Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niekulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niekulinarnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 grudnia 2015


Moi Drodzy, 
życzę Wam spokojnych serc, 
nadziei, która trzyma w pionie, 
mądrości,
 satysfakcji
 i łagodności na każdy czas.
 Spójrzmy na siebie nowymi oczami, tak, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy - bez obciążeń i naznaczeń, spójrzmy na swoich krewnych i bliskich tak, jakbyśmy właśnie och poznawali...

Dobrego czasu, dobrego świętowania!
Pięknego Bożego Narodzenia!

Bóg się rodzi.
Do zobaczenia przy żłóbku!

poniedziałek, 30 listopada 2015

Na Bałtyku sztorm


Nad Bałtykiem wieje. 8, 9 w porywach do 10 w skali Beauforta. Trudno zejść schodami, które całe w piasku, więc schodzę otwartym wyłomem wydmy prosto na plażę. Już tutaj czuję ostre uściski lodowatego wiatru. Naciągam więc kaptur na czapkę, szczelniej zapinam kurtkę i żałuję, że nie pomyślałam o rękawiczkach. Długo tu nie pobędę…
Stalowo szare chmury, wichrem smagane, co jakiś czas odsłaniają niebo. Ziarenka piasku, pod wpływem imperatywu wewnętrznego śmigają z zachodu na wschód. Po drodze zatrzymują się na moich ustach. Dwie osoby, dość mocno “opatulone” chłoną moc natury nabierając energii na jakiś niewątpliwie gorący napój. Mewy w czerwonych, ocieplanych… gumowcach oczekują na świeże zimne kąski, a ja podczas tych 10 minut próbuję uchwycić piękno i moc żywiołu. Wracam marząc o gorącej herbacie…
































































































































































wtorek, 30 czerwca 2015

Goodbye june.


Czerwcu, dziękujemy Ci za soczystą letnią zieleń i cudowne kwiaty, ale..., chłopaku Drogi, w przyszłym roku bądź cieplejszy.

sobota, 20 czerwca 2015

Czerwiec w płaszczu przeciwdeszczowym i peonie



Czerwiec założył wrześniowy płaszcz i nic sobie nie robi z moich codziennych zdziwień. Pod okryciem, któremu nie straszny deszcz, rozwija liście, otwiera płatki delikatnym kwiatom i zawiązuje owoce na jesienne zbiory. A wszystko to robi jakby mimochodem.

Czekając lepszych temperatur wypatruję choć skrawka niebieskiego nieba i układam piwoniowe bukiety.

Lato u progu…

Samego dobrego dla nas wszystkich  pomimo…!





piątek, 1 maja 2015

Hello May!


hello may

Znów przyszedł maj…! Najświeższy i najpiękniejszy miesiąc roku. Witaj Chłopaku…!
Ciesz nam oczy i serca!
 ♥‿♥

piątek, 6 marca 2015

Szczęśliwe ptaki mojej mamy i jajka, które dostanę tylko od Niej


kury nioski  (31)

Z moją mamą przez telefon rozmawiam dość często, w końcu, do niedawna, co miesiąc płaciłam za tę swobodę dodatkowe “10 zł na stacjonarne”, ale od dwóch tygodni moja mama jest posiadaczką “smyczy”, czyli została właścicielką telefonu komórkowego. Wracając do rozmów… czasem są tylko informacyjnie, czasem emocjonalne, a czasem takie dłuższe jak należy, jak z mamą – wiadomo. Zazwyczaj gdzieś w środku rozmowy pada pytanie:
- A jajka jeszcze masz?
Odpowiadam w zależności od stanu posiadania. Jeśli mówię NIE, w odpowiedzi słyszę: To przyjeżdżaj. Jeśli TAK, to dziwi się dlaczego tak długo. Ostatnio jednak odpowiedziałam: “I NIE i TAK”, bo 10 jajek dostałam od znajomych, którzy to otrzymali je od swoich znajomych hodujących wolno biegające kury.
- Mamuś, ale te jajka wpadają w taki czerwonawy kolor… Nie są brązowe, takie wiesz, ładnie brązowe, albo takie jasne, delikatne, jak Twoje, ale takie sino czerwonawe, a żółtka bladzieńkie…
- Paszę, nic tylko paszę dla kur dają - kwituje mama. Dobrze, że pozwalają kurom latać wolno, kontynuuje, ale i tak karmią je byle czym. Pewnie jakaś “pasza dla niosek”. A przecież kurom trzeba dać witaminy: jabłka dać, dynię zetrzeć, burakiem poczęstować i cebulę od czasu do czasu pokroić, kaszy gryczanej ugotować.  Albo rzucają im suche ziarno… Kury je lubią, ale tak ciągle nie można... A przecież jest zima, kury nie mogą tak tylko suchym dziobie… A ty wiesz jak te moje jabłka wpierniczają…??? Jak małpy kit…! Ale przekroić trzeba księżniczkom, bo inaczej nie ruszą... Kokoszki-smakoszki.

