Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 grudnia 2020

Lebkuchen czyli najlepsze świąteczne ciasteczka



Odwróciłam się z pleców na bok i szczelniej przykryłam kołdrą. Było jeszcze ciemno, a już było słychać te tuptania moich małych kochanych nóżek. Energia od samego rana...! Jak to dobrze, że potrafią się bawić sami i tak od razu do mnie nie przybiegają... Czułam wielkie szczęście, że pozwolono mi te dzieci adoptować, że ich nie rozdzielono. Miało być jedno, w końcu dla samo...-dzielnej dziewczyny to i tak dużo..., ale teraz cieszę się moimi trzema silnymi chłopcami i zawsze uśmiechniętą Melisą. Moje kochane czekoladowe dzieci, zupełnie nie podobne do mnie. Tak, pospałabym jeszcze, ale bycie mamą czwórki dzieci zobowiązuje... pomyślałam stanowczo i odrzuciłam kołdrę, a wtedy... zadzwonił budzik...!

Tak że tak... Takie to historie u mnie nocą

A ja świątecznieję..., bo Radio357 już nadaje, jak co roku, piosenkę przyjaciół karpia i dzięki temu, że czuję to świątecznienie, to ciasteczka dla dzieci już są. Lebkuchen = pierniki. Do nich właśnie robiłam tę ostatnią skórkę pomarańczową. Dla mnie milion razy lepsze niż pierniczki. Przepis wzięłam już kilka lat temu z Moich Wypieków Doroty, ale zaczęłam ja piec tylko 8-9 minut, a nie 15... Dzięki temu są delikatne i przyjazne podniebieniu. Zaczęłam też robić do nich cytrynowy lukier, bo dzięki temu stają jakby lżejsze i świeższe i stały się najulubieńszymi świątecznymi ciasteczkami mojej rodziny.

Powiem Wam, że czasami "szłam na skróty" i robiłam je robić ze skórką kandyzowaną taką na wagę, która pojawia się u nas na rynku w okresie przedświątecznym i z tą gotową w pojedynczych pojemniczkach ze sklepu, ale to nie było to... Także lepiej zaopatrzyć się w skórki  i czas..., bo warto :).

Lebkuchen

Składniki na 30 sztuk:

  • 250 g mąki pszennej
  • 85 g zmielonych migdałów
  • 3 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika (najlepiej domowej)
  • 1 łyżeczka zmielonego cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 200 ml płynnego miodu
  • 85 g masła
  • pół szklanki (w sumie) drobno posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej

1. Suche składniki: mąkę, migdały, proszek, sodę, przyprawy wymieszaj w misce.

2. W garnuszku z grubym dnem umieść masło i miód, podgrzewaj, mieszając, do roztopienia masła. Zdejmij z palnika i lekko przestudź (mieszanka ma pozostać lekko ciepła).

3. Do suchych składników wlej ciepłą masę maślano – miodową, dodaj kandyzowane pomarańcze i wymieszaj (możesz mikserem), by nie było grudek. Ciasto powinno wyjść lepiące (nie dosypuj mąki). Przykryj ściereczką i odstaw do całkowitego wystudzenia (zgęstnieje), możesz zostawić nawet na noc.

4. Po tym czasie z ciasta rób kulki wielkości niedużego orzecha włoskiego (powinno wyjść około 30 sztuk). Ja ważę kawałki ciasta po 25 g tak, aby wszystkie ciasteczka były jednakowe. Układaj je na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia w dużych odległościach od siebie (bardzo rosną). Każdą kulkę spłaszcz trochę łyżką (ponieważ ciasto bardzo się klei najlepiej maczaj ręce w wodzie i wtedy formuj kulki; również łyżka, którą będziesz je spłaszczać powinna być wilgotna).

5. Piecz w temperaturze 180ºC przez 8-9 minut (nie dłużej, bo będą zbyt kruche i twarde, choć w oryginale jest 15min. Jak chcesz, to jedną partię piecz dłużej i zobaczysz, jaki czas pieczenia bardziej Ci odpowiada.). Lebkuchen wyciągnięte prosto z piekarnika będą bardzo miękkie, najlepiej poczekaj 2 minuty, albo delikatnie, np. na nożu..., przenieś je na kratkę do wystudzenia. Ich wierzch delikatnie kruszeje, a wnętrze jest mięciutkie.

Składniki na lukier:

  • 2 szklanki cukru pudru
  • sok z cytryny

Cukier puder wsyp do miseczki. Dolewaj sok z cytryny z umiarem..., mieszając i rozcierając grzbietem łyżki. Gdy lukier będzie lejący, ale nie za gęsty, maczaj w nim pierniczki i odkładaj na kratkę do całkowitego zastygnięcia lukru. Jeśli dodasz zbyt dużo soku, wyrównaj cukrem pudrem i... odwrotnie. Lukruj przestygnięte ciasteczka.

Kolejnego dnia lebkuchen można układać do świątecznych pudełek, są mięciutkie i gotowe na święta :-).

Może się jednak zdarzyć, że pierniczki stwardnieją, bo... nie znasz jeszcze swojego piekarnika, albo czas pieczenia był zbyt długi. a wtedy, czytaj dalej...



 

Co zrobić, by pierniczki zmiękły?

Może się zdarzyć, że pierniczki  po kilku dniach stwardnieją (powoduje to dodatek miodu), albo stwardnieją od razu z powodu zbyt długiego czasu pieczenia. By zmiękły potrzebują pochłonąć odpowiednią dawkę wilgoci np. z powietrza lub owoców. Wtedy będą rozpływały się w ustach! Jeśli u Ciebie w domu jest dość sucho, schowaj pierniczki do szczelnej puszki, albo dużego słoika ze skórkami, albo kawałkami jabłek. Jabłka wymieniaj co parę dni, by nie zaczęły pleśnieć. Pierniczki będą chłonęły wilgoć z owoców.

