środa, 25 lutego 2015

Sok z surowej dyni–francuska dynia piżmowa (muscat de Provence)


sok z surowej dyni (10)

Dzień trwa 10 godz. 33 min i jest dłuższy od najkrótszego o prawie 3 godziny…! Każdego dnia coraz więcej światła! Poranną kawę przygotowuję po odsunięciu rolety nie zapalając lampki nad szafką. Taka tam mała radość po wielu czarnych porankach. W szarówce dostrzegam mieszkańców osiedla wracających z porannych spacerów ze swoimi pupilami i w kościach… czuję, że słońce właśnie się rozciąga w swoim podniebnym wyrku… szykując nam nowy dzień.

sok z surowej dyni (3)

Powietrze pod koniec lutego zaczyna pachnieć tak pięknie, że wielu ma ochotę na ogrodowe porządki, spacery i inne aktywności na świeżym powietrzu. Jasną sprawą jest, że właśnie teraz jest czas na dojadanie zimowych zapasów. Niebawem przyjdzie apetyt na rzodkiewki i inne wiosenne pyszności. Póki co dynia.

sok z surowej dyni (6)

Dla mnie dynia to takie warzywo, na które mogę patrzeć godzinami. Podziwiam fakturę, barwę i tę specyficzną chropowatość w zależności od gatunku. Francuska dynia piżmowa, ulubienica szefów kuchni, którą nabyłam w Niemczech na Festiwalu Dyniowym jeszcze we wrześniu, przeleżała kilka miesięcy w moim garażu (9-11°C) . Od koloru głębokiej zieleni przeszła w zgaszony pomarańcz. Z lubością zerkałam na nią co dzień (i na jej koleżanki, bo mam jeszcze kilka dyń w stanie gotowości) i każdego dnia rano obiecywałam sobie, że DZIŚ coś z niej przygotuję. Dynia jest dość zwarta, soczysta i pachnie melonem. W sam raz na zupę, albo sok. Choć do zup wolę Hokkaido.

Może to banalne, ale pomyślałam, że powiem Wam, iż z surowej dyni można pić sok. Z samej tylko dyni nie jest zbyt ciekawy i nie przypadłby nikomu do gustu, bo ma smak melona bez cukru, ale z dodatkiem innych owoców jest wyborny.
Nie podam dokładnych proporcji, bo za każdym razem robię na smak. Wszystko zależy od rodzaju dyni i rodzaju innych owoców, które dodacie do soku. Ja do każdego soku dodaję odrobinę świeżego imbiru, bo lubię ten lekki zadziorny smak, ale zrobicie jak zechcecie. W każdym razie ostrożnie, lepiej, aby imbir nie dominował, ale jeśli przesadzicie z jego ilością, dodajcie więcej pozostałych owoców.
Podam tylko połączenia, które dotychczas wypróbowałam. Jestem przekonana, że posmakują Wam i będą dodatkową motywacją, aby spożywać więcej tej tego bogactwa beta-karotenu i innych witaminowych (B, PP, C) dóbr, które utrzymują włosy, skórę i paznokcie w dobrej kondycji, ponadto spowalniają procesy starzenia, chronią wzrok, pomagają zwalczać zaburzenia krzepliwości krwi. Poza tym, co ważne, w okresie zachorowań na grypę, beta-karoten obecny w dyni wspomaga układ odpornościowy. Zatem do sokowirówek i wyciskarek…!

