piątek, 10 września 2010

Mimozami jesień… i konfitura brzoskwiniowa.

Podobno mimozami jesień się zaczyna. Podobno. Właściwie mogłabym się z tym zgodzić, ale biorąc pod uwagę czas, kiedy zaczynają kwitnąć, czyli lipiec, zgadzać się nie chcę. Może właśnie w lipcu, kiedy jest jeszcze pięknie, a słońce wysoko i ostro oświetla każdy zakamarek po prostu jej nie zauważamy. Jeszcze jej nie zauważamy. Dopiero pod koniec sierpnia coś się zaczyna zmieniać. I wtedy gdzieś w sercu zaczyna kiełkować piosenka Niemena…

IMG_5829

Chyba wszyscy kojarzą te rośliny. W stanie dzikim rosną na łąkach, nieużytkach, zaniedbanych ogrodach lub wzdłuż kolejowych torów. Kojarzycie te widoki przez okna pociągu…? Śpiewamy o nich, zbieramy je do bukietów, a nawet miodek z nich jemy. Jedliście? Dla mnie wyjątkowo pyszny. Żółciutki i lekko kwaskowy – taki lekki i świeży. Krystalizuje się przechodząc w postać kremu. Znacie już smak tego miodu? Wykazuje działanie moczopędne i żółciopędne, przeciwzapalne i dezynfekujące. Polecany na dolegliwości ukł. moczowego, prostaty, zapaleniu jelit, kamicy nerkowej. Posiada dużo rutyny i kwertycyny, które poprawiają ukrwienie nerek, a także żył kończyn dolnych.

IMG_6576 IMG_5847

Zatem miodek z mimozy to miodek z nawłoci, bo “polska mimoza” wbrew mylącej nazwie niewiele ma wspólnego z czułą, wrażliwą na dotyk, tropikalną rośliną o fioletowych kwiatach. Skąd nazwa – trudno dociec. Mamy mimozy ogrodowe, pospolite, późne i mimozę kanadyjską (solidago canadensis) – najczęściej występującą. Niektórzy wędrują do Kanady i tam juz zostają…, a mimoza… przywędrowała do nas i zdaje się polubiła Polskę:). A tak swoją drogą ciekawe czy opuściła Kanadę, czy też działa na dwa fronty…;)?

IMG_5866

Mimozy mimozami, ale moja myśl o jesieni zaczyna kiełkować dopiero wtedy, kiedy astry zaczynają kwitnąć. Czyli gdzieś w okolicach połowy sierpnia. A swoją drogą mimozy, właśnie ze względu na budowę kwiatostanu należą do rodziny astrowatych. Jakże niedaleko tej mimozie do jesiennych astrów.

IMG_5746 IMG_5846 IMG_5792

A zatem jesień, Drodzy Państwo…??? Bo nawłoć i astry? Sama nie wiem(choć był MOMENT, kiedy bardzo mocno mi zapachniała…). Do 23 września jeszcze daleko. U mnie wciąż jeszcze ciepło, choć dopiero dziś pochmurno się zrobiło i pierwszy JAKBY jesienny deszcz spadł – chociaż pachniał letnio. Przedziwne…, bo wciąż mam na nogach sandały…

IMG_6068

Drugim skojarzeniem, zaraz po astrach są KONFITURY. Te jesienne śliwkowe, jabłkowe i brzoskwiniowe. Od jakiegoś czasu mam takie smaki, których nie może zabraknąć w moich słoiczkach. Pewnie też bez niektórych smaków nie wyobrażacie sobie swojej kuchni… Jednym z moich ulubionych jest konfitura brzoskwiniowa. Bardzo lubię zabierać się do jej robienia. Wybierać piękne jędrne brzoskwinie, nieść do domu i myśleć jak… Ale po kolei…

IMG_6204

Konfitura brzoskwiniowa

2kg brzoskwiń

500 g cukru

sok z 2 cytryn

4-6 lasek cynamonu

100ml porto

Brzoskwinie włożyć do garnka, miski i zalać wrzątkiem. Pozwolić im tam zostać przez 30 sek do 1 min. Jeśli będą krócej – konfitura będzie ze skórką, jeśli dłużej – łatwo zdejmiesz a nich skórkę(robiłam obie wersje i obie są smaczne).