Ptaki mojej mamy1
kury nioski  (10)Ptaki mojej mamy3
kury nioski  (9)Ptaki mojej mamy5kury nioski  (59)Ptaki mojej mamy2
kury nioski  (12)Ptaki mojej mamy6
Teraz, zimą, dieta kur jest uboższa w zieleninę (ani nie mogą jej same nadziobać, ani nie można im rzucić takich choćby liści buraków, albo zielska wyrwanego podczas plewienia, a ziemia twarda i z robakami kiepsko…). Rano mama parzy im pszenicę, albo ziemniaki i daje z warzywami wspomnianymi wcześniej, w południe daje ciepłe mleko z wodą, a wieczorem już samą podgrzaną pszenicę. Pewnie, że jest przy tym trochę roboty, ale teraz nie ma ogrodu, więc pozostają tylko te podopieczne, jak śmiejemy się z moim bratem. Albo spacerówki, albo ptaki. Co dla niektórych czasem brzmi całkiem śmiesznie, kiedy na pytanie gdzie mama, któreś z nas odpowiada “poszła nakarmić ptaki”. A propos ptaków, trzeba je chronić przed jastrzębiami, bo krążą, i jak nie widzą ludzi, co często dzieje się zimą, to skłaniają się ku zagrodom, szukając pożywnych kąsków. Póki co nie było żadnego porwania, mama czuwa.

kury nioski (20)

Zatem moja mama ma kury. Od roku, a właściwie od marca zeszłego roku. I troszczy się o nie i czasem nawet z nimi gada, jak nikt nie słyszy. Nie wiem o czym…, ale kury odpowiadają (sama próbowałam…) myślę, że to mogą być bardzo ludzkie rozmowy, choć z zewnątrz może się wydawać, że to monolog…, albo takie tam… W przypadku kota brzmiało to mniej więcej tak:”Co mi wchodzisz pod nogi, mały człowieku… tfu…! kocie… co mi wchodzisz pod nogi kocie…”. Dalszego ciągu nie było, bo mama słyszała, że nadciągam, ale każdy kot i każda kura (albo kogut) zawsze to jakaś żywa, bratnia dusza, z którą można podzielić się emocjami, spostrzeżeniami czy też zwyczajnie się wyżalić, jak sądzę.

kury nioski  (17)
kury nioski  (68)
Ptaki mojej mamy7
kury nioski  (41)

Pamiętacie post KLIK, w którym mówiłam, że dom po dziadku trzeba będzie sprzedać? Dzień po opublikowaniu postu, mama zadzwoniła do mnie śmiejąc się tajemniczo. Przy czym trzeba dodać, że mama z internetu nie korzysta, a blog pokazuję jej tylko wtedy, kiedy jestem w domu, więc nic o moim oficjalnym żalu nie wiedziała. Powiedziała, że zamówiła kurczaki. Nie było tej konkretnej rasy, którą chciała, więc wzięła jakie były. Jechałam wtedy samochodem i myślałam, że padnę z wrażenia, ze dziwienia i swego rodzaju radości, która udzieliła mi się przez jej radość, bo to była informacja dla mnie, że w najbliższym czasie nie ma co mówić o pożegnaniu się z domem. Wiadomo było, że kury tam zamieszkają (no, w kurniku, oczywiście), ona do nich będzie codziennie dojeżdżać. I do ogrodu przede wszystkim. Kury były na doczepkę, kury były swego rodzaju fanaberią. Po 25 latach mieszkania w mieście, mama przypomniała sobie jak to dawniej z kurami było i tak zaczęła się jej prawie roczna przygoda, która nadal trwa. Po drodze kuraków przybyło, bo ciocia, która odżywia się według diety staropolskiej Stefanii Korżawskiej, podrzuciła jej kilka białych i szarawych (młodszych)  kogutków, z których to rosół w tej diecie ma istotne znaczenie.

