piątek, 6 marca 2015

Szczęśliwe ptaki mojej mamy i jajka, które dostanę tylko od Niej


kury nioski  (31)

Z moją mamą przez telefon rozmawiam dość często, w końcu, do niedawna, co miesiąc płaciłam za tę swobodę dodatkowe “10 zł na stacjonarne”, ale od dwóch tygodni moja mama jest posiadaczką “smyczy”, czyli została właścicielką telefonu komórkowego. Wracając do rozmów… czasem są tylko informacyjnie, czasem emocjonalne, a czasem takie dłuższe jak należy, jak z mamą – wiadomo. Zazwyczaj gdzieś w środku rozmowy pada pytanie:
- A jajka jeszcze masz?
Odpowiadam w zależności od stanu posiadania. Jeśli mówię NIE, w odpowiedzi słyszę: To przyjeżdżaj. Jeśli TAK, to dziwi się dlaczego tak długo. Ostatnio jednak odpowiedziałam: “I NIE i TAK”, bo 10 jajek dostałam od znajomych, którzy to otrzymali je od swoich znajomych hodujących wolno biegające kury.
- Mamuś, ale te jajka wpadają w taki czerwonawy kolor… Nie są brązowe, takie wiesz, ładnie brązowe, albo takie jasne, delikatne, jak Twoje, ale takie sino czerwonawe, a żółtka bladzieńkie…
- Paszę, nic tylko paszę dla kur dają - kwituje mama. Dobrze, że pozwalają kurom latać wolno, kontynuuje, ale i tak karmią je byle czym. Pewnie jakaś “pasza dla niosek”. A przecież kurom trzeba dać witaminy: jabłka dać, dynię zetrzeć, burakiem poczęstować i cebulę od czasu do czasu pokroić, kaszy gryczanej ugotować.  Albo rzucają im suche ziarno… Kury je lubią, ale tak ciągle nie można... A przecież jest zima, kury nie mogą tak tylko suchym dziobie… A ty wiesz jak te moje jabłka wpierniczają…??? Jak małpy kit…! Ale przekroić trzeba księżniczkom, bo inaczej nie ruszą... Kokoszki-smakoszki.

Ptaki mojej mamy1
kury nioski  (10)Ptaki mojej mamy3
kury nioski  (9)Ptaki mojej mamy5kury nioski  (59)Ptaki mojej mamy2
kury nioski  (12)Ptaki mojej mamy6
Teraz, zimą, dieta kur jest uboższa w zieleninę (ani nie mogą jej same nadziobać, ani nie można im rzucić takich choćby liści buraków, albo zielska wyrwanego podczas plewienia, a ziemia twarda i z robakami kiepsko…). Rano mama parzy im pszenicę, albo ziemniaki i daje z warzywami wspomnianymi wcześniej, w południe daje ciepłe mleko z wodą, a wieczorem już samą podgrzaną pszenicę. Pewnie, że jest przy tym trochę roboty, ale teraz nie ma ogrodu, więc pozostają tylko te podopieczne, jak śmiejemy się z moim bratem. Albo spacerówki, albo ptaki. Co dla niektórych czasem brzmi całkiem śmiesznie, kiedy na pytanie gdzie mama, któreś z nas odpowiada “poszła nakarmić ptaki”. A propos ptaków, trzeba je chronić przed jastrzębiami, bo krążą, i jak nie widzą ludzi, co często dzieje się zimą, to skłaniają się ku zagrodom, szukając pożywnych kąsków. Póki co nie było żadnego porwania, mama czuwa.

kury nioski (20)