Oddziel pestki i pokrój owoce w małą kostkę. Włóż do dużego garnka. Dodaj cukier, sok z cytryny i cynamon. Doprowadź do wrzenia. Ostudzone przelej do miski,, przykryj i wstaw na noc do lodówki.

Następnego dnia:

1. przecedź

2. sok wlej do garnka i zagotuj(sam sok)

3. dodaj owoce

4. gotuj aż uznasz, że już dosyć…

5. …wlewając syrop na lodowaty talerzyk

6. wyjmij cynamon i nakładaj do gorących słoiczków.

Ja swoje najpierw myję i wlewam w nie wrzątek, później, po napełnieniu wstawiam do piekarnika nagrzanego do 100 stopni C.

IMG_6222

Konfitura jest pyszna! Polecam z ręką na sercu:) i łyżeczką zanurzoną w słoiku…Dodam, że w tym roku zrobiłam z czterech kilogramów…:)i… myślę, że to jeszcze nie koniec…

Jutro ma być 20 stopni:) Pięknej soboty i niedzieli!IMG_5822

poniedziałek, 6 września 2010

Ta ostatnia niedziela…i tarta figowa.


5 września - niedziela. 25 stopni Celsjusza.

IMG_5850 IMG_5851
IMG_6538 IMG_5694

Przed południem sukienka w kwiaty i sandałki, do tego lekki sweterek.

Po południu temperatura się utrzymuje.

Siadam z książką i zimnym cydrem żurawinowym. Siadam w słońcu – zamykam, oczy, zbieram myśli, koję duszę… Słońce na dekolcie, słońce na ramionach, na twarzy… Zatem… odkładam książkę. Mam przekonanie, że za chwilę znów ją wezmę, ale teraz chcę się napawać tym momentem. Tym momentem ze słońcem, do którego tak często tęsknię w czasie pochmurnym i smutnym. Cudowny spokój i ciepło. Mały łyk cydru – cudownie chłodna świeżość przelewająca się po podniebieniu… Nogi wyciągnięte gdzieś na barierkach jedna na drugiej. Może jeszcze jedną stronę…Po chwili znów książkę odkładam. Czytanie na balkonie to nie taka prosta sprawa… Zdejmuję okulary, (przesuwając je na włosy) jakbym chciała, aby to słońce zostawiało w moich oczach swoje ciepło, które zachowam na dłużej… Kolejna próba. Zmieniam ułożenie nóg. Mrużę oczy próbując dalej śledzić tekst. Okulary na oczy…Tylko chwilkę, parę zdań, przecież ciekawy ten tekst… Okulary znów powoli przesuwam ku nasadzie włosów. Kto wygra ten nieświadomy pojedynek…? Przewracam strony. To już nie to samo palące, ostre wakacyjne słońce, to słońce wrześniowe pięknie spokojne. Słońce na dłoniach, słońce w zagłębieniu łokcia…

IMG_5708 IMG_5698
IMG_5841 IMG_5769

Pik, pik, pik… Piekarnik “mówi”, że muszę wyjąć tartę… I tak, na rzecz słońca i ciasta zrezygnowałam z czytania… Kto by czytał, kiedy to, być może, ostatnia taka spokojnie słoneczna niedziela. Ze wszystkich blogów słyszę wzdychania, że jesień już przyszła, a ja pytam jaka jesień…? Gdzie ta jesień…? Wszystko jeszcze pięknie kwitnie i owocuje, ale gdzieniegdzie słychać głosy o ciepłych swetrów wyciąganiu. Nieee…, przesada – u mnie lato jeszcze gości.I to nawet jeszcze nie babie. Żadna jesień – a figę, jeszcze nie czas na swetry, bo ja mam świeżą delikatną opaleniznę, do tego tartę, a w niej…figi:)

IMG_6462

Tarta figowa(Jamie Olivier)
15 całych fig, umytych (miałam tylko 10)
30 g cukru pudru
2 łyżki wody
listki z 2 gałązek świeżego tymianku
skórka z 1 pomarańczy(dałam suszoną)

Na kruche ciasto:
125 g masła
100 g cukru pudru
szczypta soli
250 g mąki pszennej
1 laska wanilii
skórka z 1/2 cytryny
2 duże żółtka
2 łyżki zimnego mleka lub wody

Na masę migdałową:
280 g migdałów, bez łupin
50 g mąki pszennej
250 g masła
250 g cukru pudru
2 duże jajka, lekko rozmącone
1 laska wanilii
1 łyżka grappy(dałam rumu)

Tortownicę o średnicy 28cm (moja miała 25, dlatego zrobiłam jeszcze trzy tartaletki z brzoskwiniami) wysmarować lekko masłem.


