Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porzeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porzeczki. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 lipca 2014

List do B. i galaretka porzeczkowa


galaretka porzeczkowa z porzeczki czerwonej i białej (11)

Kochana B!
U nas lato na całego! Kotka śpi całymi dniami, a wiatr nawet nie muska skroni wierzb i jabłoni, czasem tylko zaszeleści schnącymi liśćmi czereśni.
Ostatnie dni spędziłam w ogrodzie. Przyjechał też M. Budziłam się jak zwykle o 6, i jeszcze w piżamie biegałam po ogrodzie pełnym rosy, albo mgieł z aparatem. Dzisiaj nawet 5.27. No tak wiem, jestem nienormalna, ale śpię w tym drugim pokoju po prawej stronie (w dziadka łóżku, bo przestawione), a tam okna wystawione na wschód i… i nic nie zrobię jak mnie słońce po powiekach głaszcze. Ja wiem, że Ty byś pospała, no inny typ, wiadomo, ale ja, jak już się zbudzę, to wstaję i uwieczniam śliwki, słoneczniki i maliny, bo już pierwsze są. I nawet nie czuję, że czas płynie.

słoneczniki
 
Później pijemy kawę  na tarasie (ostatnio najlepiej pije mi się z kubka dziadka, tego, w którym pił maślankę, albo z kubka Almette) i planujemy dzień. No i jeszcze śniadanie: mama upiekła chleb i pieczeń, a do tego jedliśmy ogórki. Najpierw miały być pomidory zerwane dzień wcześniej, ale po kilku kęsach nie pasowały, więc skoczyłam po ogórki. Jaka to fantastyczna sprawa z tym ogrodem. Ciągle mnie zachwyca. Pomidory….? Nie, ogórki, więc myk… na grządki…. i masz świeżuteńkie ogóraski, które jeszcze przed chwilą dyndały na krzaczku. Nie ma jak u mamy…

galaretka porzeczkowa z porzeczki czerwonej i białej (12)

M. wykopał płotek ten przy stawie, ciężka robota i zaczął naprawiać daszek studni, bo próchnieje. Miałyśmy tyle siły, aby pomóc mu go zdjąć. Na trzy, cztery… Później on mierzył, liczył i ciął deski. Sprytny jest, ale wołał mnie czasem do pomocy, a mama w tym czasie walczyła z suchymi kwiatami na rabatach pod tymi wyciętymi świerkami, a później zbierała cebulę i czosnek. Upał mieliśmy taki, jak Ty w tym swoim Egipcie. Cienie ciągnęły się za nami tak samo jak tam. Mimo wszystko skopałam kawałek ziemi w okolicy malin przeznaczony na truskawki. Lało się ze mnie jak z pompy, chociaż zaczęłam po 7. Mam odciski na dłoniach od łopaty, jeden nawet pękł, a wydawało mi się, że jestem taka mocna... Do 12.00 jakoś szło, ale później powietrze zatrzymało się, a wraz z nim nasza aktywność. Przygotowywałyśmy wtedy z mamą obiad. Ostatnio były to młode ziemniaczki, jajko i mizeria. Po obiedzie nie mieliśmy siły się ruszyć. Sjesta w chłodnym domu była rozwiązaniem. Oczywiście tylko dla mnie i M., bo mama i sjesta…? To by dopiero było. Ty wiesz jak ona nie znosi bezczynności. Przecież nawet jak nie będzie roboty, to ona ją znajdzie. Po drzemce następna kawa, tym razem w wykonaniu młodego. I dalej jakoś poszło, ale 40 stopni nie jest temperaturą przydatną do  pracy.

biała porzeczka

Co wieczór grzmiało, ale dookoła. Oglądaliśmy błyskawice dwóch burz, które, jak na złość dla nas, nie chciały się spotkać. Czekaliśmy na deszcz jak na zbawienie, jak to się mówi. Raz tylko była burza z piorunami i błyskawicami, ale deszczu spadało tyle co nic, znaczy za mało. Codziennie jest nadziej-k-a na więcej, bo wszytko schnie.
Poza tym jeździmy rowerami i mokniemy w deszcz-y-ku, słuchamy pokaszliwań jelenia z lasku za polem i głośnych bajek na dobranoc, które opowiadają sobie żurawie. Siedząc w cieniu na zewnątrz robimy galaretkę porzeczkową tę samą co zawsze, tę co to już babcia z dziadkiem razem robili (przepis TUTAJ), mama mówi, że dziadek zawsze wyciskał porzeczki, a babcia ucierała cukier. Później robimy drożdżowe z porzeczką (przepis TUTAJ). Pewnie tęsknisz do takich smaków. Nigdy Cię nie zapytałam czy macie tam drożdże...? Co u nas jeszcze...? A..., planujemy kuchnię letnią w budynku gospodarczym i rozmawiamy o szukaniu szczęścia. 
 