kury nioski  (32)
kury nioski  (33)
kury nioski  (20)
Ptaki mojej mamy4kury nioski  (24)

Pamiętam jak mama dzwoniła do mnie latem (chyba już w czerwcu) ciesząc się pierwszymi maleńkimi jajeczkami. Bo pierwsze dużo mniejsze są, takie trochę większe od przepiórczych.
Każdy mój przyjazd opatrzony był sesją zdjęciową, dzięki temu widać jak zmieniał się wygląd ptactwa. A jak przyjeżdżała rodzina to stali wszyscy jak urzeczeni i i zapatrzeni jak to kogut skacze na kury i co z tego wynika. Bo, aby kury dobrze się niosły to musi być kogut, i aby jajka były zapłodnione (jeśli tego chcemy), to też musi być kogut. Bez koguta kury będą się niosły, ale nici z kurczaków.

kury nioski  (6)
kury nioski  (50)kury nioski  (51)kury nioski  (52)kury nioski  (53)

Albo fascynowaliśmy się grzebieniem, albo patrzyliśmy na upierzenie, albo na nogi, bo koguty miały różne nogi. Jedne żółte, inne różowe.
Na początku były dwa kogutki, jeden biały, zdecydowany, którego kury się słuchały, a on zachowywał się jak pan, władca i przewodnik i kiedy znalazł porządniejszego robaka, to wołał swoje towarzyszki.

kury nioski  (45)kury nioski  (46)

Gdy słyszał, że mama przyjeżdżała o świcie, to od razu na przywitanie piał. Zresztą dalej to robi o poranku prosząc, aby towarzystwo wypuścić z kurnika i nadal rządzi stadem. Z nim można się nawet powygłupiać "kukurykowaniem". Wujek Jurek, latem, był niezrównany w tej "zabawie". Kogut: Kuuukuryku...!", a wujek: "kukuryku..!" w podobny, ale zupełnie inny deseń i tak w kółko, każdy na swoją melodię i każdy chciał mieć ostatnie zdanie... Zwyciężył, wiadomo, kogut.

kury nioski  (7)

Był też drugi kogucik, ciemno szary, prążkowany, taki…Kaśka-Maciek, jak go mama nazywała, co to nawet nie bardzo potrafił piać. Obaj rywalizowali ze sobą o kury i o władzę i często dochodziło do starć, które choć groźne nie były nie wyglądały wesoło.

kury nioski  (44)

Szary naśladował Prezesa (czyli białego koguta), a my śmialiśmy się z niego naśladując jego chrypiące, nieudolne próby, bo Maciek piał jak przez woreczek foliowy. ja nawet wolałam to pianie, bo za każdym razem wywoływało specyficzną radość. W końcu skończyło się woreczkowe kukuku…! bez literki “r”, bo tak mniej więcej brzmiała melodia Maćka, a on… no…, cóż… skończył w rosole. Taka karma. A no i Kaśka-Maciek nie skakał na kury.

kury nioski  (47)
kury nioski  (5)
Ptaki mojej mamy8
Ptaki mojej mamy

Koguty, kogutami, ale kury to też niezłe aparatki. Nagle zrobiło im się za ciasno. Zielona trawka nie była już tak zielona, stokrotki straciły swą pierwszą świeżość, a ploteczki o wadach i zaletach współmieszkanek przestały mieć urok. Co jakiś czas jedna z nich odkrywała w sobie ducha podróżniczego i chciała zwiedzić choć najbliższy świat. Pierwszą podróżniczkę wychodzącą nie wiadomo jak i nie wiadomo gdzie, mama pomalowała (znaczy maznęła ja białą farbą , aby wiedzieć która to taka aktywna) i zabezpieczyła wszelkie możliwe wyjścia. Ale kura akurat miała to w… kuprze.