Smacznego :-).





czwartek, 24 grudnia 2015


Moi Drodzy, 
życzę Wam spokojnych serc, 
nadziei, która trzyma w pionie, 
mądrości,
 satysfakcji
 i łagodności na każdy czas.
 Spójrzmy na siebie nowymi oczami, tak, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy - bez obciążeń i naznaczeń, spójrzmy na swoich krewnych i bliskich tak, jakbyśmy właśnie och poznawali...

Dobrego czasu, dobrego świętowania!
Pięknego Bożego Narodzenia!

Bóg się rodzi.
Do zobaczenia przy żłóbku!

środa, 24 grudnia 2014

Dziś w mieście Dawida narodził się Wam Zbawiciel


życzenia na Boże Narodzenie

Moi Drodzy,

przed nami piękny czas i ściśle sezonowa Wigilia – coś co niezwykle cieszy, coś do czego tak długo się przygotowujemy i na co czekamy cały rok. Czas, w którym zazwyczaj jesteśmy w większych gronach, albo przynajmniej z najbliższą rodziną. I jeśli tak jest, jeśli tylko możemy tak spędzać te Święta, to pięknie, cieszmy się tym i doceniajmy, bo są też ludzie, którzy spędzają je w samotności. Nie myślałam o tym do zeszłego roku, kiedy to na Wigilię jechałam bardzo późno. Miałam dojechać dopiero na kolację. Podczas drogi słuchałam radia, jak zwykle Trójki, a tam było tyle telefonów od samotnych ludzi, że aż serce bolało. Samotnie spędzali Wigilię z różnych względów, ale uczucie osamotnienia oraz ból i łzy, które były tego wyrazem, chwytały i mnie za serce… Posyłałam za nich dobre myśli do Żłóbka… i teraz posyłam, bo nigdy nie chciałbym znaleźć się na ich miejscu. Mimo Tych Narodzin, to nie będą dla nich łatwe święta do przeżycia, ale niech maleńka Miłość będzie im nadzieją. Żeby jednak nie skończyło się tak patetycznie, to mam dla Was, moi Drodzy, i dla Was moi Drodzy osamotnieni wierszyk Magdy Umer:

"Zapada mrok.Święta o krok.
A o dwa kroki - Trzy Zmroki.
Gdy smutno Ci, pamiętaj…phi…
Święta to tylko trzy dni!”

Samego dobrego!
Najserdeczniej Was Wszystkich pozdrawiam!
Ewelina

niedziela, 21 grudnia 2014

Keks mojej mamy- "keks 250, 250, 250"


keks domowy  (4)

Dobre wspomnienia ma każdy z nas. Na myśl o nich mimowolnie uśmiechamy się, a na sercu robi się przyjemniej i jakby cieplej. Czasem mówimy o nich szeptem, czasem się ich wstydzimy, a czasem z radością opowiadamy o nich jak tylko nadarzy się okazja. Ważne, aby zbyt często się nie powtarzać… Mam nadzieję, że się nie powtarzam, ale gdyby…, przywołajcie mnie do porządku, proszę.

W moim domu choinkę ubieraliśmy w samą Wigilię, albo dzień przed. Nie był żadnego dodatkowego przystrajania domu, bo nie znaliśmy tej tradycji. Była figurka Dziada Mroza od rosyjskich sąsiadów i Świętego Mikołaja taka większa, piękna i jeszcze trochę orzechów w miseczce na stole. A na świąteczny stół najpierw mama (później my) robiła mały stroik w kryształowej miseczce koniecznie ze świecą. Ot, i tyle. Zamęt z lampkami był jak w każdym domu, wiadomo… Właśnie wtedy okazywało się, że te ruskie lampki (przezroczyste z cienkim, kolorowym środkiem) nie świecą… Nie było wtedy możliwości “podskoczyć” do sklepu po nowe, więc tata skrupulatnie sprawdzał każdą i zmieniał brakujące ogniwo. Trwało to w nieskończoność, ale jak wszystkie “zaskoczyły” to była radość. Na choince wieszaliśmy, jak wszyscy, łańcuchy i koszyczki, albo gwiazdki-wycinanki zrobione w szkole, do tego kolorowe bombki i misterne zabawki (najbardziej lubiłem białe smukłe łabędzie). Zabawki lubiłam najbardziej, a bombki tylko te duże, bo można się było w nich przeglądać i stroić miny.
Z dzisiejszego punktu widzenia było nudno, nie działo się nic, a człowie-cze-k miał wrażenie, że jest dobrze i właśnie tak ma być.
Przez cały Adwent nie można było słuchać głośno muzyki (tej z radia, albo z magnetofonu szpulowego, ale to już tata obsługiwał), a kolędy można było śpiewać dopiero w Wigilię. Jej…, jak na to śpiewanie się czekało. Nie pamiętam czy spodziewałam się prezentów. Pamiętam tylko, że kiedyś z siostrą obie dostałyśmy telefony na kółkach z prawdziwą słuchawką taką, jak u babci w Wałczu. Jak to była radość…! Siedziałyśmy pod stołem i rozmowom nie było końca… A wyjście na Pasterkę było jak magia jakaś… Opatulony człowieczek jechał sobie w sankach ciągnięty przez starszyznę i dobrze mu było jak nie wiem co…! Śnieg skrzypiał, dorośli się śmiali, a na granatowym niebie migotały gwiazd tysiące... Sanki parkowały przy kościelnej bramie. A później, w kościele najpierw gromkie Bóg się rodzi wyśpiewywane głośnymi męskimi głosami, a następnie to rozświetlające się niebo nad stajenką… Takie piękne i takie zagadkowe. Zastanawiałam się jak te białe gwiazdy pojawiły się na takim całkiem granatowym niebie…??? Można się było zapatrzyć, zadziwić i w tym pięknie pozostawać przez całą mszę. Nawet Murzynek, dziękujący dyndającą głową, za pieniążka nie robił na mnie takiego wrażenia jak to niebo. Do dziś pozostaję w zachwycie, choć domyślam się, że to musiało być grube podwójne płótno, albo karton, a w środku ukryte najprostsze białe lampki. Świadomość nie zabiła zachwytu, często wręcz potęguje moją tęsknotę za prostotą i zwyczajnością. Czar.

****✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*****

Keks nasz domowykeks domowy  (1)

 ****✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*✫*****

Takim samym czarem jest keks. Niby babka piaskowa, a jednak nie babka. Keks zawsze był dla mnie najlepszym świątecznym ciastem. Zawsze przyciągał jak magnes. Mnie przyciągał aż tak, że podczas studiów był najczęściej pieczonym przeze mnie ciastem (łatwy do zapamiętani, bo zamienna jego nazwa to "keks 250, 250, 250" - odpowiednio dla masła, cukru i mąki; reszta składników łatwizna:)). Niezależnie od pory roku. I podróżował ze mną do różnych fajnych ludzi, bo łatwy do przewożenia, a w zawinięciu tylko zyskiwał. Właśnie wtedy przestawał być tą piaskową babką z bakaliami. Zatem jeśli tylko zdecydujecie się go upiec nie przerażajcie się jego kruchością. Po ostudzeniu, zawińcie go w papier i włóżcie w foliową torebkę dobrze ja zamykając. Już na drugi dzień keks będzie wilgotniejszy. Kolejny dzień  może dodać mu jeszcze więcej pożądanej i potrzebnej w keksie wilgoci.

keks domowy  (3)

Keks mojej mamy

250g masła
250g cukru pudru
5 jajek
1 łyżka spirytusu (lub innego bezsmakowego alkoholu; alkohol spulchnia ciasto, ale podczas pieczenia traci swoje “procenty”))
250g mąki
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
rodzynki, morele, śliwki… (u mnie 3/4 szklanki rodzynek, kilka wędzonych śliwek i szklanka moreli)

1. Bakalie pokrój na mniejsze kawałki. Rodzynki (i pozostałe bakalie, jeśli są twarde) zalej gorącą woda, aby zmiękły. Później rodzynki odcedź, a wszystkie bakalie włóż do miski i wymieszaj z łyżką mąki tak, aby je otoczyła, wówczas bakalie nie opadną na spód.
2. Nagrzej piekarnik do 160°C.
3. Utrzyj masło z cukrem najlepiej w makutrze “na pianę” ~ 15 min. Żółtka dodawaj po jednym mieszając je z ciastem, na końcu dodaj alkohol. Teraz dodaj przesianą mąkę i proszek do pieczenia – wymieszaj dokładnie i dodaj bakalie. Piecz najpierw przez 10 min w 160°C, a później 35-40 min. w  180°C.

keks domowy  (2)

niedziela, 29 grudnia 2013

wtorek, 24 grudnia 2013

Boże Narodzenie


AAD (15)

Drodzy moi, na to Boże Narodzenie życzę nam wszystkim zamyślenia nad tym jakie to święta… Bóg się rodzi. Niesie miłość, pokój i nadzieję. 

Nie życzę Wam szczęścia, zdrowia i pomyślności, bo o to zadbali już wszyscy ci, od których życzenia już otrzymaliście i otrzymacie. Chociaż też tego życzę, bo bez zdrowia nic się nie uda…, ale skoro ich tyle…., to ja życzę Wam PASJI, która będzie rozwijała się tak pięknie jak skrzydła motyla, do tego energii i siły, dzięki której będziemy mogli ją realizować. Życzę też spotkań z interesującymi i mądrymi ludźmi, którzy będą Was ubogacać, kogoś bliskiego, kto będzie Was wspierał w Waszych dążeniach do celu, wytrwałości w samodoskonaleniu się, a do tego dobrych chwil ciszy, wrażliwości na co dzień i promieniującego ciepła w sercu!

Smakujmy każdą minutę Tych Świąt, bo trwają tak krótko…

Wesołych Świąt!

Ewelina

czwartek, 19 grudnia 2013

Zimtsterne – cynamonowe gwiazdki


Zimtsterne (5)

Grudniowe poniedziałkowe słońce było wielce łaskawe. Osiem stopni na plusie dawało poczucie swoistego szczęścia i euforii. “Dzień ma wdzięk…”  pomyślałam za Wasowskim. Jechałam szczecińską estakadą w stronę miasta, wtem oszołomił mnie blask czerwonego koloru. Nie musiałoby to być nic dziwnego, toć wszędzie krążą Mikołaje… Jeden nawet poskarżył  mi się w księgarni, że czterech wyrostków ukradło mu czapkę i zgłaszał to na policji. Ale to czerwone nie mogło być nawet żadnym z najmniejszych pomocników świętego, ani nawet jego plecami. Było tak wyjątkowe, i tak niespotykane, że choć jechałam sama, i nawet głośno ze sobą nie rozmawiałam, to mogę powiedzieć, że zaniemówiłam z wrażenia… Bo oto, jadąc z prędkością dużo większą, niż zarządca drogi ustanowił…, najechałam na fruwający bukiet świeżych, żywo czerwonych róż, który wypadł z pod kół samochodu pędzącego przede mną. Jedna róża na maskę, reszta pod koła…

Przez dłuższy odcinek drogi patrzyłam na kwiat, skierowany w moja stronę, a on na mnie. Nic nie myślałam. pod powiekami oczu, które musiały pozostać uważne, miałam obraz podskakujących i przewalających się kwiatów. Za chwilę moja róża spadła… "Jesteś się odpowiedzialny za swoją różę.. Twoja róża jest jedyna na świecie" przypomniałam sobie.