Zatem moja mama ma kury. Od roku, a właściwie od marca zeszłego roku. I troszczy się o nie i czasem nawet z nimi gada, jak nikt nie słyszy. Nie wiem o czym…, ale kury odpowiadają (sama próbowałam…) myślę, że to mogą być bardzo ludzkie rozmowy, choć z zewnątrz może się wydawać, że to monolog…, albo takie tam… W przypadku kota brzmiało to mniej więcej tak:”Co mi wchodzisz pod nogi, mały człowieku… tfu…! kocie… co mi wchodzisz pod nogi kocie…”. Dalszego ciągu nie było, bo mama słyszała, że nadciągam, ale każdy kot i każda kura (albo kogut) zawsze to jakaś żywa, bratnia dusza, z którą można podzielić się emocjami, spostrzeżeniami czy też zwyczajnie się wyżalić, jak sądzę.

kury nioski  (17)
kury nioski  (68)
Ptaki mojej mamy7
kury nioski  (41)

Pamiętacie post KLIK, w którym mówiłam, że dom po dziadku trzeba będzie sprzedać? Dzień po opublikowaniu postu, mama zadzwoniła do mnie śmiejąc się tajemniczo. Przy czym trzeba dodać, że mama z internetu nie korzysta, a blog pokazuję jej tylko wtedy, kiedy jestem w domu, więc nic o moim oficjalnym żalu nie wiedziała. Powiedziała, że zamówiła kurczaki. Nie było tej konkretnej rasy, którą chciała, więc wzięła jakie były. Jechałam wtedy samochodem i myślałam, że padnę z wrażenia, ze dziwienia i swego rodzaju radości, która udzieliła mi się przez jej radość, bo to była informacja dla mnie, że w najbliższym czasie nie ma co mówić o pożegnaniu się z domem. Wiadomo było, że kury tam zamieszkają (no, w kurniku, oczywiście), ona do nich będzie codziennie dojeżdżać. I do ogrodu przede wszystkim. Kury były na doczepkę, kury były swego rodzaju fanaberią. Po 25 latach mieszkania w mieście, mama przypomniała sobie jak to dawniej z kurami było i tak zaczęła się jej prawie roczna przygoda, która nadal trwa. Po drodze kuraków przybyło, bo ciocia, która odżywia się według diety staropolskiej Stefanii Korżawskiej, podrzuciła jej kilka białych i szarawych (młodszych)  kogutków, z których to rosół w tej diecie ma istotne znaczenie.

kury nioski  (32)
kury nioski  (33)
kury nioski  (20)
Ptaki mojej mamy4kury nioski  (24)

Pamiętam jak mama dzwoniła do mnie latem (chyba już w czerwcu) ciesząc się pierwszymi maleńkimi jajeczkami. Bo pierwsze dużo mniejsze są, takie trochę większe od przepiórczych.
Każdy mój przyjazd opatrzony był sesją zdjęciową, dzięki temu widać jak zmieniał się wygląd ptactwa. A jak przyjeżdżała rodzina to stali wszyscy jak urzeczeni i i zapatrzeni jak to kogut skacze na kury i co z tego wynika. Bo, aby kury dobrze się niosły to musi być kogut, i aby jajka były zapłodnione (jeśli tego chcemy), to też musi być kogut. Bez koguta kury będą się niosły, ale nici z kurczaków.

kury nioski  (6)
kury nioski  (50)kury nioski  (51)kury nioski  (52)kury nioski  (53)

Albo fascynowaliśmy się grzebieniem, albo patrzyliśmy na upierzenie, albo na nogi, bo koguty miały różne nogi. Jedne żółte, inne różowe.
Na początku były dwa kogutki, jeden biały, zdecydowany, którego kury się słuchały, a on zachowywał się jak pan, władca i przewodnik i kiedy znalazł porządniejszego robaka, to wołał swoje towarzyszki.

kury nioski  (45)kury nioski  (46)

Gdy słyszał, że mama przyjeżdżała o świcie, to od razu na przywitanie piał. Zresztą dalej to robi o poranku prosząc, aby towarzystwo wypuścić z kurnika i nadal rządzi stadem. Z nim można się nawet powygłupiać "kukurykowaniem". Wujek Jurek, latem, był niezrównany w tej "zabawie". Kogut: Kuuukuryku...!", a wujek: "kukuryku..!" w podobny, ale zupełnie inny deseń i tak w kółko, każdy na swoją melodię i każdy chciał mieć ostatnie zdanie... Zwyciężył, wiadomo, kogut.