drożdżowe z porzeczkami

A wieczorem, kiedy upał lżeje biegamy (ja), przestawiamy meble (ja i ona), kosztujemy cydrów, kwasu chlebowego albo nalewek (wszyscy), czytamy kilka kartek książki (ja), albo w piżamie kroimy kolejny kawałek drożdżowca (ona), a… i jeszcze spotykamy się ze znajomymi (on).

Jest dobrze. Jest pięknie. Mogłoby trwać.

Tęsknimy za Tobą i przy każdej kawie zastanawiamy się kiedy przyjedziesz.
Serdecznie przytulamy i czekamy na słówko od Ciebie.

galaretka porzeczkowa z porzeczki czerwonej i białej (13)Galaretka z czerwonej i białej porzeczkigalaretka porzeczkowa z porzeczki czerwonej i białej (2)Galaretka z czerwonej i białej porzeczki3Galaretka z czerwonej i białej porzeczki1Galaretka z czerwonej i białej porzeczki2galaretka porzeczkowa z porzeczki czerwonej i białej (9)

wtorek, 23 lipca 2013

Sernik waniliowy z galaretką porzeczkową


czerwona porzeczka

Każdy dzień jak wielka układanka, którą tworzę od momentu kiedy zadzwoni budzik (w moim przypadku trzy, choć czasem wydaje mi się, że dziś zadziałał tylko jeden…). Jak dobrze przeciągając się rano spojrzeć niebu prosto w oczy i w zależności od aury dać mu znać co się o nim myśli. Czasem wystarczy uśmiech od ucha do ucha. Na szczęście słońce świeci dzień po dniu, więc uśmiech generuję automatycznie. Słoneczne światło zapewnia rześki poranek, później nabrzmiałe, żarem spływające południe, aby pod wieczór układać się miękko na kwiatach, liściach i twarzach. Lato jak dawniej…, a już myślałam, że przejdzie bokiem i z deszczem przeminie. Celebruję moją kawę na tarasie, oglądam sałaty, a później wsiadam na rower. Czuję się dość lekko i dość swobodnie. Codziennie mijam kilka tych samych osób, które, jak ja zmierzają do pracy. Jedne na rowerze, inne piechotą. Wyprostowana blondynka z mocno kręconymi włosami, wysoki facet, który wygląda jakby szedł na spacer, a nie do pracy i Ania z pięknym długim włosem też na rowerze. Ta powtarzalność wcale mnie nie nudzi. Codziennie przejeżdżam przez park z jeziorkiem, który każdego ranka wygląda zupełnie inaczej. Codziennie mijam duży skwer, na którym gęsto usadzono cukierkowo-różowe róże. I codziennie też, przejeżdżając przez rowerowe przejścia przy przejściach dla pieszych, zastanawiam się kto niektórym kierowcom (też nim jestem) dał prawo jazdy… Każdego z nich należałoby, przynajmniej na jeden dzień, wsadzić na rower i kazać jak najczęściej przejeżdżać na drugą stronę jezdni. Może wtedy oprzytomnieliby. Może.

czerwona porzeczka (2)
galaretka z czerwonej porzeczki

Choć często wspominam sprawy dawne, które w sercu echem odzywają się jak wczorajsze…, to na co dzień cieszę się codziennością, zwykłością i bardzo małymi rzeczami. Sympatyczną rozmową w pracy, a czasem mądrą dyskusją, ryneczkiem pełnym owoców, skąd dziś czereśnię i borówkę na kierownicy przywiozłam. Świeżo skoszoną trawą na moim osiedlu, jarzębiną która dojrzewa, lawendą, która rozpostarła swe skrzydła na dobre, pierwszymi ogórkami i różowymi ziemniaczkami, które przywiozłam od mamy. Są już małosolne, będzie mizeria i jajko sadzone. To wszystko składa się na celebrację codzienności, choć dla wielu może mignąć i przelecieć zupełnie ‘bez echa’. Dla mnie jednak każde z tych zauważeń jest energią samą w sobie. I generuje nową energię, która przeradza się w pochwalenie spódnicy obcej dziewczyny przy sklepie. No tak, bo taka ładna ta spódnica była. Jej radość, moja radość – a piłeczka lubi się odbijać:).

