innymi, bo każdy jest inny. Roku, w którym nie będziemy się martwić na zapas. Skupimy się na tym, co jest do zrobienia tu i teraz. Będziemy kochać i myśleć pozytywnie!

sernik cappuccino (1)

Sernik cappuccino na spodzie z amaretti

Spód:
200g ciasteczek amaretti
90g roztopionego masła
szczypta soli
50g mielonych migdałów
1 łyżeczka melasy (opcjonalnie)

Ser:
800g zmielonego twarogu( używam taki z wiaderka)
300 g mascarpone
3/4 szklanki cukru pudru
3 jajka
1 budyń śmietankowy (albo 40 g mąki ziemniaczanej)
1 i 1/2 łyżeczki rumu
2 łyżki (suchej) kawy rozpuszczalnej (Nescafe espresso)
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii(albo cukru waniliowego)
1 i 1/2 łyżeczki melasy

Na wierzch:
1 i 1/2 szkl. kwaśniej śmietany
1/3 szkl. cukru
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (albo cukier waniliowy)

Ganache:
1 i 1/3 szkl. kremówki
500g gorzkiej czekolady
1/4 szkl. likieru kawowego

1. Ciasteczka pokrusz używając tłuczka, masło roztop. Wszystkie składniki połącz, wylep nimi tortownice o średnicy 23 cm. Wstaw do zamrażalnika na czas robienia kremowej czekolady.

2. Kremowa czekolada - ganache:
Wlej śmietankę do garnczka i doprowadź ją do wrzenia, dodaj połamaną na kawałki czekoladę. Gotuj chwilę i dodaj likier. 1/3 kremowej czekolady wylej na spód ciasteczkowy, wystaw na balkon (jeśli to jesień lub zima, bo czas chłodzenia sie skróci), a później wstaw do zamrażalnika.

3. Ser i cukier zmiksuj, dodaj budyń.
4. Włącz piekarnik na 180°C.
5. W osobnej misce połącz rum, espresso,ekstrakt waniliowy i melasę. Dodaj do sera. Dokładnie wymieszaj.
6. Wyjmij z zamrażalnika tortownice wylepioną ciasteczkami  z warstwa zamrożonej czekolady i wlej w nią przygotowany ser. Piecz 1 godz. Po tym czasie otwórz drzwiczki piekarnika i przez 10 min pozwól mu odpocząć.  Składniki masy wierzchniej wymieszaj i polej wciąż jeszcze gorący sernik. Piecz 10-15 min. Ostudź. Chłodź w lodówce przez 3 godz., a najlepiej przez cała noc.
7. Następnego dnia udekoruj sernik czekoladowym kremem przy użyciu najzwyklejszej gwiazdkowej końcówki do dekoracji, takiej choćby jak moja, kupionej w jednym z marketów. Najpierw “narysuj” szachownic, później wyciśnij gwiazdki. Właściwie już możesz go kroić, ale lepiej będzie jak wstawisz sernik do lodówki na 1 godz.
 

sernik cappuccino

Do następnego!

czwartek, 20 grudnia 2012

Czekoladowy piernik Davida – albo Pain d’epices au chocolat


pain d'epices au chocolat -piernik David Lebovitz (1)

Poranna kawa z ekspresu pachnie tak apetycznie, że życie od razu wydaje się przyjemniejsze. Rzeczywistość za oknem nie nastraja optymistycznie, ale młody mężczyzna w ogniście czerwonej kurtce z misiem prowadzący przed sobą wózek z maluchem już tak. Przeszedł, a na chodniku i okolicznych trawnikach została wesoła “plama” po tym optymistycznym widoku. Przynajmniej w moich oczach, a na pewno w moim uśmiechu… Bo ja też szarą rzeczywistość załatwiam kolorem. Różowa kurtka ( nie..., nie majtkowy róż, FUKSJA), a jak ta czarna, to różowa, tfu... fuksjowa czapka, i szalik , do tego zielone oczy… Zawartość filiżanki kojąco rozlewa się po podniebieniu. Kroję kawałek czterodniowego davidowego piernika i nakładam na niego obfitą porcję borówki, a jak się skończy (bo, szybko się skończy..) to żurawiny (tutaj), które robię tak samo (choć nie zawsze z dodatkiem gruszki).
Właściwie nie robię nic. Rozkoszuję się chwilami przesuwanymi wskazówkami dużego okrągłego zegara nad stołem, które cykając dają mi czas. Czas na ciszę, czas na siebie, czas na zastanowienie nad tym z jakiego powodu obchodzimy te Święta… Ciekawe jaką minę ma Jezus jak tak ogląda te nasze gonitwy po centrach handlowych (ja nie latam, bo nawet nosa nie wyściubiam przez drzwi)…?  A czas, a bliskość, a wspólne pieczenie pierniczków…, wspólna kwa herbata, gra czy film, a nawet wspólne czytanie książki? Pamiętam taką parę, kiedyś w pociągu. Oboje czytali “Kubusia Puchatka” i oboje co chwila, jedno drugiemu mówili: “Słuchaj, słuchaj, a posłuchaj tego…!” i po fragmencie wybuchali śmiechem. Chociaż... chyba się zagalopowałam, bo Ci, którzy tu zaglądają na pewno nie ganiają, tylko pieką te pierniczki i zapalają świeczki tworząc klimat... Można…?