kury nioski  (7)

Był też drugi kogucik, ciemno szary, prążkowany, taki…Kaśka-Maciek, jak go mama nazywała, co to nawet nie bardzo potrafił piać. Obaj rywalizowali ze sobą o kury i o władzę i często dochodziło do starć, które choć groźne nie były nie wyglądały wesoło.

kury nioski  (44)

Szary naśladował Prezesa (czyli białego koguta), a my śmialiśmy się z niego naśladując jego chrypiące, nieudolne próby, bo Maciek piał jak przez woreczek foliowy. ja nawet wolałam to pianie, bo za każdym razem wywoływało specyficzną radość. W końcu skończyło się woreczkowe kukuku…! bez literki “r”, bo tak mniej więcej brzmiała melodia Maćka, a on… no…, cóż… skończył w rosole. Taka karma. A no i Kaśka-Maciek nie skakał na kury.

kury nioski  (47)
kury nioski  (5)
Ptaki mojej mamy8
Ptaki mojej mamy

Koguty, kogutami, ale kury to też niezłe aparatki. Nagle zrobiło im się za ciasno. Zielona trawka nie była już tak zielona, stokrotki straciły swą pierwszą świeżość, a ploteczki o wadach i zaletach współmieszkanek przestały mieć urok. Co jakiś czas jedna z nich odkrywała w sobie ducha podróżniczego i chciała zwiedzić choć najbliższy świat. Pierwszą podróżniczkę wychodzącą nie wiadomo jak i nie wiadomo gdzie, mama pomalowała (znaczy maznęła ja białą farbą , aby wiedzieć która to taka aktywna) i zabezpieczyła wszelkie możliwe wyjścia. Ale kura akurat miała to w… kuprze.

kury nioski  (48)

Pomalowanej  też udawało się wyjść. W "nagrodę" zostały jej obcięte skrzydła. Od czasu do czasu któraś z pozostałych spacerówek (jak nazywa je mama), też chciała, jak koleżanka, poszukać lepszych robaków i szła w ślady swojej poprzedniczki, bo wiadomo, że wszędzie, gdzie nas jeszcze nie było, na pewno jest lepiej. Jak widać w kurzym świecie też to funkcjonuje. Jednak każdej globtroterce droga do szczęścia była zamykana poprzez skrócenie skrzydeł (spokojnie, to je nie bolało, bo skraca się je tylko na pewnej długości).

kury nioski  (43)
kury nioski  (2)kury nioski  (3)
kury nioski  (1)

Była taka jedna, która w pewnym momencie zaczęła robić podkop pod siatką, wychodziła na wolność i GDZIEŚ składała jajka. Mamie nie udawało się jej podpatrzeć podczas pracy, ale codziennie brakowało jej tego jednego jaja. Zaczęła szukać. Przetrząsnęła cały ogród i nic. Nie było pod iglakami, nie było w trzcinach nad stawem, nie było pod krzakami. Nic. Kura przestała robić podkopy, bo dół został zabezpieczony, ale nadal codziennie, ni stąd ni zowąd, znajdowała się poza swoim kurzym terytorium. Nie chciało się wierzyć, że wyfruwa, bo siatka u góry też została wzmocniona dodatkowymi poprzecznymi sznurami-plecionkami, ale jajka i tak codziennie brakowało. Kiedy, któregoś razu przyjechałam do domu, mama opowiedziała mi o tej niemożliwej kurze i razem, ponownie, zaczęłyśmy przeszukiwać przydomową przestrzeń. Wiadomo, że nie było to łatwe, bo mama ciągle mówiła, że tu też patrzyła i tu i tu… i już dawałyśmy za wygraną, kiedy nagle zajrzałam między duży krzak piwonii i mięty, a tam… 7 jajek…! Kura miała bardzo silny instynkt macierzyński, wiedziała do tego, że musi gdzieś w ukryciu te jajka złożyć, bo inaczej dzieci się nie doczeka.... Kryjówka była w tak banalnym miejscu, tuż przy ścieżce i przy beczce z wodą, którą mama kilka razy dziennie (…!) mijała. Najciemniej pod latarnią – kury też to wiedzą. Tego dnia, w związku z tym, że byłyśmy obie, kurza tajemnica się wyjaśniła, kura skakała na pieniek, z pieńka na siatkę, z siatki na daszek, a z daszku na trawkę… Tego dnia, zbiór jajek był dużo większy, a kura pewnie smutniejsza, ale tego nie dała po sobie po sobie poznać.