Niby nic…, ale czegoś takiego doświadczyłam po raz pierwszy. I nagle pomyślałam o kruchości ludzkich uczuć. O tym jaka mała odległość dzieli miłość i nienawiść. O tym jak często nie zdajemy sobie sprawy z tego co mamy… I jak często zazdrościmy… I o tym, że gdybyśmy uwierzyli, ale tak do szpiku, że życie jest kruche, to lepsi bylibyśmy dla siebie nawzajem.  

Domysłów co mogło się stać miałam masę… Przecież nie da się zgubić dużego bukietu kwiatów na estakadzie… Czy on ją tymi kwiatami przepraszał, czy ona jego…, a te kwiaty wyrzuciła, czy jej wypadły, była młoda czy stara, wysoka, czy niska, łada czy brzydka. Płakała…? A on…? Kto popełnił błąd i dlaczego… Żałują…???
Ach… jedno czego człowiek najbardziej pragnie, choćby nie wiem jakim był samotnikiem, to miłość. Ale czy ta ich miłość była tą sama miłością…??? 

różowe róże

Idą święta… Przecież nie barszcz, czy grzybowa jest najważniejsza, chociaż istotna. Ale nie chodzi o to, aby sobie odpuszczać. Boże Narodzenie to nie reklama Coca-Coli, to nie dawanie sobie prezentów, tak jak w telewizji... Wiadomo, że święta dla wielu są czasem trudnym. Niektórzy nawet woleliby, aby ich nie było... Czy Święta, na które czekamy, wokół których już od prawie dwóch miesięcy jest tyle celebracji, są wystarczającym argumentem na to, aby otworzyć oczy, na nowo zobaczyć to, co mamy, kto nas otacza i jaki jest. Tyle straciliśmy, może tylko przez gapiostwo…Być może trzeba przymknąć oko, zapomnieć, a przynajmniej nie wypominać, może pogadać... jeśli potrzeba…, bo czasem nie trzeba. Wiadomo. W każdym razie spróbować myśleć lepiej. O sobie też lepiej. I wypuścić powietrze… Przecież jakość świąt zależy ode mnie i od Ciebie - zależy od Twojego i mojego nastawienia oraz Twoich i moich postanowień. I nie zazdrośćmy. Każdy jakiś jest, każdy zapracował sobie na to kim jest i co robi. Jeżeli będę szukać zła i negatywnych stron rzeczy, to je znajdę. 
Chcę się koncentrować się na wszystkim tym, co dobre.
Jeśli możemy rozwijajmy się, uczmy się, szukajmy sposobów na poszerzanie swoich horyzontów, niekoniecznie burząc domy z naprzeciwka…

I wcale nie muszę piec pierniczków, bo… wszyscy pieką. MOGĘ je upiec. I wcale nie musi być sernika i makowca i kutii, bo taka tradycja. A może ja mam ochotę na tiramisu... I wcale nie muszę spróbować wszystkich potraw w określonej kolejności, bo nie przez to są nieszczęścia… Jedno, co trzeba…, tak sobie myślę... - i sadzę, że nie jestem w tym odosobniona - jedno, co trzeba to uwrażliwiać swoje serce na co dzień, wtedy na święta będzie jak znalazł.

Zimtsterne (4)

Zimtsterne mogą nam w tym pomóc Puszczam oczko. Tak z przymrużeniem oka – wiadomo.Możemy je upiec bliskim, albo dać w prezencie. Jestem przekonana, że obdarowany spojrzy na Ciebie łaskawym okiem i... na pewno poprosi o przepis jeśli jako tako orientuje się w kuchni.
Ciasteczka zaraz po upieczeniu są kruche na zewnątrz i lekko ciągnące w środku. Trochę jak Pavlowa, trochę jak makaroniki, choć bliżej im do tych drugich. Kiedy ostygną, stają się kruche. Przechowywane w puszce, takie pozostają, a zostawione na talerzyku, zwłaszcza na kilka dni, znów odzyskują swoją lekką ciągliwość pod warunkiem, że nie zjesz ich wszystkich. Ja mogłabym zjeść całą blachę na raz. Muszę przyznać, że ilekroć je piekę, pierwsza partia sama znajduje drogę do moich ust.

Zimtsterne (3)

Cynamonowe gwiazdki – Zimtsterne*

250g zmielonych migdałów
250g cukru pudru
3 białka
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczka skórki z cytryny
50g zmielonych migdałów do posypania

1. W miseczce połącz migdały, skórkę z cytryny i cynamon.
2. W drugiej misce ubij białka z sokiem z cytryny, następnie dodaj cukier puder i ubijaj, aż beza będzie gładka i błyszcząca. 1/3 bezy odłóż do przykrycia ciastek. Resztę delikatnie wymieszaj z mielonymi migdałami i wstaw na 1 godz. do lodówki.
Po tym czasie rozwałkuj ciasto na grubość 0,5 cm. Najlepiej zrób to między dwoma równymi kawałkami folii najlepiej takiej jak gruba reklamówka, albo gruby worek. Następnie zabierz (odłóż bo jeszcze będzie potrzebna) górną folię i połóż tam papier do pieczenia. Teraz jedną rękę połóż pod folię, druga na papier i odwróć ciasto tak, aby papier znajdował się pod spodem. Wyrównaj masę, jeśli potrzeba. Zabierz folię i posmaruj ciasto ODSTAWIONĄ bezą - zostaw na 50 min.
3. Piekarnik ustaw na 180°C.
4. Po 50 min. wykrawaj gwiazdki – foremkę mocz za każdym razem z zimnej wodzie (wcześniej przygotuj wodę w miseczce). Układaj na papierze do pieczenia. Migdałami posyp teraz, albo po upieczeniu (ja sypię przed). Piecz 10-12 min. Po wyjęciu zostaw je jeszcze przez, powiedzmy, 3 min. i już możesz próbować sprawdzając czy o tym ciągnięciu prawdę mówiłam…