Kolejny raz czytam o choince u Muminków, jak to Paszczak obudził je którejś zimy, a one nie wiedziały co to Wigilia. Dziwiły się jak to wszyscy ganiają i krzyczą, że nie zdążą… Jak niektórzy teraz, a przecież opowiadania wydane były na początku 60 roku…, czyli ponad 60 lat temu… A później Tatuś Muminka wyciął choinkę, którą wszyscy ozdobili tym, czym mieli i położyli pod choinką to, co  mieli najcenniejszego… Zaległa zupełna cisza, wszyscy patrzyli na nieruchome płomienie świec wśród łagodnej nocy, czuć było  jak wszyscy podziwiają i tęsknią…
Jednym tchem pochłaniam “Od Astrid do Lindgren”, później “Księzniczkę z lodu”. Każda na swój sposób mówi, ze najważniejsza jest miłość.

Biorę do ręki kolorowe gazety, które przynieśli zatroskani moją choroba i z przykrością odkładam, bo nachalne reklamy sieją mi mętlik w głowie. Z jednej strony myślę:”później poczytam”, a z drugiej czuję ulgę zamykając kolorowy kulinarny magazyn.

Zostawiam w pół obraną, ostatnią mandarynkę, których worek przyniosła mi wczoraj Miłeczka i idę otworzyć drzwi listonoszowi. Przynosi mi życzenia od Pralinki, książkę “Poszukiwany, poszukiwana” od kochanej Oli i “Dobry wiatr “od Mimi i Zorkiego, gdzie znajduje siebie na jednej z fotografii w książce. Najpierw gładzę, później rozrywam papiery, przeglądam wszystko z radosnym sercem, czytam pierwsze rozdziały to jednej to drugiej… Tyle radości z jedną wizytą listonosza.

pain d'epices au chocolat -piernik David Lebovitz (2)

Między drugą a trzecią po południu niebo zaczyna tracić swój delikatny niebieski odcień – szarzeje -a ja przynoszę z piwnicy pudło z zabawkami na moją choinkę, która już niebawem. Czas na kolejny kawałek piernika. Zapalam lampki. Jak dziecko bawię się światełkami, jak dziecku świecą mi się oczy… Jest cicho i spokojnie, a ja nigdzie się nie śpieszę…I dalej czytam…A później zapakuje prezenty.

lampki choinkowe

Piernik nie jest typowy, jak choćby wersja, którą bardzo lubię, a pokazywałam w zeszłym roku TUTAJ, bo David, jak to on…, nie mógł się powstrzymać od dodania sporej ilości czekolady. Zatem przez jej obecność nie można spodziewać się ciasta lekkiego jak puch. Wersja Davida to zbita konsystencja i niezwykle intensywny smak czekolady. Czyli bardziej czekoladownik niż piernik, choć jak piernik pachnie. Najlepszy zaraz po wyjęciu z piekarnika... Moja babcia Helenka piekła taki, tylko oblewała go jeszcze polewą czekoladową. W każdym razie ten, bardzo przypomina tamten. A ja chciałam mieć go jeszcze więcej więc podwoiłam ilość składników i czas pieczenia. Jeśli nie masz osobno przypraw, dodaj gotową przyprawę do piernika. Ciasto do podjadania z kwaśnymi smakami, ciasto do kawy dla wielbicieli ciast czekoladowych.

Piernik czekoladowy
PAIN D’EPICES AU CHOCOLAT – D. Lebovitz “Słodkie życie w Paryżu” 
 składniki na okrągłą blachę o śr. 23 cm.

100g (7łyżek) masła pokrojonego na kawałki + odrobina do wysmarowania blaszki
200g gorzkiej czekolady połamanej na kawałki
160g (1 i 1/4szklanki) mąki
25g (3 łyżki) niesłodzonego kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3/4 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki mielonego imbiru
1/2 łyżeczki mielonych goździków
1/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki ziaren anyżu (w całości)
2 duże jajka w temperaturze pokojowej
2 duże żółtka
80g miodu (1/4 szklanki)
130g (2/3 szklanki) cukru (dałam 100g)