kury nioski  (48)

Pomalowanej  też udawało się wyjść. W "nagrodę" zostały jej obcięte skrzydła. Od czasu do czasu któraś z pozostałych spacerówek (jak nazywa je mama), też chciała, jak koleżanka, poszukać lepszych robaków i szła w ślady swojej poprzedniczki, bo wiadomo, że wszędzie, gdzie nas jeszcze nie było, na pewno jest lepiej. Jak widać w kurzym świecie też to funkcjonuje. Jednak każdej globtroterce droga do szczęścia była zamykana poprzez skrócenie skrzydeł (spokojnie, to je nie bolało, bo skraca się je tylko na pewnej długości).

kury nioski  (43)
kury nioski  (2)kury nioski  (3)
kury nioski  (1)

Była taka jedna, która w pewnym momencie zaczęła robić podkop pod siatką, wychodziła na wolność i GDZIEŚ składała jajka. Mamie nie udawało się jej podpatrzeć podczas pracy, ale codziennie brakowało jej tego jednego jaja. Zaczęła szukać. Przetrząsnęła cały ogród i nic. Nie było pod iglakami, nie było w trzcinach nad stawem, nie było pod krzakami. Nic. Kura przestała robić podkopy, bo dół został zabezpieczony, ale nadal codziennie, ni stąd ni zowąd, znajdowała się poza swoim kurzym terytorium. Nie chciało się wierzyć, że wyfruwa, bo siatka u góry też została wzmocniona dodatkowymi poprzecznymi sznurami-plecionkami, ale jajka i tak codziennie brakowało. Kiedy, któregoś razu przyjechałam do domu, mama opowiedziała mi o tej niemożliwej kurze i razem, ponownie, zaczęłyśmy przeszukiwać przydomową przestrzeń. Wiadomo, że nie było to łatwe, bo mama ciągle mówiła, że tu też patrzyła i tu i tu… i już dawałyśmy za wygraną, kiedy nagle zajrzałam między duży krzak piwonii i mięty, a tam… 7 jajek…! Kura miała bardzo silny instynkt macierzyński, wiedziała do tego, że musi gdzieś w ukryciu te jajka złożyć, bo inaczej dzieci się nie doczeka.... Kryjówka była w tak banalnym miejscu, tuż przy ścieżce i przy beczce z wodą, którą mama kilka razy dziennie (…!) mijała. Najciemniej pod latarnią – kury też to wiedzą. Tego dnia, w związku z tym, że byłyśmy obie, kurza tajemnica się wyjaśniła, kura skakała na pieniek, z pieńka na siatkę, z siatki na daszek, a z daszku na trawkę… Tego dnia, zbiór jajek był dużo większy, a kura pewnie smutniejsza, ale tego nie dała po sobie po sobie poznać.

kury nioski  (30)
kury nioski  (29)
A zimą kura marzła… Jedna, druga i trzecia, całe stadko marzło i nie bardzo chciało chodzić po śniegu, tylko ścieżkami, jak księżniczki… A kiedy już na śnieg stąpnęły, to jedną nogę podnosiły. Wyglądało to przezabawnie, ale… bardzo praktycznie.

kury nioski  (61)kury nioski  (63)kury nioski  (62)kury nioski  (64)kury nioski  (65)kury nioski  (66)

Teraz, od niedawna, duże zmiany, bo w grudniu, w czasie świąt, razem z moim rodzeństwem, przeprowadziliśmy mamę na tę wieś. To była robota… Spakować 25 lat… Już nie musi dojeżdżać, aby zaserwować ptactwu posiłki (ale wciąż do miasta jeździ rowerem”": “no co to jest te 10 km w jedną stronę…” mówi).  A ja wciąż mam świeże, prawdziwe jajka jeśli je sobie tylko przywiozę. Następny rok zapowiada się równie jajeczny.
Zatem prosto z kurnika i z kurzej zagrody dokumentacja wiosenno-letnio-zimowa. Dla was zdjęcia , dla mnie smak jajek jakich nie dostanę nigdzie.

Ptaki mojej mamy9