czerwona porzeczka (4)sernik waniliowy z czerwoną porzeczką (2)

I jaka radość, kiedy sernik wyrośnie tak, jak nawet nie należy się spodziewać. Chociaż później opada. Siada i klapie jak miś pluszowy w fotelu. Za to jest bardzo dobrym sernikiem. Puchatym i delikatnym o smaku wanilii. Długo ubijałam do niego białka, bo nasłuchałam się od znajomych jak to ich mama delikatne serniki na białkach robiła. Przepisu nie mieli, tylko wspomnienia. Oparłam się na nich  i oto jest. Z galaretką porzeczkową, której właśnie jest czas. Idealnie dobrana para. Do tego espresso i można celebrować popołudnie. A sernik zrobić też zimą, otworzyć słoik galaretki i przenieść się w czasie… do tych łąk zielonych i do tych krzaków pełnych porzeczek…

Sernik waniliowy z galaretką porzeczkowączerwona porzeczka (3)

Sernik waniliowy z galaretką porzeczkową

Spód:
180g ciastek korzennych lub owsianych
100g masła
szczypta soli
Ciasteczka zgnieć na miazgę (najlepiej pałką w misce). Masło rozpuść i dodaj do ciasteczek, dokładnie wymieszaj dodając szczyptę soli. Tortownicę 23 cm posmaruj masłem, na całej obręczy wylep papierem (ja kładę tylko na obręczy) – musisz go przykleić ‘na masło’. Powstałą masą wylep tortownicę. Podpiecz przez 5 min w piekarniku ustawionym a 180°C
Ser:
4 jajka (oddzielnie białka, oddzielnie żółtka)
1 szkl. cukru
1 kg twarogu (3 razy zmielonego, bądź twarogu “na serniki’)
180 g śmietany 18% ( małe opakowanie)
20 g budyniu waniliowego
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1 cukier waniliowy

1. Piekarnik masz już włączony, zatem spokojnie zacznij miksować białka. Stopniowo dodawaj do nich cukier. Po ubiciu na sztywno odstaw.
2. Teraz włóż do miski twaróg, żółtka, 20 g budyniu, cukier i ekstrakt waniliowy. Wymieszaj wszystko przy użyciu miksera, albo łyżki i DELIKATNIE dodaj do tej masy twarogowej ubite wcześniej białka. Wymieszaj szpatułką, albo łyżką. Wlej do tortownicy z ciasteczkami. Wstaw do piekarnika i piecz 50 min. Po tym czasie uchyl piekarnik i w otwartym pozwól sernikowi ostygnąć.
3. Podawaj ze galaretką porzeczkową i świeżymi porzeczkami w sezonie.

Sernik z galaretką porzeczkowączerwona porzeczka (1)

czwartek, 2 sierpnia 2012

Red currant curd. Tarta z porzeczkowym kremem i włoską bezą.

red curant curd i redcurrant pie (9)

Stoję tak po środku lata i sama nie wiem w co ręce włożyć. Błyszczące malinówki prężą się jak przerośnięte bicepsy, jabłka zaczynają uśmiechać się pełną gębą, jagody i borówki wciąż jeszcze mrugają porozumiewawczo, a ogórki same pchają się do torby. Nie wspomnę o tych, które czekają na maminych krzakach. Rzut oka na morele, a wraca wspomnienie ostatniego ciasta, spojrzenie na brzoskwinie, a w głowie obraz soku kapiącego po brodzie, kurki i… może tym razem zupa kurkowa… Biorę wszystkiego po trochu. A na koniec porzeczki, bo to już ich ostatnie podrygi. Białe i czerwone. Białe, bo są i to wyjątkowo piękne (za każdym razem stwierdzam to samo…). A czerwone, bo wymyśliłam sobie, że zrobię z nich krem. Coś specjalnego, bo to było jak olśnienie… Skoro jest cytrynowy, to dlaczego nie porzeczkowy…??? Przecież też kwaśny. I można go zrobić całkowicie bez masła. Wypróbowałam. Fanom lemon curd i kwaśności posmakuje na pewno. Przy pierwszej, drugiej i trzeciej łyżeczce zamykałam oczy… Jest jak powiew świeżości w upalny dzień.