1. Rozgrzej piekarnik do 180°C. Wyłóż blachę posmarowanym masłem papierem do pieczenia.
2. W garnku, postawionym na średni ogień rozpuść czekoladę i masło( David proponuje podwójny garnek, lub żaroodporną miskę postawiona na garnku z gotującą wodą, według mnie, średni ogień i mieszanie wystarczą). Odstaw i zostaw do ostygnięcia w temp. pokojowej.
3. Do drugiej miski przesiej mąkę, kakao, proszek do piecz., cynamon, imbir, goździki i sól. Dodaj ziarenka anyżu).
4. W innej misce zmiksuj jajka, żółtka i cukier na najwyższych obrotach jak na biszkopt, później delikatnie dodaj miód.
5. Dodaj połowę ubitych jajek do czekolady z masłem, a następnie wymieszaj z resztą.
6. Dodawaj po jednej trzeciej suchych składników do ciasta. Mieszaj dopóki się nie połączą.
7. Wlej ciasto do blachy i piecz przez 30-35 min., aż ciasto pośrodku zetnie się, lecz pozostanie wciąż wilgotne.

PRZECHOWYWANIE: porządnie zapakowane ciasto można przechowywać przez około tydzień w temperaturze pokojowej lub miesiąc w lodówce. 

pain d'epices au chocolat -piernik David Lebovitz


niedziela, 16 grudnia 2012

Czekolada piernikowa i drozd łakomczuch…


czekolada piernikowa (1)

Jedną z zalet chorowania, przy całej masie wad, o których nie teraz… (bo przecież nie będę opowiadać o tym jak i ile kaszlę…), jest możliwość bezkarnego podjadania smakołyków. Pod warunkiem jednakże, że w tym czasie mamy cokolwiek słodkiego w szafce, czy…pod ręką. I jeszcze smak, bo jak nie ma smaku to i nie ma ochoty… Mam smak i to wielki, mam czekoladę, mleko i przyprawę piernikową. Zatem gotuję mleko, dodaję czekoladę, przyprawę i zjadając śmietankę, robię ostatnie zdjęcie Panu Drozdowi, który każdego dnia objadał się (też całkiem bezkarnie) jarzębiną przed moim oknem. W jego przypadku jedyną przeszkodą był tylko ktoś, kto przechodził obok, albo mój zbyt gwałtowny ruch za szybą. Pan Drozd wiedział jednak, że zaraz wróci na swoje drzewko. Teraz szuka innych jarzębinowych albo rokitnikowych przysmaków.

mini serniczki na speculosach

Czekolada piernikowa
2 porcje

2 szklanki mleka
100g czekolady mlecznej (1 tabliczka)
pół łyżeczki przyprawy piernikowej (tutaj)
3/4 szklanki śmietanki 36%

1. Zagotuj mleko, dodaj czekoladę i przyprawę.
2. Ubij śmietankę na sztywno.
3. Czekoladę wlej do dwóch większych kubków, do każdego z nich dodaj śmietankę dzieląc ją po równo. Posyp starta czekoladą- wyjadaj śmietankę łyżeczką i pij zaraz, póki gorące:).

czekolada piernikowa (2)

Popijam (czwartą już…, w przeciągu dwóch dni…) czekoladę i martwię się jak to z tymi prezentami… i czy do świąt wydobrzeję… Od wczoraj mam antybiotyk, którego tak bardzo nie chciałam - trzymajcie kciuki, musi być dobrze, przecież nie można na święta chorować...

czekolada piernikowa


czwartek, 13 grudnia 2012

Migdałowe brownie z migdałowymi “ziemniaczkami”


        marcepanowe ziemniaczki

Ilekroć wjeżdżam na Rondo Kardynała Ignacego Jeża ( kołobrzeskiego biskupa uśmiechu), tylekroć uśmiecham się widząc herbowe łabędzie, które przysiadły na… jeżu;) . A Jeż, jak pamiętam jego zaraźliwy śmiech, pewnie by się cieszył z takiego zabawnego zbiegu nazw. Trochę jak z bajki… Łabędzie, latem ozdobione białymi kwiatami, teraz obsypywane wciąż padającym śniegiem i światełkami przebijającymi spod jego grubej warstwy. W ostatnich dniach najładniej wyglądały rano, jeszcze przed świtem, kiedy ulice i chodniki były całkowicie białe, a samochody sunęły z prędkością ślimaka... Ja też. Mimo to lubię kiedy pada śnieg i lubię śniegowe łabędzie. Lubię kiedy miasto tak trochę zimowo pustoszeje, jakby zastyga… Pod nosem mruczę: Dziś Pan Andersen cieszy się, bo wszyscy dziećmi stają się… I wspominam groźną “Królową Śniegu” w Teatrze Telewizji dla Dzieci (z osiemdziesiątego któregoś roku). Jak Gerda chciałam pomóc Kajowi…, nienawidziłam mszczącej się królowej…a później myślałam sobie ‘aby tylko odłamek lodu nie wpadł MI do oka…’ Dziś Pan Andersen cieszy się, bo wszyscy dziećmi są, gdy staje się biel i łagodzi co złe: i żal i gniew…