kury nioski  (30)
kury nioski  (29)
A zimą kura marzła… Jedna, druga i trzecia, całe stadko marzło i nie bardzo chciało chodzić po śniegu, tylko ścieżkami, jak księżniczki… A kiedy już na śnieg stąpnęły, to jedną nogę podnosiły. Wyglądało to przezabawnie, ale… bardzo praktycznie.

kury nioski  (61)kury nioski  (63)kury nioski  (62)kury nioski  (64)kury nioski  (65)kury nioski  (66)

Teraz, od niedawna, duże zmiany, bo w grudniu, w czasie świąt, razem z moim rodzeństwem, przeprowadziliśmy mamę na tę wieś. To była robota… Spakować 25 lat… Już nie musi dojeżdżać, aby zaserwować ptactwu posiłki (ale wciąż do miasta jeździ rowerem”": “no co to jest te 10 km w jedną stronę…” mówi).  A ja wciąż mam świeże, prawdziwe jajka jeśli je sobie tylko przywiozę. Następny rok zapowiada się równie jajeczny.
Zatem prosto z kurnika i z kurzej zagrody dokumentacja wiosenno-letnio-zimowa. Dla was zdjęcia , dla mnie smak jajek jakich nie dostanę nigdzie.

Ptaki mojej mamy9

59 komentarzy:

  1. Oj pamiętam, że moja babcia też zawsze karmiła kury warzywami i owocami i ziarnem i kaszą .... a te jaja .. no cóz niebo w gębie:) ..... Kochana powiem tyle: nie widziałam, żeby ktoś kurom tak piękne zdjecia zrobił .... całuję Ciebie, Mamę i kury:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jola, bo Twoja babcia tez wiedziała, że kury to smakoszki :). Merci, Joluś, one po prostu czasem pozowały a ja wykorzystywałam te momenty :)

      Usuń
  2. Ewelina, ja.... jestem zaczarowana tym jak piszesz, jak fotografujesz... jak potrafisz uchylić rąbka swojego intymnego świata, emocji...
    A kurek i domku na wsi szczerze zazdroszczę. Też tak kiedyś będę, zobaczysz! :-) I kozy jeszcze chcę dwie mieć.

    :-**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nat, dziękuję, że tak to postrzegasz. Są tacy, którzy wstydzą się takiego świata... Jest jak jest, dla mnie to wielka sprawa :)
      Pewnie, jak będziesz DUŻA, to wszystko się uda, trzymam kciuki ;) :) ;). Tyle Ci się udało, to co tam takie kurki... ;) i kozy :)

      Usuń
  3. Ale pysznosci dostaja te kurki :) Szczesciary :)
    Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tez myślę, że szczęściary. Tyle dyń i jabłek oraz buraczków, które one dostały przez cała zimę, wielu ludzi nawet nie widziało, a co dopiero zjadło :)

      Usuń
  4. Piękna opowieść jak i kadry wspaniałe:)
    Osobiście mam kilka kurek i wiem dokładnie, o czym piszesz:) Osobiście uwielbiam z nimi rozmawiać!!!:)))) i one mają najwięcej do gadania wtedy, gdy się do nich wchodzi, wita i pyta "jak się dzisiaj macie?":) Uwielbiam je po prostu:))
    Pozdrawiam Ciebie, Twoją mamę i całą gromadkę ptasich pięknotek:) ..no i koguty też:)))
    Wszystkiego Dobrego!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzisz, Ty coś wiesz w tym temacie :). I nawet uwielbienie do nich masz, kolejna szczęściara :)