white currandred curant curd i redcurrant pie (11)

A później “dorobiłam” do niego tartę… Z pachnącym orkiszowym spodem i puchatym berecikiem z włoskiej bezy.

red currant

Krem porzeczkowy – red currant curd (inspiracja: przepisy na lemon curd)

500g porzeczek, z którego wyjdzie mniej-więcej 310 g soku porzeczkowego
200g cukru
3 jajka
3 żółtka
1,5 czubata łyżki mąki kukurydzianej
1 łyżeczka olivy
czysta ściereczka, albo gaza
ewentualnie 40g masła

1. Wyciśnij sok z porzeczek używając do tego ściereczki, albo gazy: połóż umyte i oczyszczone porzeczki do gazy, zbierz wszystkie rogi i wyciśnij sok.
2. Uzyskany soki i pozostałe składniki wlej do garnczka i zagotuj. Mieszaj do tego czasu. Odstaw i przykryj folią, aby nie zrobiła się skorupka. Ostudź. Jeśli krem nie jest aksamitny i pojawiły się grudki, zblenduj go na gładką masę.

Jeśli chcesz postępować klasycznie możesz dodać masło, ale to nie jest konieczne. Krem stanie się wtedy bardziej aksamitny, ale też bardziej kaloryczny


red curant curd i redcurrant pie (10)

Tarta z kremem porzeczkowym i włoską bezą

Potrzebujesz: upieczone kruche ciasto, krem porzeczkowy (połowę z przepisu powyżej) i włoską bezę (połowę z przepisu poniżej, albo od razu zrób połowę) – ja dałam wszystko, ale to już nadmiar szczęścia…

Ciasto na tarty (M. Roux)
250 g mąki orkiszowej 900 (oryginalnie pszennej)
125 g masła, pokrojonego w kostkę, lekko zmiękczonego
1 jajko
1 łyżeczka drobnego cukru
1/2 łyżeczki drobnoziarnistej soli
40 ml zimnego białego wina ( org. wody)

1. Usyp wzgórek z mąki i zrób w nim wgłębienie. Włóż w nie masło, wsyp sól cukier i wbij jajko. Palcami wymieszaj i połącz składniki na gładką masę.
Powoli zagarniaj mąkę, ugniatając ostrożnie aż ciasto będzie miało ziarnistą konsystencję. Wlej wino, delikatnie połącz palcami z resztą ciasta.
2. Wewnętrzną stroną dłoni wyrabiaj ciasto, odpychając je od siebie 4-5 razy aż będzie gładkie. Utwórz z niego kulę, owiń w folię i włóż do lodówki *(by nie skurczyło się w trakcie pieczenia).
3.Ciasto rozwałkuj na grubość 3 mm. Wylep nim foremkę do tarty (mnie była to tortownica 24 mm). Wstaw do lodówki na co najmniej 20 min.
4. Nagrzej piekarnik do 190 stopni.
5. Wyjmij ciasto z lodówki, nakłuj gęsto widelcem. Przykryj papierem do pieczenia i wysyp fasolą, bądź ceramicznymi kulkami. Piecz 20-25 min, bądź do zrumienienia ciasta. Ciasto ostudź.

Beza włoska (Pierre Hermé “Desery”)
85ml wody
280g cukru
5 białek

1. W rondelku zagotuj wodę z cukrem. Podgrzewaj aż syrop osiągnie temp. 126-135°C
Pierre proponuje podczas gotowania smarować wodą ściany rondelka, aby nie osadzały się kryształki cukru. Robiłam bezę kilkakrotnie i nic się nie osadza.
2. Białka wlej do miski i ubij mikserem na niezbyt sztywną pianę. Mikser ustaw na średnie obroty i, stopniowo wlewaj gorący syrop, ubijaj AŻ MASA OSTYGNIE.
3. Beza jest gotowa do użycia. Jeśli chcesz możesz ja przełożyć do rękawa cukierniczego i wyciskać dowolne kształty używając końcówek.