łabędzie na Rondzie Kardynała Ignacego Jeża

Serwisy radiowe pełne śniegu. Od soboty śnieg otula wszytko, a ja otulam się czym mogę. Na przykład przepisem na nowy piernik, moją trzyletnią nalewką z aronii, ciepłem, które uwalnia piekarnik podczas pieczenia trzykilogramowej (….!) kaczki z pysznym nadziankiem, pasztetem, który wyostrza apetyt i wreszcie czekoladą. Najpierw jednak kręcę marcepanowe kulki i otulam je kakaowymi płaszczykami. Pokręcicie ze mną...? A może ze swoimi dziećmi....

brownie migdałowe z migdałowymi ziemniaczkami (5)

Domowy marcepan i kartofelki marcepanowe

150 g mielonych migdałów i 150 g cukru pudru połącz z 1 łyżeczką soku z cytryny lub amaretto, wody pomarańczowej lub różanej. Wszystkie składniki dokładnie połącz i uformuj wałek (marcepan uformuj w kształcie wałka), zawiń szczelnie w folię i wstaw na noc do lodówki. Następnego dnia uformuj kuleczki i otaczaj je kakao.

Sposób 2 “na skróty”
Kup gotowy marcepan, podziel na małe porcje. Uformuj kuleczki, które tak samo otoczysz “kakałkiem” .
 
brownie migdałowe z migdałowymi ziemniaczkami3 brownie migdałowe z migdałowymi ziemniaczkami2

Później kręcę brownie od Drogiej Anny z Addio pomidory. Do ciasta nie dodaję nawet grama mąki, a marcepanowe kartofelki układam na miękko zapadającym się cieście. Po upieczeniu, jeszcze ciepłe, rozpływa się w ustach, a po czasie zyskuje niesłychaną lekkość.
Bardzo spodobał mi się przepis na to ciast, ale w zaaferowaniu nie dostrzegłam maku..., musiałam go później zastąpić płatkami migdałowymi, co było bardzo dobrym pomysłem, choć do tej pory nie wiem jak smakuje oryginał....

 Świąteczne brownie z migdałami i marcepanem
 
160 g czekolady deserowej (użyłam czekolady do wypieków 51% zawartości kakao)
215 g mleka
35 g kakao w proszku
105 g masła
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
½ łyżeczki przyprawy do piernika
4 jajka (żółtka i białka osobno)
115 g cukru
125 g migdałów w płatkach (w oryginalnym przepisie mak)
135 g marcepana w formie kuleczek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli

Na polewę:
165 g czekolady deserowej
105 g gęstej słodkiej śmietanki 36% ( oryginalnie 18%)
2 łyżki amaretto

Przygotowanie:
1. Rozgrzej piekarnik do  175°C
2. Do garnuszka wlej mleko. Dodaj masło, czekoladę, przyprawę do piernika, kakao i kawę. Mieszaj, pozostaw do rozpuszczenia.
3. W tym czasie utrzyj żółtka z cukrem. Na koniec dodaj proszek do pieczenia.
4. Ubij białka ze szczyptą soli.
5. Do masy żółtkowej przelej mleko z czekoladą. Mieszaj dokładnie. Dodaj płatki migdałowe – mieszaj aż do połączenia. Dodaj ubite na sztywno białka. Delikatnie wymieszaj.
6. Foremkę o rozmiarach 24x28 cm wyłóż papierem do pieczenia. Wylej ciasto. Wyrównaj wierzch. W równych odstępach układaj kuleczki marcepana, tak, by później jedna przypadała na jeden ukrojony kawałek ciasta.
7. Piecz 30 minut. Po tym czasie wyłącz piekarnik, ciasto pozostaw w środku, z lekko uchylonymi drzwiczkami. Wyjmij po kilku minutach – unikniesz w ten sposób gwałtownego opadnięcia ciasta. Studź na kratce.
8. Przygotuj polewę: rozpuść czekoladę ze śmietanką. Do jednolitej masy dodaj likier. Znów wymieszaj i gotową polewę rozsmaruj na cieście.





             
 marcepanowe ziemniaczki (1)

piątek, 19 października 2012

Brownie z dulce de leche (kremem kajmakowym)-David Lebovitz


brownie -David Lebovitz (3)