      Usuń
  5. Sesja zdjęciowa godna najlepszych modeli ;-) super, uwielbiamy takie prawdziwe, smaczne wiejskie jaja ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku tych modeli, trochę czasu musiałam spędzić na wybiegu, albo operować zoomem :)

      Usuń
  6. Fantastyczna opowieść i przepiękne zdjęcia :))). Od jakiegoś czasu też zaczynam myśleć o przeniesieniu się na wieś, o warzywach z własnej grządki i nawet o kurkach, chociaż wiem że trochę z tym zachodu... Ale smak jajek od szczęśliwej kury - bezcenny! No i samo zdrowie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, pewnie,z e jest z tym trochę zachodu, ale jak się kocha co się kocha, to się... kocha :). Niech Ci się spełni...!

      Usuń
  7. Moja Droga, jesteś niemożliwa! W życiu nie widziałam takiej sesji z kurnika, jak patrzę na zdjęcia to zazdrość mnie zżera, ta zielona łączka, kwiatki, przysmaki do jedzenia :) O zdjęciach nie wspomnę :) Mnie też zaczarowałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalia, ja też :). Zatem postanowiłam to pokazać :), przy czym do jednego folderu zgarnęłam wszystkie kurze zdjęcia i wyszło tego 600 sztuk...!!! Ty wiesz jaka to była robota zdecydować co się nadaje, a co nie... A jak Ty piszesz, że kurzy świat wzbudza zachwyt, to ja Ci wierzę :) i dziękuję :)

      Usuń
  8. oh..... u mnie w domu od zawsze były kury :) od zawsze mieliśmy specjalny koszyczek na jajka, który był prawie zawsze pełny, chyba, że w niedzielę na śniadanie była jajecznica, czy trzeba było upiec kilka ciast na urodziny. Swojskie jajka to jednak coś, samo to, że żółtka są pomarańczowe i wszystko z nich jest o wiele lepsze niż z kupnych :)
    Cudowne te kurki Twojej mamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem ogarniasz term i dokładnie wiesz o czym mówię :) . Swoje jajka jak niebo!

      Usuń
  9. Przewspaniala opowieść, przeczytalam jednym tchem, napatrzylam się na piekne zdjęcia, z charakterem, z jakąś taką dobrą energią:) Wszystkiego dobrego, mamie i tobie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalinko, Mama dziękuję za życzenia:) i ja również :). Zwykłe kurki, a zadziorki charakterne, to i zdjęcia takie :)

      Usuń
  10. Piękne zdjęcia, nie wiedziałam że kury mogą być takim wdzięcznym obiektem do fotografowania. Pamiętam, że jak byłam mała i mieszkałam w domu babci to mieliśmy kury za domem. Fajne wspomnienia dzieciństwa. Teraz czasem dostajemy od rodziny świeże jajka, smak nie porównywalny do żadnych innych. Raz mój tata przyniósł dla nas i głośno zaznaczył, że to dla Zosi tylko do jedzenia, ja byłam akurat po nocce i przysnęlam na 15 minut kiedy mała jeszcze Zosia oglądała bajki, zbudziłam się po chwili żeby ujrzeć obrazek Zosi rozbijającej 6ste jajko do miski, no co w końcu dziadek powiedział że to dla niej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosieńko, zatem masz wspomnienia :). A jak jajka dla Zosi to... dla Zosi, chociaż zal :). Uśmiałam się :)

      Usuń
  11. Czuję się uszczęśliwiona , czytając Twoją opowieść, jak te kury:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiolu, taka wiadomość, to wspaniała wiadomość! Czuję się uszczęśliwiona tym, że mi to napisałaś!