*przepis z mojego zeszytu zapisany jakiś czas temu
** na zdjęciach wystąpiła cukierniczka po babci i dziadku

Zimtsterne (2)

piątek, 6 grudnia 2013

Tort makowy z jabłkami (bez mąki)


tort makowy z jabłkami (2)

W każdym przedświątecznym czasie chodziło o to, że masy makowej nie można było próbować, bo latem komary nas będą gryzły… A i tak tylko paluch wędrował do miski jak mama nie widziała, no bo jak? Jak zrobić, żeby było dobre bez próbowania? Skąd ona wie, czy ta ilość cukru wystarczająca…? No skąd…? Ale… może będą gryzły…? Ale jak to…, to ten mak zostaje we krwi…??? A ja przecież tak tylko troszeczkę… Przecież chciałam żeby było dobre... 
A jeszcze gorsze było to, że nie można było oblizać tłuczka (jak nazywamy w domu pałkę), bo mąż będzie łysy… I wtedy wszystko byłoby jasne… A przecież każde ciasto świąteczne było takie dobre… Nawet w trakcie… “Dopiero na Wigilię” – nie łatwo było tego słuchać, a zastosować się…Ech… Tylko w tym jednym momencie mojego dzieciństwa czas stawał się wiecznością. Wierzyłam w te tłuczki i komary tak, jak w Mikołaja, dopóki pan Tolek przebierając się za świętego zapomniał zmienić kapcie…

mak

Kiedy już byliśmy starsi (ja tam zawsze byłam starsza, bo najstarsza…), podczas przygotowań świątecznych w kuchni dostawaliśmy “zadania” do wykonania, końcówka zdania wypowiadanego przez mamę: “ a ty przekręcisz mak przez maszynkę” wywoływała w naszym domu ogromne napięcie. Bo mak szedł do tortu makowego i do klusek z makiem, zatem sporo. Zależy jeszcze czy tylko dla naszych 6 osób, czy jeszcze więcej, bo mieliśmy gości. A wszyscy – jak na złość - bardzo lubią mak.  Poza tym tradycja rzecz święta. Zatem całe moje całe ciało sztywniało… jakbym miała nóż połknąć… Wydawało mi się, że to najgorsza robota… i zaczynało się zrzucanie na innych na cztery głosy: “ja nie, bo…”, “a on nie może…???”, “czemu znowu ja…, no czemu…???” , “przecież ja ostatnio przekręcałam….!”, “zawsze ja…”. I trwało to jakiś czas potęgując nerwy… mamy i nasze. W końcu delikwent, na którego padł los, znaczy, jak Matka Rodzicielka mu nakazała..., jak skazaniec z naburmuszoną miną, brał maszynkę z powyższego zdjęcia, przykręcał do stołka i zabierał się do pracy, a ta szła o dziwo… stosunkowo łatwo. Wraz z maszynką w rękach napięcie znikało. Wyjątkowo łatwo szło biorą pod uwagę wcześniejszy opór. Kilkakrotna konieczność przekręcania nie napawała optymizmem, ale kiedy mama w trakcie mówiła jakie będzie dobre, albo chwaliła inny kawałek rodzeństwa, że dobrze mu idzie, praca stawała się lżejsza. Kiedy "przekręcacz" cieszył się swoją pracą, wiedział, że za chwilę nastąpi koniec. Pół biedy jeśli ktoś inny stał przy zlewie myjąc ciągle pojawiające się brudne naczynia. Wiadomo było, że maszynka zostanie mu podrzucona w ramach stanowiska, ALE jeśli ten, co mielił musiał ją umyć, bo akurat “dyżurnego” przy zlewie nie było, to tutaj następował drugi koszmar (oczywiście nieuzasadniony): mycie tej maszynki…!!! Wtedy był to dramat. Wkładanie paluchów do środka…, dotykanie maku…, dźwięk rozkręcania...brrr..., ciężar tej maszynki, której elementy spadały do zlewu… Do dziś pamiętam tamte odczucia. Nie wiem skąd ta przeogromna niechęć do maszynki… Dziś lubię ją, ba..., wyprosiłam ją u mamy, a mama mieli w elektrycznej, którą dostała od brata (syna znaczy).

tort makowy z jabłkami (4)

W ostatni piątek wybrałam się do tej mojej mamy. Właściwie niczym dziwnym nie byłoby to, że ciasto byłoby gotowe, albo właśnie siedziałoby w piekarniku. Dobrze znam moją mamę. Zadzwoniłam o 13. Ona w tym czasie wertowała zeszyt z przepisami zastanawiając się co upiec tak “na szybko”. Ja miałam ochotę na świąteczny smak dzieciństwa - tort makowy z jabłkami.

- Tort makowy…?????????????? A chciałam coś na szybko… Tort? Przecież jeszcze nie święta…
- No to możemy poświętować…
- Andrzejki…?
- Andrzejki, początek Adwentu, to, że ja przyjadę…, a Młody jest w drodze…! Co tam sobie chcesz…”
Uśmiała się i powiedziała, że kupi mak, a ja, że przywiozę część składników.

Przyjechałam o 17. Na parkingu wysłuchałam premiery Trójkowego “Karpia”.
Gdyby nie to, że mama szukała maku w kilku sklepach, już pachniałoby migdałami, a tak tylko mak czekał trzykrotnie przekręcony, a ona trzymała na kolanach makutrę i kończyła ucierać masło z cukrem pudrem. Śmiałyśmy się, że tłuczek (pałka, to już wiadomo…) zrobił się o połowę mniejszy, właściwie nieproporcjonalnie mniejszy. Lata lecą, taka kolej rzeczy.