Tydzień pełen kilkunastu filiżanek kawy… kilku kilogramów jabłek, kilkunastu grejfrutów i co najmniej pięćdziesięciu pomidorów, dwóch kotletów schabowych z surówką z marchewki, sałatki fasolowej i wielkiego garnka zupy pomidorowej - aby starczyło na dłużej… a wystarczyło zaledwie na trzy dni… Cały tydzień składający się z lekkiego niedospania, gestów, słów i uśmiechów…, tydzień delektowania się każdą jesienną chwilą… Dobry tydzień. Z fantastyczną pogodą. Piękny październik! Ze słońcem na niebie, ze spokojnym morzem i bieganiem nad brzegiem tuż przed zachodem. Oprócz mnie mnóstwo mew unoszących się z gracją na błyszczącej tafli wody, czasami uciekających spod moich stóp. Dalej para z aparatem szukająca najlepszych ujęć, przytuleni dojrzali starsi państwo z psem, wesoły gość w bardzo kolorowej kurtce krzyczący "Dzień dobry!", chłopak w niebieskiej bluzie z muzyką na uszach, jak ja mierzący się z własnymi słabościami... i dwóch takich co to przyszli "zapomnieć" o różnych sprawach… Ślady wielkich butów, ślady gołych stóp, odbity bieżnik roweru i patykiem zaznaczona linia jakby informacja dla morza dokąd powinno sobie wypływać…Pewnie jakieś dziecko ciągnęło kijek…  A później kolorowy szeleszczący park. Pewnie, że zebrałam bukiecik, bo te przebarwiające się klony tchną radością i spokojem. Zebranie nawet kilku daje czas… i spokój, tak, jak z kasztanami. Jeden moment, kilka chwil dla Ciebie… Tylko ludzie wrażliwi zbierają liście i kasztany. Choć jeden w kieszeni kurtki, czy płaszcza…. A dzisiaj pełna ludzi wielka plaża po odpływie. Z sanatoryjnym nadmorskim lansem i paniami w strojach kąpielowych, które wylegiwały się w koszach przed południem... Serio! Kocham takie tygodnie! Kocham takie dni…!

brownie -David Lebovitz 
I brownie też kocham. Tym razem upiekłam ukochane czekoladowe ciasto Davida Lebovitz-a, jak mówiłam ostatnio. To ciasto otworzyło przed nim wiele drzwi: “Odkąd zacząłem rozdawać czekoladowe kwadraciki (…), moje problemy zaczęły znikać równie szybko jak brownies.
Nie mogę zagwarantować podobnego sukcesu ani Wam, ani sobie, ale jestem pewna, że osłodzą Wam życie. Pod warunkiem, że nie "wrąbicie" całej blachy, wtedy to tylko płacz i zgrzytanie zębów..., bo o ile w rozsądnych ilościach czekolada ma zbawienne działanie, tak w hurtowych przynosi skutek odwrotny do oczekiwanego.
Ciasto jest mocno czekoladowe z lekką nuta kajmaku, którego, zdaje się, mogłam dać więcej… co Wam polecam. Bardzo pasujące do jesieni, ciepła i szeleszczących podmuchów lekkiego wietrzyku. Brownie w sam raz na zaczynający się łikend:).

brownie -David Lebovitz (1)

Brownie z dulce de leche (kremem kajmakowym)
Brownies à la confiture de lait - “Słodkie życie w Paryżu” David Lebovitz 

120g masła + masło do wysmarowania formy
170 g gorzkiej lub deserowej czekolady połamanej na kawałki
1/4 szklanki (30g) niesłodzonego ciemnego kakao
3 duże jajka w temperaturze pokojowej (dałam 4 małe)
1 szklanka (200g) cukru
łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szklanka (140g ) mąki pszennej
1 szklanka ( 100g) prażonych orzechów pekan lub włoskich - opcjonalnie
1 szklanka (250 ml )dulce de leche/ confiture de lait/ kremu krówkowego/ kajmaku

1. Rozgrzej piekarnik do 180°C. 
2. Dokładnie wysmaruj masłem kwadratową blachę o boku 20cm i wyłóż papierem do pieczenia (u mnie 23cm).
3.  W średniej wielkości rondlu rozpuścić masło. Dodaj czekoladę i mieszaj bez przerwy na małym ogniu, aż się rozpuści. Zdejmij z ognia, dodaj kakao i wymieszaj na gładką masę.
4. Dodaj jajka jedno po drugim, a następnie wmieszaj cukier, wanilię i mąkę – użyłam miksera. Następnie dodaj orzechy (jeśli je dodajesz).
5.  Wlej połowę ciasta do formy. Nałóż porcje kajmaku wielkości śliwek na ciasto w równej odległości od siebie, zużywając 1/3 masy, a następnie delikatnie przeciągnij po niej nożem. Rozsmaruj na wierzchu resztę ciasta z czekoladą, po czym nałóż łyżką pozostały kajmak i rozsmaruj go ostrożnie jak poprzednio (Jeśli przesadzisz z rozsmarowywaniem zamiast ciasta otrzymasz bulgoczącą papkę. Po prostu przeciągnij nożem raz czy dwa i gotowe –przeciągałam patyczkiem).
6. Piecz 45min.( piekłam 30 min. i nawet nie próbowałabym piec dłużej, nawet skróciłabym 5 min.) lub do momentu, aż ciasto pośrodku lekko się zetnie. Wyjmij z piekarnika i pozostaw do całkowitego ostygnięcia. Pokrój brownie na kawałki, każdy z nich oddzielnie zapakuj i rozdawaj hojną ręką.