      Usuń
  12. Pamiętam, że jako mała dziewczynka, zawsze siedziałam u cioci na wsi w zagrodzie z kurczakami :) tymi najmniejszymi, co to dopiero od kilku dni wiedziały, jak wygląda słońce :) uwielbiałam je tulić i pozwalać im wskakiwać sobie na ramiona! Ot, takie kurczęcie wspomnienia.
    Twoje zdjęcia kur spokojnie mogłyby startować w konkursie na najlepiej uchwycony w obiektywie drób :) Oczy oderwać nie mogę, a kury wcale nie łatwo ciekawie pokazać na zdjęciach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko, ja z dzieciństwa mam takie same wspomnienia :). Głaski maleńkich kurczaków do niezapomnienia :)
      Obiecaj, Justi, że jak znajdziesz taki konkurs, od razu dasz mi znać :)

      Usuń
  13. Piękne kury, teraz wszystko rozumiem:):) i uwielbiam wieś za ta ciszę i spokój.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i widzisz :), ale wiesz jak tak koguty zaczną piać, to spokoju jak na lekarstwo ;)

      Usuń
  14. Nie będę oryginalna w swym komentarzu - piękny post.
    Piękne hobby kochającej życie kobiety o pięknej duszy i wrażliwym sercu - proszę, abyś przekazała te słowa swojej Mamie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różo, wczoraj byłam u Niej, pokazałam jej post i Twój komentarz - oczy Jej się zaszkliły:). Dziękuję:)

      Usuń
  15. Kurki bardzo szczęśliwe, a jajka od nich to prawdziwy skarb!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ;) ;) Yes, Yes, Yes :). A w efekcie ja szczęśliwa :)

      Usuń
  16. Ślicznie opisane..a zdjęcia- wprost jakbym ogladała jakiś magazyn, tudzież program przyrodniczy- jak żywe, aż słyszałam to "kukuryku" ;)
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usłyszałaś? Patrz.., to on aż tak głośno pieje.. no, no :)
      Serdeczności, Kasiu!

      Usuń
  17. Piękne zdjęcia i tylko jajecznicy na chlebie z masłem brak. A opis..., muszę przyznać, że przez moment zapomniałam, że to nie fragment "Widnokręgu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagodo, tylko, że ja..., my... nigdy nie jedliśmy jajecznicy na chlebie...:). Zawsze widelec w jednej, a chleb z masłem w drugie ręce :), ale to może być interesujące :).
      Mówisz, że Widnokręgu, no popatrz :), to się cieszę, bo co mam się nie cieszyć, jak się cieszę :)

      Usuń
  18. Zazdroszczę Ci... Żadni moi dziadkowie nie mieszkali na wsi, więc rodzice tym bardziej ;) Nigdy nie miałam okazji sama pozbierać jajeczek :( Chciałabym mieć kiedyś kilka swoich kurek, ale jakiś kurs obsługi by się przydał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ankha, jak tylko będziesz miała gdzieś okazję udaj się tam! Wczoraj zbierałam takie jeszcze ciepłe :). Jak byłam nawet dwadzieścia lat młodsza to wszystko nie miało dla mnie wartości, a teraz... :)

      Usuń
    2. To tak jak dla mnie sens uprawiania własnego warzywniaka. Kiedyś wielkim łukiem obchodziłam na działce dziadków, a dziś mam fioła na jego punkcie ;)

      Usuń
  19. Fantastyczne zdjęcia, obejrzałam z wielką przyjemnością choć tuż za miedzą ...pardon , za ogrodzeniem widzę majestatycznie kroczącego koguta liliputa z przepięknym trenem i tuptające za nim szare kurki (co za niesprawiedliwość w urodzie nawet w przyrodzie). Porównuję obrazy Twoje i te na żywo, ale dłużej zatrzymałam sie jednak u Ciebie. Fajna opowieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nimi jak z kaczkami :) Zresztą, wielu samców jest piękniejszych niż samiczki, taki los... :).
      Dziękuję za Twoje przystanięcie u mnie i takie miłe literki, które mi zostawiłaś :)