Kiedy obrałam jabłka i wyciągnęłam tarkę, w mamie, zaczynającej TRZEPACZKĄ ubijać białka, obudził się odwieczny duch rywalizacji: “Ty pierwsza zetrzesz jabłka, czy ja ubije białka? “. Hmm… cóż mi poszło trochę szybciej, cztery jabłka to nie siedem białek.
Wstawiłyśmy ciasto do piekarnika, ona zjadła drożdżowe popijając mlekiem, ja domowego śledzika z jabłkiem, zagryzając chlebem przez nią upieczonym. W radio koncertował Matt Dusk o głosie Franka Sinatry. Przyjemnie się przy tym rozmawiało o wszystkim i o niczym, o ważnych i mniej ważnych sprawach. 1661 notowanie listy przebojów,  na drugim liryczna Ania Jopek z Markiem Jackowskim w “Deszczu”.
 
Tort dokończyłam następnego dnia przekładają go masą jak na red velvet cake. Nawet pasowało, ale... Masa do tego konkretnego ciasta była zbyt pusta i zbyt lekka, jeśli domyślacie się o co mi chodzi. Normalnie ten tort nie potrzebuje masy i właśnie bez niej był u nas pieczony, ale w tym konkretnym przypadku chciałam zmienić zasady i przełamać, dosłownie przekroić go…, i zrobić krem. Przedwczoraj upiekłam go znów, przełożyłam szybkim kremem maślano – budyniowym o lekkim smaku cytryny i to było to. Zdecydowany migdałowy smak maku przełamany delikatnością budyniu cytrynowego. Nie krójcie wielkiego kawała, bo tort makowy to esencjonalny tort. Zjadasz kawałek, nie masz ochoty na więcej, ale po jakimś czasie znów cię ciągnie w stronę patery. A, i nie jedzcie prosto z lodówki, lepiej, aby ciasto trochę się “zagrzało”.

tort makowy z jabłkami (5)

Tort makowy z jabłkami
tortownica 23 cm 

Ciasto:
2 czubate szklanki maku (300g)
2 “czubate” szklanki gorącej wody (2 i prawie pół szklanki)
4 łyżki kaszy manny, albo bułki tartej
1 kostka miękkiego masła (200g)
180g cukru pudru
8 jajek (żółtka i białka oddzielnie)
1 olejek migdałowy
200g rodzynek
3/4 szklanki wyłuskanych i drobno pokrojonych orzechów włoskich
4 średnie jabłka, albo 6 małych

cytrynowy krem budyniowy
1 kostka miękkiego masła (200g)
150 g cukru pudru demerara (brązowego)
1 budyń śmietankowy
sok z jednej cytryny

150-200 g dżemu z czarnej porzeczki

polewa kakaowa taka, jak tutaj:
130g cukru kryształu
50 g kakao
83 g śmietany 30%-36%
83g wody
5-6 g żelatyny 
jeden granat do dekoracji i podania (ewentualnie)
250g kajmaku (ewentualnie, jeśli zdecydujesz się ozdobić nim boki tortu)

1. Mak zalej gorącą wodą tak, aby go przykryła. Gotuj mniej więcej 1,5 godz. na bardzo małym ogniu tak, aby odparować wodę. Od czasu do czasu mieszaj, aby nie przypalić. Praż go do czasu aż woda wyparuje, a mak będzie suchy. Najlepiej zrobić to dzień przed planowanym pieczeniem.
2. Suchy mak, który może być ciepły, przekręć przez maszynkę 2-3 razy ( ja przekręcam 3) z 4 łyżkami kaszy. Odstaw.
3. Rodzynki i orzechy (osobno) zalej gorącą wodą; odstaw; jak zmiękną odcedź na sitku. Rodzynki możesz obtoczyć w mące.
4. Utrzyj masło z c. pudrem, w makutrze na puszysto, pojedynczo dodawaj żółtka za każdym razem dokładnie je łącząc z masłem.
5. Zetrzyj obrane jabłka na wiórki.
6. Ubij pianę z białek ze szczyptą soli lub cukru.
7. Do utartego masła z jajkami dodaj masę makową dokładnie łącząc składniki. Następnie dodaj rodzynki, orzechy i jabłka - delikatnie wymieszaj. Na koniec dodaj pianę.
8. Piecz 15 min. w 160°C  przez 15 min. Następnie zwiększ temperaturę do 180°C i piecz jeszcze godzinę. Ostudź.

Krem budyniowy:
Ugotuj budyń wg wskazówek na opakowaniu. Przykryj krążkiem papieru tak, aby dotykał budyniu (wtedy nie zrobi się skorupa). Ostudź. Masło zmiksuj z cukrem pudrem na puszysto. Do masła dodawaj po łyżce budyniu, za każdym razem dokładnie łącząc go z masłem. Na koniec dodaj sok z cytryny – też dokładnie zmiksuj. Wstaw na pół godz. do lodówki.

Polewa:
Do rondelka wsyp cukier i kakao, wlej śmietanę i wodę. Podgrzej na małym ogniu ciągle mieszając do momentu uzyskania jednolitej masy. Kiedy będzie gorąca, rozpuść w niej żelatynę. Ostudź i schłodź. Włóż do lodówki, aby zaczęła tężeć, ale kontroluj, żeby zachowała płynną konsystencję.