Brownie DAvida2



czwartek, 12 kwietnia 2012

Babeczki czekoladowe z gorącą białą czekoladą i pistacjami

babeczki czekoladowe z białą czekolada i pistacjami (4)

Kiedyś wyroby czekoladopodobne, cukierki na kartki, czekolada od święta przywożona przez dziadka z Niemiec, bloki czekoladowe w każdym domu i najlepsza na świecie czekolada z mleka w proszku. Teraz, dziś w kalendarzu świąt nietypowych Międzynarodowy Dzień Czekolady m.in (a swoją droga, nie wiedziałam, że obchodzimy Dzień Spódnicy, Budyniu, Łapania za Pupę czy też Dzień Sprzątania Biurka).
Co powiecie na podwójnie czekoladowe babeczki z pistacjami? Powstały z powodu… świeżo pobitych sześciu jajek. Miał być biszkopt, ale kiedy ubiłam jajka z cukrem postanowiłam dodać do nich roztopioną czekoladę i trochę mąki. Zawsze możesz zrobić z połowy porcji.

Jeszcze ciepłe polane gorąca białą czekoladą są wyjątkową rozkoszą, którą przełamuje delikatnie wyczuwalna sól z pistacji.

W sam raz na świętowanie!

babaeczki czekoladowe z białaą czekoladą i pistacjami i stokrotki1 babaeczki czekoladowe z białaą czekoladą i pistacjami i stokrotki

Babeczki czekoladowe z białą czekolada i pistacjami
16 -20 sztuk - w zależności od wielkości

6 jajek
3/4 szklanki cukru
200 g czekolady 70% (2 tabliczki czekolady Excellence 70% Cacao)
5 łyżek mąki tortowej
100g białej czekolady
100-150 gram pistacji

1. Piekarnik ustaw na 170°C, foremki na babeczki wysmaruj masłem, albo przygotuj papilotki.
2. Ubij jajka z cukrem na puszystą masę (do białości) przez 10-15 minut. Do ubitych jajek delikatnie wmieszaj przesianą mąkę.
3. Czekoladę 70% rozpuść w kąpieli wodnej. Odstaw aby lekko ostygła, następnie wlej do masy jajecznej i połącz dokładnie. Wlej do foremek do ich 3/4 wysokości, wstaw do piekarnika i piecz 10-15 minut.
Polewa: białą czekoladę dokładnie rozpuść w kąpieli wodnej, gorącą polewaj babeczki. Posyp posiekanymi pistacjami. Nie zostawiaj do jutra…

babeczki czekoladowe z białą czekolada i pistacjami (3)

Miłego bezkarnego świętowania! Do końca dnia zostało jeszcze parę godzin!

niedziela, 27 listopada 2011

Owsiane ciasto z czekoladą i borówkami


IMG_1289

Niedzielny wieczór. Walczę z wiatrem o drzwi samochodu. Ja chcę je zamknąć, on odwrotnie - otworzyć. I gdybym tylko mniej napinała biceps, już byłoby po nich. 12 w skali Beauforta to nie przelewki – czy można sobie wyobrazić, że wiatr wieje z prędkością 115 km/h…???.

Ciasto z płatków wsianych z czekoladą i borówkami

Wracam. Włączam wycieraczki. Po drodze widoczność zasłania moc liści wzbijających się to w górę to w dół, do tego lekki slalom między gałęziami, które zostały połamane i spadły z drzew…Uff…!, nie na mnie… Nie jest wesoło… Na całe szczęście jadę do domu. Nie chciałabym teraz musieć gdzieś wyruszać. Wracam, cieszę się ciepłem mieszkania i choć wciąż słyszę jęk, łomot i grube intensywne i złowieszcze podmuchy wiatru to jestem bezpieczna. Zapalam swoje świece, włączam piekarnik i zabieram się za bardzo proste i szybkie ciasto. Jest fantastyczne na taki czas jak teraz za oknem. Chrupkość płatków owsianych połączona ze słodyczą czekolady i intensywnie kwaśnymi borówkami. Dla mnie słodki nr 1 na okrutnie wietrzną niedzielę, albo poniedziałek, bo sztorm ma trwać… Do tego polecam kubek gorącej herbaty i dobre towarzystwo. Trzymajcie się…!