Montaż:
przygotuj spód, na spód rozsmaruj delikatnie krem porzeczkowy, a na wierzch włoską bezę. Aby miała efekt opalenizny przypal ją równomiernie palnikiem gazowym (takim jak do do crème brûlée)

red curant curd i redcurrant pie (6) red curant curd i redcurrant pie (7) red curant curd i redcurrant pie (12)

sobota, 21 lipca 2012

Galaretka z białej, czerwonej i czarnej porzeczki

galaretka z biełej, czarnej i czerwonej porzeczki (7)

Jeszcze przed chwilą świeciło słońce i jednocześnie padał deszcz. I pierwsza tęcza nad moim domem. Dobry znak.

Dopijam cydr oglądając niemiecką komedię romantyczna pełną cynizmu, ciepłego zgaszonego światła i miłości. Rzeczą gustu uroda… Ludzie, których lubimy, których kochamy ZAWSZE są piękni. Jak zwykle się wzruszam… Niemiecki film, a w tle Apoligize, które zawsze tak samo na mnie działa. Na Was też?


galaretka z biełej, czarnej i czerwonej porzeczki (3)

Po filmie jeszcze troszkę ostatniej czarnej porzeczki do wyciśnięcia. Bo wycisnęłam soki ze wszystkich trzech kolorów.

Biała smakuje jak lekka, delikatnie uśmiechnięta dziewczyna w białej sukience. Czerwona to Lady in red z lekkim pazurkiem, a czarna… jest najwyborniejszym musem pod słońcem, któremu nie potrzebne są żadne dodatki. Jest taką optymistką pełną nadziei i serdecznego uśmiechu na każdy dzień, jeżdżącą z rozwianym włosem na rowerze i pełną klasy... Na co dzień i od święta. Mogłabym zjeść całą zawartość słoiczka na raz. Uwierzcie, że trudno mi było powstrzymać się przed oblizywaniem palców i tłuczka kiedy łączyłam mus z cukrem. Przecież musiałam spróbować czy na pewno jest dobre…

Biała i czerwona zachowują kolory, czarna, świeżo po wyciśnięciu jest lekko fioletowa, ale w słoiczku, pod wpływem czasu i światła czerwienieje.

3 galaretki3 galaretki1

Czarną wyciska się najtrudniej, bo skórkę ma grubszą. Robiłam ją też w inny sposób niż wcześniej: najpierw blendowałam, później przecierałam przez sitko, ale chcąc się pozbyć drobinek skórek i pesteczek, musiałam ją przelać i delikatnie przetrzeć jeszcze raz przez bardzo drobne sitko do herbaty. W ten sposób było trochę szybciej, ale pobrudziłam więcej naczyń.


galaretka z biełej, czarnej i czerwonej porzeczki (1)

Na zdjęciach galaretka bardziej zwarta jest galaretką z czarnej porzeczki. Ta w niższym słoiczku, bardziej po lewej i na łyżeczce po lewej stronie, to czerwona, którą już pokazywałam, a biała wiadomo. Przepis na wszystkie TUTAJ.

galaretka z biełej, czarnej i czerwonej porzeczki (2)


Pięknej soboty i niedzieli! Dla Was i dla mnie! Przede wszystkim słońca, a jak nie, to słońca po deszczu i pięknej tęczy ewentualnie!

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Ewelina

piątek, 6 lipca 2012

Galaretka z czerwonej porzeczki i osobliwy miód z floksów


galaretka z czerwone porzeczki (1)

Byłam już bardzo zmęczona negocjowaniem ceny miodu z floksów… Kobieta upierała się, że chce 200 zł. Przecież najdroższy jest wrzosowy, to jakim cudem floksowy kosztuje aż tyle…??? Poza tym jeśli mają floksowy, co brzmiało – mimo wszystko – bardzo egzotycznie, to mają pole floksów, wiec jaki problem postawić ule na samym skraju… Myśli galopowały… Żaden problem zatem, ale… słoik 250ml za 200 zł…???

Będąc w trasie, zajechałam do pięknego starego gospodarstwa, gdzie magnolie były wielkości starych dębów… Było późne popołudnie, słońce opromieniało swoim blaskiem całą okolicę i każdy element krajobrazu wydawał się jeszcze bardziej wyraźny i majestatyczny. Odremontowany pałac, cudowna aleja grabowa, przepięknie odnowiony podjazd i duży stary stół nieopodal jako stoisko z produktami wytwarzanymi w gospodarstwie. Byłam zachwycona…!