Przygotuj ciasto: masło utrzyj z cukrem pudrem i solą, dodaj mąkę, miąższ z wanilii, skórkę z cytryn i żółtka, dodaj wodę lub mleko. Wyrób gładkie ciasto. Wylep nim tortownicę i schowaj na 1 h do zamrażarki.
Piekarnik nagrzej do 180 st C. Wstaw ciasto i piecz 12 minut. Wyjmij ciasto z piekarnika i ostudź. Temp. piekarnika możesz zmniejszyć, albo całkowicie go wyłączyć. Ja swój spód piekłam w sobotę, a masę robiłam w niedzielę

Masa migdałowa:
Rozdrobnij w malakserze 250 g migdałów(użyłam gotowych zmielonych migdałów). Wymieszaj je z mąką. Masło utrzyj z cukrem na puszystą masę. Dodaj do migdałów razem z jajkami, miąższem z laski wanilii oraz grappą i mieszaj do uzyskania gładkiej, jednorodnej masy. Wstaw do lodówki na 1/2 godziny, aby masa lekko stężała.

Odetnij ogonki fig, a następnie natnij każdy owoc od góry na krzyż i rozchyl palcami.

Wyłóż schłodzona masę migdałową na ostudzony spód, a następnie powciskaj w nią figi rozciętą stroną do góry.

W rondelku podgrzej wodę z cukrem. Polej nią figi.
Pozostałe migdały grubo posiekaj. Posyp nimi wierzch tarty. Posyp też listkami tymianku i skórką z pomarańczy. Wstaw do nagrzanego piekarnika na ok. 40 minut( ja swoją po tym czasie przykryłam folią aluminiową i dopiekałam jeszcze 15 min).

IMG_6545 IMG_6477

IMG_6564

Wyjęłam rumiane i na pierwszy rzut oka chrupiące ciasto:)

IMG_6530 IMG_6534

A razem z nim tartaletki, które jadłam na kolację popijając zimnym mlekiem. Przepyszne!

Miłego tygodnia Wam Wszystkim przechodzącym przez moją kuchnię!

niedziela, 5 września 2010

Imieniny Babci Rózi…

IMG_6371

W sobotę było św. Rozalii zatem sławna Babcia Rózia obchodziła imieniny. Nie wiem jak w niebie obchodzi się imieniny, ale na pewno się obchodzi;). A swoją drogą tyle ciepłych myśli o Tej Babci powędrowało do nieba… “Musi” fajne miała to swoje święto…:). Zatem świętowałam razem z Nią piekąc rożki. Wreszcie. Z tylu blogów i zdjęć mrugały do mnie… Długo sie opierałam myśląc, że drożdżowe to ja mogę upiec ciasto, a z rogalikami nie będę się bawić…Kiedy w piątek wieczorem spojrzałam w kalendarz już wszystko wiedziałam…:). Będę się bawić:) I bawiłam się naprawdę fajnie:)

IMG_6361

Wreszcie.

Rożki Babci Rózi(źródło:Basia)

100 ml letniego mleka
5 dag drożdży
5 łyżek cukru
30 dag mąki
3 żółtka
15 dag masła
konfitura z roży lub dobre powidła (na nadzienie)
cukier kryształ (do obtaczania rogalików)

Mleko, drożdże i cukier wymieszać i zostawić na kilkanaście minut żeby drożdże podrosły, następnie wymieszać z żółtkami i wlać do maki wymieszanej z masłem (jeśli żółtka są duże, a masło miękkie ciasto potrzebuje dodatkowych 50g mąki), zagnieść ciasto i włożyć do głębokiego naczynia z bardzo zimna woda i czekać aż ciasto wypłynie (jak nie wypłynie to wyjąć po około 20 minutach - zwykle wypływa, ale czasem nie chce :) Ciasto wyjąć z wody, wyłożyć na omączoną stolnice, podzielić ciasto na 8 części, wałkować okrągłe placki o 2-3 mm grubości, ciąć na trójkąty (każdy krążek na 12 trójkątów), na szerszym końcu każdego trójkąta położyć pół łyżeczki nadzienia, zwinąć, szczelnie ścisnąć rogi, piec na złoto w temp. 175st. Po upieczeniu, jeszcze cieple, maczać górną część w białku, następnie w cukrze krysztale. Boskie!