Sok z surowej dyni1

Sok z surowej dyni – moje kombinacje:

1. dynia, marchew, jabłka, świeży imbir;
2. dynia, ananas;
3. dynia, gruszka, cytryna, świeży imbir;
4. dynia, czerwone pomarańcze;

sok z surowej dyni (9)

niedziela, 15 lutego 2015

Jak wydłużyć perspektywę czasu czyli… tajska zupa z mlekiem kokosowym i kurczakiem

łatwa tajska zupa z kurczakiem (4)

      Nie wiem czy tylko mnie zadziwia szybkość z jaką nadchodzi koniec karnawału…? Boże Narodzenie było przed chwilą, a tu już za progiem czeka Środa Popielcowa… Nie do wiary jak to poczucie upływającego czasu zmienia się wraz z wiekiem. Czy czas naprawdę z roku na rok pędzi szybciej…??? W kalendarzu nadal 365 dni, jak kiedyś, więc jak to jest ..? Czy to mój wewnętrzny zegar zaczyna się psuć… ? Kiedyś po szkole miałam obowiązki domowe (do podziału na mnie i na  siostrę) takie jak posprzątanie domu i przygotowywanie obiadu oraz lekcje, a później MNÓSTWO czasu wolnego. Czasu na książki, na vintage-owe, jak na dzisiejsze czasy, granie w gumę pod blokiem, czy wiszenie na trzepaku lub wspólne frytkowanie  z przyjaciółkami w chłodniejszy czas, albo też bumelowanie po osiedlu. Czas lekki i wolny, a jego upływ nie dawał znać o sobie.

      Czas studiów to takie, z kolei, postrzeganie czasu pędzącego na przemian z tym nudnym jak flaki z olejem. No bo tacy wyjątkowi wykładowcy wypełniali całą przestrzeń i choć słuchałam ich każdą komórką ciała, to i tak było mało. Ciekawe minuty mijały błyskawicznie. Kiedy jednak szłam na wykłady nudziarzy, które trzeba było zaliczyć, miałam wrażenie że godziny zamieniają się w dni…

      Jakie to dziwne, mimo tego upływającego zbyt szybko czasu,  zdać sobie sprawę, a w zasadzie odczuwać, że dziś jestem młodsza i sprawniejsza od siebie samej sprzed 10 czy 13 lat, a może i 18... Naprawdę.  Nie wydarzyło się wiele, ale sukcesywnie stawało się wiele. Kiedyś ubierałam się mniej sportowo, a nawet zakładałam buty na wysokim obcasie (których teraz mam mniej niż palców jednej ręki…), a na szyję zakładałam eleganckie a-pa-szki… (…!!!), matko jedyna..., żadnej już nie mam. Na studiach nawet jeansów nie miałam, bo czarne sztruksy wydawały mi się bardziej na miejscu (miałam też zielone, bordowe i… zgaszony róż). W tym czasie, który upłynął zaczęłam bardziej przywiązywać się do sportu. Zawsze był mi towarzyszem, ale takim o tyle, o ile trzeba. SKS w podstawówce (to ta podstawówka, która miała 8 klas), WF jak należy, żadnych tam niedysponowań, WF w studium zazwyczaj na dworze, w parku nadmorskim, bo szkoła nie miała sali…, a później WF na studiach i Szkoła Pleców w trakciei, a od czasu do czasu lekkie bieganie podczas wakacji. Zatem norma. Później… pracowałam, pracowałam i… pracowałam nad sobą i po zdaniu egzaminów otrzymałam legitymację instruktora fitness. Od tej pory, nadal, z każdym ruchem, staję się młodsza (pod warunkiem, że pójdę wcześnie spać).

łatwa tajska zupa z kurczakiem (2)