IMG_1306

Owsiane ciasto z czekoladą i borówkami

CIASTO:
100g masła
1/4 szl. cukru
2 szkl. płatków owsianych
1/2-3/4 szkl. mąki – ewentualnie (bo bez mąki tez się udaje, ale czasem płatki nie chcą “się skleić” jak należy)

WYPEŁNIENIE:
50g masła
1/2 szklanki syropu klonowego
100g czekolady mlecznej z rodzynkami i orzechami
100g czekolady gorzkiej 70%

150g borówek, albo drobnej żurawiny

CIASTO:
1. Rozgrzej piekarnik do 200°C.
2. W garnczku rozpuść masło i dodaj cukier. Następnie płatki owsiane i dokładnie wymieszaj. Ewentualnie dodaj mąkę.
3. Wylep ciastem brzegi dno tortownicy o średnicy 18 cm. Wstaw ciasto do piekarnika na 15 min, aż płatki lekką się zrumienią. Wyjmij i odstaw.

WYPEŁNIENIE:
1. Rozpuść masło w garnczku. Dodaj do niego syrop klonowy i zdejmij z ognia. Dodaj czekoladę połamaną na kawałki i mieszaj aż się rozpuści i będzie gładka.
2. Wylej czekoladę na ciasto, posyp borówkami. Odstaw na godzinę aż czekolada zastygnie, albo… nie czekaj, próbuj już teraz…

IMG_1313

Tak, czy siak... – jak mawia pewien Mały-Wielki Chłopiec…, którego polubiłam – zaczął się Adwent. Czas oczekiwania i czas Nadziei… Bardzo go lubię:). Niech dla Was i dla mnie będzie piękny, mimo słoty i wichur za oknem, i naprawdę nadziejny:)

czwartek, 1 września 2011

Śliwki z czekoladą w towarzystwie…

Śliwka w czekoladzie

Od rana na niebie kakofonia… Po lewej czarne, po prawej białe i niebieskie… Czarne naciera na białe, przykrywa niebieskie i… może jednak niebieskie da radę…? O nie…, to nie na jego błękit… Ale może, może…??? Niebieskie – dasz radę! Jeszcze trochę… Jeszcze moment...! Ech…i po wszystkim…Nie ma szans, będzie lało… Najpierw powoli… pierwsza kropla, druga, dziesięć… No, nie, tak nie można! Czy zmiana miesiąca musi być aż tak drastyczna? Ale, ale…, oczom nie wierzę… znów leciutko wyłoniło się niebieskie na szarym… A z nim …tęcza…!!! Cała – od prawej do lewej…!!! Od lewej do prawej…! Moja pierwsza tęcza w tym roku….!!! Całe lato wspominałam, że tyle deszczu, a żadnej tęczy. No…, i proszę jest:). Pierwsza tęcza na pożegnanie sierpnia. Mimo, że zakładam cieplejszą bluzę to cieszę się tym widokiem tylko dla mnie…
I choć tęcza przechodzi za chwilę w szarość nieba, to ja dostałam swój prezent na dziś. Lubię takie prezenty. Dziękuję.

Takie prezenty jak śliweczki w koszyczku też lubię. Bo znów zostałam obdarowana Zatem powiększam mój zbiór słodkości na zimowe chłody i zamykam te fioletowe smaki w słoiczkach.

Śliwkę w czekoladzie robię po raz trzeci. Wykorzystywałam już przepis Joanny z forum cin-cin, robiłam bardzo dobrą śliwkę ze śliwką suszoną (jak Bea), a w tym roku kakao i czekolady dałam jak w przepisie podstawowym, nie dodawałam natomiast cukru, zwiększyłam ilość śliwek i dodałam likieru Grand Manier. Wszystkie wersje są pyszne i tak naprawdę od pomysłu i ilości posiadanych składników zależą nasze modyfikacje.

Tę śliwkę wykorzystywałam w placku śliwkowo-migdałowym. Polecam i do placka i łyżeczką prosto ze słoiczka tak, ja jak teraz (bo nie mogłam się oprzeć...)... Wasze zdrowie!


IMG_5595

Śliwka w czekoladzie

3,5 kg wypestkowanych dojrzałych śliwek
4 laski cynamonu
50 g kakao van Houten
1 tabliczka 100 g gorzkiej lub deserowej czekolady( u mnie Lindt figa i karmel)
100g likieru Grand Manier

Śliwki umyj i wypestkuj. Wstaw do dużego garnka, dodaj laski cynamonu i zagotuj na wolnym ogniu. Od czasu do czasu pomieszaj, aby nie przywarły. Gotuj do czasu, aż śliwki rozpadną się i nie będzie widać ich żółtych wnętrz. Ostudź i pod przykryciem wstaw na noc do lodówki. Następnego dnia znów postaw na wolny ogień. Jeśli będą zbyt kwaśne dodaj cukru (u mnie nie było takiej potrzeby). Pod koniec smażenia dodaj kakao, likier i połamaną czekoladę. Dokładnie wymieszaj i smaż jeszcze kilka minut. Przekładaj do wyparzonych słoiczków, zamknij wyparzonymi pokrywkami i studź powoli ustawione "do góry nogami" pod kocykiem, albo włóż do piekarnika nagrzanego do 100°C i “piecz” 20 min.