IMG_6386 IMG_6390

Dałam wisienki i powidła śliwkowe – z powidłami były bardziej mokre – smaczniejsze:)

Te rożki trzeba zrobić! U mnie na pewno będą gościć częściej:)

IMG_6504

* dodaję jeszcze to zdjęcie, bo przed chwilą zobaczyłam jeszcze jedną amatorkę rożków. Czy Wy też ją widzicie?

image

sobota, 4 września 2010

Lubię…

Choć już dawno uczestniczę w życiu blogów kulinarnych, to dopiero od niedawna znalazłam swoje miejsce w Tym Kulinarnym Świecie. Wcześniej tylko zachwycałam się i zostawiałam komentarze jeśli coś zrobiłam, czy upiekłam. Nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej. Zawsze chciałam przekazać, że coś mi się udało, że zrobiłam i, że jestem zachwycona. Od niedawna dopiero mam ten mój blog, od niedawna pokazuję to, co gości w mojej kuchni i to, co mi sprawia radość, bo nie zawsze to są tylko przepisy. Teraz już niejako uczestniczycie w życiu mojej kuchni, a ja w tym, co Wy ugotujecie, zaprezentujecie i na co macie ochotę:). Tak naprawdę mam wrażenie, że ciągle jeszcze szukam tego miejsca w blogosferze (słowo, którego wcześniej nie znałam)… Chodzę tak trochę po omacku i za każdym opublikowanym postem stoi moja refleksja: czy ktoś tu w ogóle zechce zajrzeć… A może nie powinnam, a po co to komu… Uczę się jak prowadzić blog i wiele rzeczy jest dla mnie zagadką. Ot takie choćby dodanie ulubionych blogów… Przyznaję – nie potrafię. No…, przedszkolak jeszcze jestem;). Całą gębą przedszkolak:) I to pewnie widać, ale co tam…:) Przyjdzie czas… – przyjdą zmiany…

Takie refleksje mnie naszły kiedy dostałam najpierw zaproszenie od Emmy, później od Anny-Marii, a jeszcze później od Usagi i kilka dnie później od Amber do zabawy w LUBIĘ. Bardzo, bardzo mi było miło dostać takie zaproszenia, bo są wyróżnieniem, zwróceniem uwagi na mnie i na mój raczkujący… blog. Czyli Ktoś tu zagląda…;)

Lubię tyle rzeczy… Nie wiem czy podołam zadaniu, ale 10 lubień to chyba mało….? Zatem tak trochę w biegu, trochę “na kolanie”…spróbuję.

A zatem…

1. LUBIĘ……………….. przestrzeń – lasu, morza, pola, łąki, nieba… – przestrzeń gdzie mój umysł i duch mogą się spokojnie wyciągnąć, rozciągnąć i wydłużyć…i odpocząć. Lubię patrzeć tam, gdzie nie sięga wzrok…

IMG_7069

2. LUBIĘ………………… świt i niespieszne poranki – za to, że się zdarzają i, że tęsknie za nimi…

IMG_7148

3. LUBIĘ………………… “posmak lasu i prowincji” –( Antoni dziękuję Ci za ten cytat:)) – tęsknie do tego bardzo i mam nadzieję, że uda mi się kiedyś być bliżej…i mieć to wszystko na wyciągnięcie ręki.

IMG_2686

4. LUBIĘ………………. dotyk starego drewna - bo właśnie marzę o starym stole stole.

IMG_1964

5. LUBIĘ……………….. przygotowywać, odmierzać, planować co… upiec:).

IMG_9134

6. LUBIĘ ………………… miny mojego dziadka;)

skanuj0018 skanuj0017

7. LUBIĘ………………… śpiewać w samochodzie kiedy jadę sama(…!!!) – włączam ulubione płyty i śpiewam…!

IMG_0979

8. LUBIĘ………………… niespieszną kawę – najlepiej latte - gdzieś w małej uliczce w delikatnym słońcu i po deszczu, GÓRY i książki…!!! i mojego Anioła Stróża, któremu czasem o tym mówię…

IMG_3730 IMG_4097 IMG_1795

10. I przede wszystkim WAS LUBIĘ,…………………… którzy tu zaglądacie:)

IMG_3339

10. Jeszcze LUBIĘ………………….. kwiaty – fotografować, przyglądać się im i… dostawać:)

Ten tutaj dla Tych, którzy wytrwali do końca…:)

IMG_5853

I to byłaby połowa połowy moich lubień. Wszystkiego w dziesięciu małych punktach się nie da..., a gdybyśmy się tu rozpisali na więcej to nie wiadomo jak byłoby z Czytaczami..