Montaż: przekrój ciasto na trzy części. Pierwsza dolną część posmaruj dżemem porzeczkowym. Na to krem budyniowy. Następnie połóż drugi krążek, krem budyniowy i krążek trzeci spieczeniem do góry, czyli tak, jak się piekło. Teraz tylko polewa. Polej ciasto równomiernie. Ewentualnie wyrównaj wierzch szerokim nożem, choć glazura samoczynnie rozpływa się po cieście. Odstaw do zastygnięcia w lodówce. Jeśli polewy zostanie polej ciasto jeszcze raz i ponownie schłodź. Boki możesz udekorować polewą, bądź masa kajmakową. Na koniec granat (ewentualnie) i gotowe!


tort makowy z jabłkami (7)
p.s. Ksawier szaleje... Podczas pisania tego posta 5 razy zgasł komputer... Słyszę jak sąsiadom spadają doniczki, ludzie jak bezwolne kukły, na dworze gwiżdże i świszczy, drzewa w pas się kłaniają, jarzębina traci korale, a Straż Pożarna jeździ w tę i z powrotem...
Trzymajmy się dzielnie…!
Tort makowy z jabłkami

czwartek, 30 maja 2013

Red Velvet Cake czyli spektakularnie aksamitne czerwone ciasto




Red Velvet Cake (3)

Jeszcze nigdy nie farbowałam włosów. Jeszcze nigdy nie byłam w solarium. Jeszcze nigdy nie użyłam kolorowego lakieru, aby pomalować paznokcie (no…, nie licząc jednorazowego bordo u stóp, ale doszłam do wniosku, że nie chcę mieć stóp 30 lat starszych od siebie… i świeżo zakupiony lakier oddałam). Jeszcze nigdy nie używałam barwników w mojej kuchni (oprócz naturalnych podczas farbowania jajek).
 Do dzisiaj. Red Velvet Cake mówi samo za siebie. Musiałam. Nie mogłam się oprzeć*.

Red Velvet Cake

Dokładnie nikt nie wie skąd pochodzi Red Velvet Cake. Przepis zaczął krążyć po Stanach Zjednoczonych w 1920 roku, a ciasto (podobno…) serwowano w restauracji w Hotelu Waldorf-Astoria w Nowym Jorku.Wikipedia mówi, że ciasto powstało w czasie Wielkiego Kryzysu, kiedy zamiast cukru używano soku z buraków, który dawał słodycz i barwę. Najbardziej prawdopodobna wersją jest XIX-wieczna historia Johna A. Adamsa (tutaj) - producenta barwników i ekstraktów spożywczych (The Adams Extract Company) – który bardzo dobrze prosperował w swojej rodzinnej firmie. Jednakże Wielki Kryzys załamał sprzedaż – nikt nie miał głowy do barwników… Adams zaczął myśleć i…wprowadził do sklepów próbki, a do każdego produktu dołączał przepis na red velvet cake (oczywiście już z dodatkiem barwnika). Przepis zrobił znalazł się w gazetach, a piekarze i cukiernicy starali się od tej chwili uzyskać najbardziej czerwone ciasto.

Ciasto znalazłam na blogu Julii Taylor, która została wicemistrzem  australijskiego Master Chefa w 2012 roku i nie mogłam się doczekać okazji, na którą będzie pasować...

Jest trochę inne niż jego czerwona wersja klasyczna, a myślę, że dzięki temu intryguje…Składniki, oprócz barwnika – ma się rozumieć – dostępne w każdym najbliższym sklepie. Przepis jest bardzo długi, ale ciasto banalnie proste. Nie jest to delikatny biszkopt, ale dość ciężkie ciasto, które... inne być nie może. Kompozycja struktury ciasta i masy serowej jest idealna. Ciasto na "większe wyjścia".
 Julia przygotowała je z dodatkiem kawy, której smak wyczuwalny był jedynie w pierwszym dniu degustacji, więc dodatek kawowego syropu nie jest konieczny.  Czerwone blaty nasączyłam dodatkowo nalewką malinową, która też nie była wyczuwalna. Zatem nasączanie wedle uznania.

Upiekłam, zrobiłam masę (dodałam od siebie mascarpone i NIE DOŁOŻYŁAM 700g g cukru do masy serowej…!!!), przełożyłam, spróbowałam… zachwyciłam się i zaniosłam do pracy na swoje imieniny. Chyba wszyscy chcieli przepis…

Red Velvet Cake (1)

Red Velvet Cake
 
Ciasto czerwone:
125g masła w temp. pokojowej
250g cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 jajka
2 łyżki kakao w proszku (u mnie jedna płaska łyżka– E.)
50 ml czerwony barwnik spożywczy (ja dałam 30 ml żelowego barwnika –E.)
400 g mąki pszennej (2 1/2 szklanki)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczki soli
1 szklanka maślanki ( u mnie grecki jogurt-E.)
1 łyżeczka białego octu
1 łyżeczka sody

1. Rozgrzej piekarnik do 180°C. Formę 20-23cm posmaruj masłem.
2. Utrzyj masło i cukier na puszystą masę, dodaj ekstrakt. Następnie dodawaj po jednym jajku. Teraz dodaj kakao i czerwony barwnik. Połącz miksując na wolnych obrotach.
3. Do osobnej miski przesiej mąkę, proszek do pieczenia i sól. Suche składniki, na przemian z maślanką (ewentualnie jogurtem greckim, jak ja) dodawaj w trzech porcjach do mieszanki maślano-jajecznej. Za każdym razem dokładnie połącz. Pamiętaj o niskich obrotach. Teraz dodaj ocet i sodę i znów połącz.
4. Wylej ciasto do dwóch foremek i piecz przez 18-20 minut. Albo wlej do jednej formy i piecz 50 min- do suchego patyczka – wtedy jednak ciasto wyjdzie z DUŻĄ górką- urośnie i sporo ciasta odejdzie . Ostudź i wyjmij z formy.