Śliwka w czekoladzie1

wtorek, 23 sierpnia 2011

Ciasto czekoladowe na maślance z budyniem cytrynowym i idealna polewa czekoladowa

Czekoladowe z budyniem4

Ciasto czekoladowe już dawno mnie kusiło, ale nie wypadało tak w środku lata (???) pozwalać sobie na takie fanaberie. Wszak świeżych owoców pod dostatkiem. Jak by to wyglądało… Ale teraz już, kiedy sierpień dobiega końca (tak, tak…, taka kolej rzeczy…) pozwoliłam sobie na ten wybryk. Zrównoważyłam jednak smak czekolady, który pochodzi z kakao, owocami. I to świeżymi (dyby ktoś twierdził, że porzeczek już nie ma, to w piątek jeszcze były).

Najpierw jednak nasze szybkie domowe maślankowe z kakao (wiele przepisów mama przynosiła z pracy) połączyłam z cytrynowym budyniem wymyślanym przeze mnie na potrzebę chwili. I to było pyszne rozwiązanie. Ciasto jest zwarte i intensywne w smaku, cytrynowy budyń równoważy czekoladową słodycz. Ciasto z budyniem jest bardzo zwykłym ciastem, ale kiedy wystroimy je w jedwabny frak, którym jest idealna polewa (którą znalazłam na Art Kulinaria) nabiera wyglądu i klasy. W polewie zakochałam się od pierwszych wymieszań, później kolejny raz od pierwszego spróbowania, a smarowanie nią ciasta i oglądanie efektów było czystą przyjemnością. To mercedes wśród polew. Ciasto polecam najlepiej w dobrym towarzystwie przy wyśmienitej kawie albo świeżo zaparzonej herbacie Earl Grey.

Czekoladowe z budyniem Czekoladowe z budyniem2 Czekoladowe z budyniem5

Ciasto czekoladowe na maślance z budyniem cytrynowym

1/2 szkl. kakao
1/2 szkl. wrzącej wody
160g miękkiego masła
1,1/2 szklanki cukru pudru
3 jajka
1, 1/4 szkl. mąki
1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 szkl. maślanki
szklanka borówki amerykańskiej, porzeczki (albo malin) do dekoracji

1. Rozgrzej piekarnik do 180 °C.
2. Blaszkę o wymiarach 19x30cm posmaruj masłem (bądź wyłóż papierem do pieczenia).
3. Kakao wymieszaj dokładnie z wrzącą wodą w małej misce. Jak chwilę przestygnie dodaj do tego maślankę.
4. Masło i cukier utrzyj na puszystą masę. Pojedynczo dodawaj jaja. Następnie mąkę, proszek i sodę, a maślankę w dwóch partiach wymieszaną z kakao
5. Przelej wszystko do formy i piecz 30 min. Wyłącz piekarnik i zostaw w nim ciasto jeszcze przez 20 min. Ostudź.
6. Po ostudzeniu przekrój ciasto na dwie części.

Budyń cytrynowy

1 opakowanie budyniu śmietankowego
1/2 litra mleka
50g cukru
1 żółtko
2 płaskie łyżki mąki pszennej
1/4 kostki masła
łyżka likieru limoncello
4-5 łyżek soku z cytryny- do smaku

Żółtka utrzyj z cukrem. Dodaj 100 ml mleka i proszek budyniowy, ucieraj w dalszym ciągu, następnie dodaj mąkę.
Pozostałe mleko zagotuj. Do gotującego się mleka wlej masę budyniową i gotuj mieszając. Kiedy budyń się zgęstnieje, dodaj do niego starte zimne masło. Wymieszaj. Budyniem przełóż ciasto.

Idealna polewa czekoladowa (ArtKulinaria)

Ilość składników dostosowałam do wielkości mojego ciasta, w oryginale wszystkie składniki x3; autor zapewnia, że całość wystarczy na pokrycie w pełni ciasta upieczonego w foremce o średnicy 24-26 cm.

130g cukru kryształu
50 g kakao
83 g śmietany 30%-36%
83g wody
5 g żelatyny

Do rondelka wsyp cukier i kakao, wlej śmietanę i wodę. Podgrzej na małym ogniu ciągle mieszając do momentu uzyskania jednolitej masy. Kiedy będzie gorąca, rozpuść w niej żelatynę. Ostudź i schłodź. Włóż do lodówki, aby zaczęła tężeć, ale kontroluj, żeby zachowała płynną konsystencję.

Ciasto przed polaniem schłodź. Polej równomiernie glazurą czekoladową. Ewentualnie wyrównaj wierzch szerokim nożem, choć glazura samoczynnie rozpływa się po cieście. Odstaw do zastygnięcia w lodówce.

Po wyjęciu udekoruj owocami. Polecam!

IMG_7694