       Podobno, wydłużaniu czasu służy TEŻ nie poddawanie się rutynie. Zatem jeśli chcemy rozciągnąć tę perspektywę,  powinniśmy zapełnić ją czymś ciekawym, czymś czego nie robiliśmy do tej pory (żeby później nie okazało się, że żałujemy tego czego NIE zrobiliśmy…). Czyli skok ze spadochronem, lot balonem, nurkowanie z rekinami... delfinami, czy jakiś wyjazd do Parku Serengeti, albo coś równie uwodzącego. W kuchni czymś takim może być pojawienie się innych, nowych smaków. Pierwsza ekscytacja, która im towarzyszy, może się skończyć rozczarowaniem (ale zawsze będzie to jakie doświadczenie, o którym będzie można opowiadać), albo przynieść euforię i pozostać na dłużej. Tak też było jakieś dwa lata temu z tajską zupą. Najpierw zjadłam ją w restauracji, później szukałam przepisu i po zrobieniu jej kilka razy (każdy był prawie idealny) osiągnęłam TEN smak.
Początkowo robiłam bez kurkumy, ale biały kolor zupy był bardzo nieapetyczny. Podstawą zupy jest mleko kokosowe i limonki, pozostałe składniki do dostania na półkach z egzotyczną- azjatycką żywnością (w takim choćby IM i… lubisz zakupy -wiadomo…?).
Zupa jest syta i rozgrzewająca, a jednocześnie bardzo lekka i świeża dzięki limonce. Każda łyżka przynosi nowe doznania i prosi o następne. Czosnek nie dominuje, właściwie wcale go nie słychać. Zupa nadaje się na obiad i na kolację i choć jest bardzo prosta do przyrządzenia, to możesz nią zaskoczyć gości. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, ma się rozumieć. Podawaj solo lub z grzankami.

Tajska zupa z mlekiem kokosowym i kurczakiem
4 porcje

2 puszki mleka kokosowego (2x400 ml)
2 łyżeczki pasty curry (np.firmy Thai Heritage)
2 piersi z kurczaka
500 ml bulionu z kurczaka (najlepiej bez glutaminianu sodu)
1 cebula średniej wielkości, albo 2 mniejsze
1 marchewka
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki mielonego galangalu (firmy j.w)
dwie łyżki kolendry plus kolendra do podania (najlepiej świeża, ale suszona tez może być)
1 większa limonka – sok i skórka
płaska łyżeczka soli
2 łyżeczki kurkumy (dla koloru, nie smaku)

1. Piersi kurczaka pokrój z kurczaka na wąskie paseczki, cebulę na pół i na piórka, marchewkę w kosteczkę, czosnek pokrój drobniutko, posól szczyptą i rozgnieć bokiem noża; przygotuj bulion (wg instrukcji na opakowaniu).
2. Zawartość jednej puszki mleka przełóż do garnka, dodaj pastę curry. Niech zawrze.
3. Teraz dodaj piersi i drugą puszkę mleka i bulion.
4. Następnie cebulkę, marchewkę, czosnek i galangal. Gotuj parę minut, aż zmiękną (spróbuj czy wszystko się ugotowało)  i dodaj porządną łyżkę kolendry oraz sok wyciśnięty z limonki i startą z niej skórkę.
Podawaj gorącą posypaną kolendrą.

łatwa tajska zupa z kurczakiem (1)

poniedziałek, 2 lutego 2015

Łosoś pieczony w śmietanie z koperkiem, marchewką i solą morską oraz sobotnia zasada trzech P.


Łosoś pieczony w śmietanie (2)

Styczeń przeleciał nie wiadomo kiedy. Zima o nas zapomniała i w całej tej szarówce pocieszające są pojawiające się znienacka promienie słońca i fakt, że dzień jest dłuższy od najkrótszego o 1 godzinę i 24 minuty, więc za dwa miesiące przyjdzie wiosna.

Jeśli tylko jestem w sobotę w domu (bo ze mną to bardzo różnie bywa), próbuję spełnić “zasadę trzech P”. A zatem Poprać, Poprasować i Posprzątać. Zazwyczaj udaje mi się i dzięki temu niedzielę mam naprawdę spokojną. Matko…, jaka ja wtedy jestem szczęśliwa…! Patrzę sobie na to posprzątanie i serducho mi się raduje. Chata błyszczy, na półkach w garderob©e jest porządek, a ja, ze spokojem, mogę realizować swoje pasje ot takie choćby czwarte, niedzielne P, czyli mogę pójść pobiegać (albo po…fotografować). Wiem, że wrócę do czystego domu. Niby nic, a tyle. Jak wracam, to wiadomo prysznic i takie tam doprowadzanie się do porządku, a później coś trzeba zjeść. I najlepiej, żeby ten posiłek był wartościowy. Zatem, zaraz po powrocie do piekarnika wstawiam coś, co nie tylko zapełni mi żołądek, ale też spełni to zadanie. Najczęściej jest to pieczona ryba, albo ryba z warzywami, albo też warzywa do których dodaję jakieś strączki (wcześniej ugotowane ma się rozumieć). Przygotowanie takiego dania to kilka minut, wiec robię to zaraz po powrocie. Blaszkę z zawartością wstawiam do nagrzanego piekarnika i po wyjściu z wanny mam gotowy obiad.

