Cudownie płynie we mnie ten czerwiec. Najpierw Kraków i szkolenia BodyART-owe w wyśmienitym towarzystwie i klimacie. Do tego kilka godzin Starego Miasta tylko dla mnie. Z historią, która promieniuje z każdego zakątka. Z jednym śniadaniem w La Petite France w niedalekiej odległości od dworca jednego dnia i drugiego dnia w Cafe Młynek na Kazimierzu z wyśmienitymi wegańskim jedzonkiem i widokiem na Plac Wolnica, gdzie rozkręcało się Święto Chleba pod hasłem “Chleb i wino”. Ale chlebem nie pachniało…, a wina nie dawali spróbować… Za to w powietrzu czuć było kiełbasą lisiecką. Po śniadaniu próbowałam miodów i olejów. Taki mały, kulinarny przerywnik podczas tej krakowskiej wizyty. Wcale nie zamierzony. Chodziłam między alejkami i najedzona tęsknie patrzyłam na obwarzanki. W efekcie wróciłam z ziołomiodem sosnowym Apipol-u i wyśmienitym olejem rydzowym SemCo * (olej z nasion lnianki-rydzu, tłoczony na zimno z zawartością 90% kwasów nienasyconych).
Naprawdę cudownie płynie we mnie ten czerwiec. Ciepło tak, że złego słowa nie można powiedzieć na pogodę. Wkoło jest soczyście zielono i ta zieleń aż kipi radością. Nieustannie pozostaje w zachwycie. Nad wschodzącym słońcem, nad listkiem, ptaszkiem i kwiatkiem. Natura jest niesamowita. Ptaki śpiewają jak szalone. Lawenda zaczyna wypuszczać pączki. Patrzę na truskawki w donicy wypełnione obietnicą prawdziwej słonecznej słodyczy. Zioła w doniczkach aż promienieją, a sałata przysparza mi tyle radości swoim kolorem, co smaku. Do tego szczypiorek, rzodkiewki i całkiem już dobrze mająca się marcheweczka, ale z nią to jeszcze spokojnie. Każdego wieczora podlewam to wszystko obficie, aby następnego dnia, po pracy, nie móc się doczekać kolejnej wyrwanej rzodkiewki i kruchych listków sałaty. Cieszę się tym moim małym ogrodem na tarasie, bo za zdrowe jedzenie, wolne od różnych świństw, dałabym się pokroić.
Sałaty zrywam, myję i osuszam (czasem "pakuję" do buzi prosto z grządki). Zaraz przekładam na talerz. Przepisu w zasadzie nie trzeba, bo do mojego tarasowego bogactwa dorzucam avocado i 1/3 szklanki ugotowanej fasoli, która jest nieocenionym źródłem białka. Do tego obfita garść tymianku, bo reguluje trawienie. Skrapiam wszystko olejem rydzowym i octem balsamicznym, troszkę solę i mam obiad gotowy. Fasolę zastępuję też łososiem i ostatnio nawet pieczoną (prze moją mamę) dziczyzną. W zasadzie przepis jest zbędny, bo chyba wszystko widać na zdjęciach, ale poniżej szczegółowo napiszę czym tak się zachwycam.
Sałata z fasolą i avokado
w przybliżeniu dla 1 osoby
sałata karbowana zielona i czerwona
3/4 szklanki ugotowanej fasoli lub fasoli z puszki
rzodkiewka
avocado
garść bazylii, spora ilość tymianku
parę listków rozmarynu
trochę pietruszki
szczypiorek
olej rydzowy (3-4 łyżki)
sól, pieprz do smaku
Sałatę umyj, osusz i porwij na mniejsze kawałki. Rzodkiewkę umyj i pokrój na plasterki, dorzuć świeży tymianek, rozmaryn, szczypiorek, listki mięty i bazylii. Na koniec obrane i pokrojone avocado oraz fasolę. Sałatkę skrop olejem, posól i popieprz, polej octem balsamicznym. Wymieszaj i zjadaj z dziką rozkoszą:).
Komponuję swój talerz i razem z nim przenoszę się na taras. Czuję więź z przyrodą, z ziemią, z wszechświatem… A wszystko we własnoręcznie posianych listkach, które wyrosły z małych, suchych ziarenek…
Później tymianku dorzucam jeszcze więcej, bo za mało go czuję, mieszam wszystko dokłądnie i mam swój, tarasowy obiad. Sałatkę pałaszuję ze smakiem nie mogąc przetrawić radości wynikającej z tego, że to wszystko moje. Mam swoje dobre jedzenie w dobrym i pięknym, wystawionym na południowy-zachód tarasie.
* to nie jest reklama, to po prostu smaczny i zdrowy olej wg mnie.