Ciasto czekoladowo-kawowe:
125g masła w temp. pokojowej
125 g cukru pudru
150g gorzkiej czekolady (70%)
125g żółtka (ok. 6 szt.)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
180g białka (ok. 6szt.)
90g cukru pudru
szczypta soli
125 g mąki pszennej

1. Rozgrzej piekarnik do 165°C. Natłuść formę (20-23cm).
2. Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej (miseczka na garnku z gotująca się wodą), albo w mikrofali (uważaj aby nie spalić…).
3. Utrzyj masło i cukier (125g) na puszystą masę. Następnie powoli dodawaj delikatnie schłodzoną, rozpuszczoną czekoladę, a po niej żółtka i ekstrakt.
4. W osobnej misce ubij białka na sztywno, dodając powoli cukier (90g) i sól.
5. Teraz w trzech porcjach dodawaj ubite białko do masy czekoladowej za każdym razem dokładnie mieszając. Następnie dodawaj mąkę w dwóch etapach. Ciasto wylej do dwóch tortownic, lub piecz w dwóch etapach. Piecz przez 20-22 min., aż ciasto będzie z góry popękane, lekko gliniaste, ale suche. Ostudź i wyjmij z formy (ja wyjmowałam ciepłe, studziłam na kratce, myłam tortownice, smarowałam masłem i wylewałam drugą porcję).

SYROP KAWOWY:
80 ml espresso, albo mocnej kawy
70 ml wody
70g cukru pudru
Wszystkie składniki wlej do małego rondelka. Doprowadź do wrzenia i gotuj na średnim ogniu aż zredukujesz ilość syropu do połowy.

MASA SEROWA:
200g masła w temp. pokojowej
700g naturalnego serka kanapkowego (typu philadelphia)
300g cukru pudru (w oryginale 1KG…!!!-E.)
250g mascarpone (w oryginalnym przepisie nie występuje-E.)
Masło utrzyj na puszystą masę. Dodaj serek kanapkowy rozdrabniając wszystkie grudki, następnie dodaj mascarpone. Powoli dodawaj cukier puder. Wstaw masę na 1/2 godz. do lodówki.
 
MONTAŻ:
1. Za pomocą noża przytnij wierzchołki (-ek) czerwonych ciast (brązowe pieką się “na gładko”). Zachowaj te wierzchy, aby później zrobić z nich czerwony “piasek”.
2. Blaty czekoladowe nasącz kawowym syropem.
3. Pierwszy czerwony blat umieść na paterze lub talerzu**.  Nanieś na nie mniej-więcej 1cm warstwę masy serowej. Wyrównaj. Teraz blat czekoladowy i tak samo masa. To samo zrób z następnym czerwonym i brązowym. Teraz posmaruj wierzch i boki.
4. Pozostałości po cieście czerwonym – wierzchołki zmiel w blenderze i udekoruj nimi ciasto jak Ci się tylko podoba…

Red Velvet Cake (5)

*- myślę, że z Tobą będzie tak samo…:)

* * – robię tak zawsze aby nie pobrudzić talerza, czy patery, na której będę serwowała ciasto: weź arkusz papieru do pieczenia i przetnij go na 4 części – składając na pół i jeszcze raz na pół. Połóż te kawałki na paterze tak, aby pokryły cały talerz. Na nie umiejętnie połóż pierwszy blat. Kiedy całe ciasto posmarujesz masą serową, papierki delikatnie wyjmij.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

To właśnie tego wieczoru…


pepparkakor-pierniczki gwiazdki (6)

Niech Boże Narodzenie przyniesie nam wszystkim TO, co ze sobą niesie. Wszystko to, o czym myślimy kiedy zamykamy oczy..., to czego najbardziej potrzebujemy, o czym marzymy, o co prosimy...

Błękitu w górze i błękitu w sercach.

Pięknych Świąt, Kochani!

pierniczki gwiazdki

TO WŁAŚNIE TEGO WIECZORU

To właśnie tego wieczoru,
gdy mróz lśni, jak gwiazda
na dworze, przy stołach są
miejsca dla obcych, bo nikt
być samotny nie może.
To właśnie tego wieczoru,
gdy wiatr zimny śniegiem
dmucha, w serca złamane
i smutne po cichu
wstępuje otucha.
To właśnie tego wieczoru
zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i
piękna jest Miłość,
gdy pięści rozwiera.
To właśnie tego wieczoru,
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku.
Emilia Waśniowska

pepparkakor-pierniczki gwiazdki (5)

Ciasteczka imbirowe- pepparkakor
 
100 g brązowego cukru
100 g cukier biały
100 g  złocistego syropu (golden syrup)lub miodu
75 ml wody
150g masła
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżka mielonego imbiru
1 łyżeczka kardamonu mielonego
1 łyżeczka proszku do pieczenia lub sody
500g mąki

1. Wlej do garnka wodę, wlej miód (lub golden syrup), wsyp brązowy i biały cukier i gotuj na średnim ogniu aż cukier się rozpuści. Dodaj masło i roztop. Wymieszaj i troszkę ostudź. Następnie dodaj w przyprawy i sodę. Teraz dodaj mąkę i mieszaj do uzyskania gładkiej konsystencji. Posyp odrobiną mąki i odstaw. Kiedy ostygnie włóż ciasto do lodówki, najlepiej na noc.
2. Następnego dnia wyjmij ciasto i ugnieć je na gładko dodając mąkę w razie potrzeby. Ciasto będzie twarde więc daj mu pół godz. na “odtajanie”. Podziel ciasto na dwie części. Jedną rozwałkuj teraz, drugą jak już “zużyjesz” pierwszą. Rozwałkuj cisto najcieniej jak możesz i wykrawaj foremkami dowolne kształty. Układaj na papierze położonym na blasze.
3. Piecz w piekarniku na grzanym do 180 przez 8-10 minut.
 przepis na ciasteczka stąd, a znalazłam go tutaj

pepparkakor-pierniczki gwiazdki (3)