      Usuń
  20. :)))))
    Z przyjemnością przeczytałam i z jeszcze większą obejrzałam tę kurzą opowieść.
    A smaku tych jajek i tego cudownego miejsca zazdroszczę Ci ogromnie!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) :) :)- dziękuję :)
      Bo to wszystko to było w zamierzonym celu wywołania zazdrości :)

      Usuń
  21. Przepiękne zdjęcia i kurki na nich ..... a takie jajeczka ..... sam smak !!
    Buziaki Ewelinko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) :) :) Właśnie o ten smak chodziło, zdaje się, że go narobiłam wszystkim.
      Uścisków moc!

      Usuń
  22. ależ mnie wciągnęła ta kurza opowieść. bardzo dobrze mają te kurki, a ich dieta to często lepsza, niż nie jednego człowieka ;-) moja mama kilka lat temu powiedziała kurom nie i nie mam już źródła dobrych jajek. jajka mama zbierała dla dzieci, czyli dla mnie i mojego rodzeństwa, czasem zabraniała tacie robić jajecznicę, bo dzieci przyjadą. ech... zazdroszczę ci tych jajek ;-) pozdrów swoją mamę, tak dobrze dba o kury ;-) musi być wspaniała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też tak jest, ale tak: jajka to najświeższe, te to wczorajsze, a te z zeszłego tygodnia, to ile mogę? 40? A bierz.... :). Pozdrowię, pozdrowię, ucieszy się :)

      Usuń
  23. ps. zapomniałam dodać - cudownie piszesz. pewnie już Ci to ktoś mówił, że powinnaś pisać - masz dar!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fraszko, a mnie się wydaje, że wolę opowiadać zdjęciami, dlatego taka mnogość tu wkleiłam i staram się nie pisać zanadto..., bo nie umiem... a tu, widzisz, takie rzeczy... Dziękuję :)

      Usuń
  24. Uwielbiam ten kurzy post :) Jestem tą szczęściarą, która dostaje jajka z hodowli dziadka, które też są takie jasne, takie... zupełnie inne od tych sklepowych, nawet ekologicznych i od kurek biegających na wolności. Może to faktycznie kwestia jedzenia :). Dziadek i babcia rozpieszczają kury obiadowymi resztkami, ziemniakami i innymi takimi kurzymi przysmakami :).
    Dodatkowo, odkąd pamiętam, mam pewne marzenie, które chciałabym kiedyś spełnić. Wieś, dom z wielką werandą i kury właśnie. Może też jakaś koza się trafi.
    Także... przesyłam kurom, kogutom, Mamie i Tobie oczywiście kurze pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to w temacie po kolana :) Wiesz co dobre, bo jesz co dobre :)
      Niech Ci się spełni...>! Z całego serca życzę Ci urzeczywistnienia tych marzeń!
      Serdeczności ode mnie!

      Usuń
  25. Uwielbiam takie historie!
    ps. zgadzam się z poprzedniczkami, piszesz pięknie, zdecydowanie czarujesz słowami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idzeińko, samo życie :). To chyba te zdjęcia czarują :)

      Usuń
  26. Eweluś z nieba mi spadłaś z tym wpisem !!!! My własnie obmyślamy lokal dla kurek więc wszystkie porady baaaardzo mile czytane , zdjęcia cudne , a kury jak modelki :))) Buziaki przesyłam wielgaśne !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monique, z radością, do usług :) :) :) :) :)

      Usuń
  27. To dopiero przepiekna opowiesc...
    razem ze zdjeciami, na ktore teraz patrze, wszystko co mi opowiadalas o pomysle mamy i jego realizacji nabiera ostrzejszych barw... i jakze bogatych w kolory...
    I wciaz tyle, czytajac Ciebie, mozna sie dowiedziec... Chapeau i dziekuje, Kochana

    Caluje mocno

    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo życie:). Zaskakuje na każdym kroku :)
      :* :* ;* :* ;*

      Usuń