A teraz do zabawy zapraszam:

Annę,

Polę,

Annę –Marię- chociaż już powiedziała co lubi…

Asiejkę,

Basię,

Olivię,

Misię,

Nikę,

Piegowatą-też już opowiadała o swoich lubieniach

Kucharzytrzech.

Przyjemnej soboty, moi Mili!

środa, 1 września 2010

Wczorajszy Blog Day!

IMG_0940

Zdjęcie przyrodniczo-kulinarne dedykowane wszystkim Miłym Blogerkom i Blogerom (swoją drogą trochę twarde te słowa…) zaglądającym do mojej kuchni:):):)

Wczoraj Amber zaprosiła mnie na święto blogerów. Było to naprawdę miłe, ale ja wróciłam po 23 – już nie dałam rady- Amber wybacz… Było miłe tym bardziej, że Amber napisała:” Ewelajno, zdawałam sobie sprawę,że to nie dla wszystkich zabawa.Ale zaproszenie jest ukłonem w stronę ciekawego bloga, jaki prowadzisz” Ach połechtało…;)Dziękuję Amber:):):)

Zatem postaram się choć po fakcie poświętować ten Dzień Blogów – bo od czego jest oktawa…;););)

Zatem akcentuję to tak, jak wszyscy:)

Normalnie wygląda to tak, że przez cały dzień - 31 sierpnia - blogerzy całego świata publikują notkę polecającą 5 innych blogów,najlepiej gdy są to blogi o innej tematyce, z innej kultury.Tego dnia czytelnicy bloga będą krążyć po sieci i odkrywać nowe, nieznane blogi ciesząc się z odkrycia ciekawych blogerów i blogów./cytat ze strony BlogDay

Oficjalne zasady:

1. Znajdź 5 blogów, które Tobie wydają się interesujące.

2. Powiadom 5 innych blogerów,że zapraszasz ich do zabawy BlogDay 2010.

3. Napisz krótki opis polecanych blogów.

4. Opublikuj wpis w BlogDay /31 sierpnia/.

5. Użyj tagów BlogDay: http://technorati.com/tag/blogday2010 i http://www.blogday.org/.

Wybrałam 5 blogów:

1. Bo Mimi blog – bo ciągle pozostaję w zachwycie nad jej obrazami, pomysłami i wrażliwością:)

2. ola smith – filcowanie i inne przyjemności – bo niesamowite rzeczy dzieją się u niej i pachnie u niej estetyka wielką:)

3. Z potrzeby piękna –blog pełen bieli, Danii i… piękna :)

4.A point of View – bo tam cudne dzieci ich mama z miękkimi słowami, które ciągle mnie urzekają

5. Atelier Penelopy – bo wrażliwa jest babeczka i cuda takie tworzy, że tylko się zachwycać:)

Więcej blogów nie… polecę i więcej nie zaproszę, bo… już po Dniu. Pozdrawiam wszystkich serdecznie- stała podglądaczka wyżej wymienionych blogów.

Zatem wszystkim Miłym Autorom Blogów, którzy zaglądają w moje progi wszystkiego najlepszego w blogowym świecie życzę, a jeszcze lepszego w tym rzeczywistym – na wyciągnięcie ręki…Mądrzy i fajni bądźcie i rozwijajcie się…ZAWSZE:)

czwartek, 26 sierpnia 2010

9 w skali Beauforta. Szybki chleb i maliny.

morze... 021

Środa. Po raz pierwszy raz tego lata (jakiego lata…???, czerwona flaga, zakaz kąpieli...!) zamykam okna – 9 w skali Beauforta (87-100 km/h)… Wielkie fale (ponad 2 metry) z gęstą pianą. Grzbiety fal zaczynają się zawijać. Jeszcze mam pod powiekami obraz morza z porannego treningu... I tak od wtorku… Zamykam okna, ale połowiczna to pomoc. Zasypiam, a niespokojne serce i ciało moje buntują się przeciwko kołdrze i poduszce. Robię kilka podejść. Zaczyna świtać (w czerwcu o tej porze… - przypominam sobie, ale to i tak nic nie zmieni). Piąta nad ranem... wstawiam wodę na kawę i zaczynam mieszać składniki na chleb. Skoro czasu mam dla niego niewiele, będzie to ten najprostszy z prostych. Godzina rośnięcia, prawie godzina w piekarniku i już jest. Wiatr ustał. Po siódmej wyjmuję chleb z piekarnika, a później z garnka. Pozwalam mu trochę odpocząć. Kromki kroję jeszcze ciepłe, choć wiem, że nie powinnam…, ale nie mogę się doczekać… Z samym masłem i odrobiną soli – pycha…!