Najpierw chciałam kupić sadzonki tych wyjątkowych drzew, ale stanęło na serze, wędlinach i gęstym, jasnym miodzie floksowym… Nalanym do słoików, zamkniętych pokrywką ozdobioną koronką, gdzie górną warstwę stanowiły białe, świeże kwiaty floksów (nie wiem czy kiedyś już widziałam białe, ale te tutaj takie były). Wszystko podane z wielkim smakiem i elegancją, ale żeby za całość chcieć 1750 zł…??? Mało się nie przewróciłam…! Przy czym wcale nie kupiłam wyrobów z połowy świniaka i sera z dziennego udoju całej wielkiej obory…!!!

Już byłam zmęczona tą negocjacją, cztery razy ruszałam do samochodu, ale kobieta co rusz spuszczała z ceny… Doszła do 500 zł za wszystko, przy czym sam słoik miodu dochodził do 100… Mogłam jej dać 50. Fantastycznie…, nigdy wcześniej nie próbowałam takiego miodu, ale żeby aż tyle…? Emocje negocjacyjne były zbyt duże…

I wtedy się obudziłam. Było w pół do piątej. Za oknem wstawał mokry świt. W nocy znów padało. Na szczęście w nocy. Ptaki głośno rozprawiały o czymś wyspane jak należy, co było słychać. Miałam wrażenie, że mewy swoim charakterystycznym “ha…, hahahaha…” naśmiewają się ze mnie w tym śnie…. A może zastanawiały się kiedy do nas przyjdzie to słońce…? Może to wreszcie dzisiaj...? Wzięłam kubeczek wody i rozważałam jak miód może tyle kosztować… No…, ale przecież to był miód z floksów…;). Osobliwy miód:).


galaretka z czerwone porzeczki

A wczoraj robiłam galaretkę. Znaczy przedwczoraj. Porzeczkową. Najlepszą. Ostatnio taką samą pokazywała Basia. W moim domu była zawsze. Złocistoczerwone półki w piwnicy…. I omlet na maśle TYLKO z tą galaretką. Najlepszy… To może ja zrobię sobie jeszcze jeden omlet…


galaretka z czerwone porzeczki (3)

Galaretka porzeczkowa “kilo na kilo”

porzeczki
cukier( najlepiej miałki, drobny)

1. Porzeczki umyj, odszypułkuj i osusz( ja odstawiam na godzinkę aby odciekły na sicie). Przy użyciu czystej ściereczki, albo gazy wyciśnij sok z porzeczek do większej miski. Zważ sok i dodaj tyle cukru ile sok zaważy. Ucieraj tłuczkiem (pałką) , aż cukier się rozpuści, a sok zgęstnieje (jeśli masz grubszy cukier, ucieranie będzie trwało trochę dłużej).
2. Przelej galaretkę do wyparzonych słoiczków (nakrętki też wyparz), możesz zostawić otwarte i zobaczyć, jak po godzinie galaretka stężeje… Zakręć i pasteryzuj wg własnego sposobu. Ja włączam piekarnik na 100°C i “piekę" słoiczki przez 20 min. Później piekarnik wyłączam, a słoiczki stygną w jego wnętrzu.

galaretka z czerwone porzeczki (2)

Właśnie dzwoni budzik… Lecę do pracy…! Niebawem weekend, a ja zaplanowałam wizytę w pięknym (niegdyś ) pałacu – pewnie stąd ten sen…:). Udanego tego weekendu i dobrej pogody! Przede wszystkim Wszystkim nad morzem, bo jakoś nie możemy się doczekać na ciepłe dni…

niedziela, 19 lutego 2012

Drożdżowe mojej Mamy na niedzielę


drożdżowe mamy (2)  