IMG_6174

Chleb ziołowy (źródło: whiteplate)
 1 bochenek 

20 g świeżych drożdży (lub 1,5 łyżeczki suszonych instant) plus 1 łyżeczka cukru
300 ml wody
450 g mąki pszennej, dowolnego typu
1,5 łyżeczki soli
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki świeżych, posiekanych ziół (bazylia, oregano, tymianek, koperek, estragon, itp) – u mnie tylko bazylia i tymianek
 
Drożdże rozkrusz (wsyp) do miseczki, zasyp cukrem, dodaj 2 łyżki wody i odstaw na ok. 10 minut.
Następnie połącz z pozostałymi składnikami (oprócz ziół) i zagnieć dosyć luźne ciasto - możesz to zrobić mikserem. Na końcu dodaj zioła i delikatnie rozprowadź je w cieście.

Jeśli pieczemy w garnku żeliwnym, postępuj tak:
Ciasto, po wyrobieniu, przełóż na ściereczkę obsypaną solidnie mąką: przełóż na nią ciasto, następnie całość umieść w koszyku do wyrastania, misce lub durszlaku i zostawi do wyrastania.
W tym czasie nagrzej piekarnik z garnkiem i przykrywką - ja zwykle nagrzewam go do ok. 260°C i zajmuje mi to ok. 30 minut.
Następnie wyjmuję garnek, zdejmuję przykrywkę, przekładam do garnka chleb, przykrywam przykrywką i piekę ok. 30 minut. Później zdejmuję przykrywkę i dopiekamy jeszcze ok. 10-15 minut.

Jeśli w keksówce, to:
formę keksową o długości ok. 26-30 cm nasmaruj oliwą, wysyp otrębami, przełóż wyrośnięte ciasto, wierzch lekko posmaruj oliwą i odstaw do ponownego wyrastania na ok. 40 minut.

Piekarnik nagrzewamy do 220 st C.
Na dno wsyp 1/2 szklanki kostek lodu, by w piekarniku utworzyła się para, która sprawi że skórka będzie się lepiej rumienić.
Wstaw chleb i piecz ok. 35-45 minut.
Studźna kuchennej kratce.
Smacznego!

IMG_6196

Chleb jeszcze ciepły, piekarnik wciąż nagrzany, a ja w trakcie zrobiłam niewielki tartaletki wykorzystując jeszcze przywiezione od Mamy maliny.

IMG_5922

Zrobiłam ciasto bez cukru, bo takie lubię najbardziej. Słodycz malin i umiarkowane dodanie cukru trzcinowego są wystarczające.

IMG_6074

Tartaletki malinowe
 na 4 sztuki o średnicy górnej 8,5cm. Możesz zrobić też tartę, ale podwój składniki.

100 g miękkiego masła
200 g mąki
2 łyżki wody
maliny
cukier trzcinowy

Ciasto powinno odpocząć w lodówce przynajmniej pół godz.(najlepiej 1godz.).
Po tym czasie piekarnik nastaw na 200 stopni, a ciastem wylep foremki i formuj wierzch – wzór dowolny – ciasto odstawisz do lodówki. Maliny ułóż ściśle na surowym cieście i posyp cukrem trzcinowym. Przykryj wierzchem. Brzegi dociśnij. Jeśli nie chcesz wycinać wzorków, musisz zrobić dwa-trzy nacięcia podłużne.
Piecz 40 minut, obserwując czy ciasto zbytnio się nie rumieni. Po lekkim przestygnięciu posyp cukrem pudrem.
Bardzo dobre – polecam :) .

IMG_6066

To naprawdę proste i pyszne ciastka:)

IMG_6016

Niechaj piątek będzie dla Was dobrym dniem zapowiadającym piękną sobotę i niedzielę :)