W każdą sobotę wieczorem, długo po kolacji, kiedy już wszystkie naczynia zostały pomyte, a “pielgrzymki do lodówki” ustały, kiedy ktoś jeszcze oglądał telewizję, ktoś czytał przy nocnej lampce, a ktoś inny, jako ostatni miał całą łazienkę dla siebie (dodajmy, że by to czas, kiedy nie płaciło się za ilość zużytej wody…) trzeba było jeszcze umyć podłogę w kuchni i przedpokoju, aby na niedzielę wyglądała jak trzeba. Zazwyczaj robiła to mama, albo ja (starszeństwo zobowiązuje). I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w tym samym czasie trzeba było doglądać ciasta. Aktywne oczekiwanie…, namiętność powtarzalna, ale jakby zupełnie nowa.
Najpierw jednak krzesła trzeba było postawić na stole, dokładnie zamieść całą podłogę, czasem nawet zahaczyć o przedpokój (częściej niż czasem, wiadomo…, sześć osób w domu sporo potrafi…), później miska z gorącą wodą, płyn, którego wlewałam więcej niż mama… i szmata. Od czasu do czasu rzucić okiem na zawartość piekarnika. Później skupić się na wszystkich zakamarkach, rowkach i miejscach przy szafkach. Czasem trafiła się jakaś niewidoczna paskuda, którą trzeba było nożem zeskrobać. Dokładność sprawiała mi przyjemność. Od czasu do czasu spoglądałam na piekarnik i na podłogę przede mną, która ściemniona wieczornym światłem błyszczała jak polakierowana. Później jeszcze “przejechać’ przedpokój manewrując tak, aby nie stanąć tam, gdzie już umyte. I jeszcze pilnować, aby komuś przypadkiem…, właśnie w tym czasie, nie zachciało się herbaty.
Aromat ciasta był tuż za przedpokojem… Teraz tylko zdjąć kapcie, aby śladów nie narobić, bo choć podłoga tak na pół podeschnięta. W skarpetkach, z grubo złożoną ściereczką w ręce otwierałam piekarnik. Buchało na mnie ciepło, a zaraz po nim odurzająca zmysłowość zapachu… Trzeba wyjąć ostrożnie, o tak…, aby tylko się nie poparzyć.
I wtedy właśnie jeszcze ktoś zjawiał się w kuchni. Zazwyczaj mama. Bo ona zawsze musi  spróbować świeżo upieczonego ciasta. A miało chrupiącą skorupkę i twardą pyszną kruszonkę. Tam, gdzie się zapadła, smakowała jak marcepan. Odkrajałyśmy wtedy tylko brzeżek, tylko kawałeczek, aby spróbować i usnąć ze świadomością, że znów wszystko się udało.

drożdżowe mamy1

Bo ciasto na niedzielę było zawsze. Nie muszę się zastanawiać, aby odpowiedzieć, że drożdżowe lubiłam i lubię najbardziej. I zawsze najbardziej lubiłam z porzeczkami. Z czarnymi też. A no i z agrestem, no, przecież. Dlatego od czasu do czasu, zazwyczaj w sobotę wieczorem, piekę drożdżowe i myjąc podłogi podglądam jak rośnie.

Ciasto drożdżowe z porzeczkami (przepis mojej Mamy)
rozczyn:
60g drożdży
łyżka cukru
2 łyżki mąki
3-4 łyżki ciepłego mleka

Ciasto:
3 szkl. mąki
3 jajka (jeśli bardzo małe to 4)
pół szkl.cukru
pół szkl. ciepłego mleka
szczypta soli
cukier waniliowy (opcjonalnie)
mniej jak pół szklanki oleju
kubek – półtora kubka porzeczek świeżych lub mrożonych
kruszonka:
mniej niż pół kostki masła(70-80g)
odpowiednio tyle samo cukru i mąki

1. Zrób rozczyn: pokrusz drożdże, dodaj cukier, mąkę i mleko. Odstaw na 10-15 min. do wyrośnięcia.
2. Wsyp pozostałe składniki do miski i wyrób ręką, bądź drewniana łyżką tak, aby wszystkie składniki dokładnie połączyć. Odstaw na 1 godz. do wyrośnięcia. Po tym czasie zamieszaj ciasto i odstaw jeszcze raz na 1 godzinę. Następnie wylej na blaszkę, posyp porzeczkami, albo innymi owocami (może być nawet dżem lub konfitura:)) i odstaw na jakieś 30-40 min.
4. Przygotuj kruszonkę: w małe miseczce palcami utrzyj masło z cukrem i mąką, odstaw.
3. Piekarnik nagrzej do 180°C. Posyp ciasto wcześniej przygotowaną kruszonka - więcej kładź na brzegach, mniej na środku, bo kruszonka zapadnie się. Wstaw ciasto i piecz 30-40 min. Jeśli zbyt szybko ciemnieje przykryj je papierem.

drożdżowe mamy