Dość często robię tego łososia KLIK nie tylko z brokułami, albo tego TUTAJ. Tym razem łososia zalałam śmietaną (nie jest tak dietetycznie, ale pysznie), dodałam trochę marchewki (u mnie taka ze słoika, pokrojona, gotowa do sałatek, ale używając świeżej, możesz ją zetrzeć na tarce, aby zdążyła zmięknąć) i koperku, a do tego ugotowałam ziemniaki. Najlepiej smakują młode, ale jak nie ma młodych, bo styczeń, to robię co jest. U mnie są to różowe ziemniaki (z mamy ogrodu) z pięknym żółtym wnętrzem. Do łososia z ziemniakami jako sałatkę przygotowałam rukolę z pomidorkami koktajlowymi. Poprószyłam je solą i odrobiną pieprzu. Dla mnie, ten łosoś, to były trzy porcje, więc miałam jeszcze kolację i jeszcze jeden obiad. Następnego dnia, po podgrzaniu w piekarniku, jadłam prosto z blaszki. Przypieczona śmietana przy brzegach i ziemniaki w tej śmietanie…! Rozkosz smaku. Szczęściarz ten, komu się to przypieczenie dostanie.

Łosoś pieczony w śmietanieŁosoś pieczony w śmietanie1

Łosoś pieczony w śmietanie z koperkiem, marchewką i solą morską

3-4 filety z łososia każdy po 200g (jedna porcja na osobę)
500 ml śmietany 30%
sól morska (albo kamienna), świeży pieprz
marchewka
pęczek koperku
ziemniaki <– ilość odpowiadająca 3-4 osobom

1. Piekarnik ustaw na 180-200°C
2. Łososia natrzyj solą i pieprzem z obu stron, odstaw. Śmietanę wlej do rondelka, posól dużą szczyptą soli i doprowadź do wrzenia. Koperek posiekaj. Marchewkę możesz zetrzeć na tarce, ale nie musisz jej dodawać.
3. Włóż rybę do blaszki (albo do naczynia żaroodpornego), posyp marchewką, zalej śmietaną i wrzuć koperek (zostaw trochę świeżego do dekoracji).
4. Wstaw blaszkę do piekarnika i piecz 20-25 min.
5. Ziemniaki ugotuj w osolonej wodzie.
Łososia podawaj z ziemniakami i świeżą sałatką bądź surówką.

Łosoś pieczony w śmietanie (4)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Chrusty Neli Rubinstein - ciasto, którego nie trzeba bić…


chrusty, faworki  (3)

Nigdy nie miałam wiecznego pióra. Miałam tylko chińską namiastkę, która wtedy wydawała mi się tym właściwym, tym wiecznym. Na początku stalówkę przyciskałam tak mocno, że robiła szpagat. Później traktowałam ją delikatniej, a pisanie przynosiło zadowolenie. To był koniec podstawówki i początek liceum. Wtedy pisałam dużo i codziennie. Wiadomo. Mimo, że  pióro pisało dość grubo, wydawało mi się, że pisząc nim jestem kimś wyjątkowym, bo przecież pisanie wyrabia charakter… pisma. Wtedy skupiałam się na tym charakterze. Razem z moją przyjaciółką miałyśmy idola piórowego i próbowałyśmy mu dorównać. Obie, pisząc i pisząc listy do siebie, dość nieświadomie naśladowałyśmy jego charakter pisma, bo te okrągłe “a”, te równe ogonki przy “gie”, “jot” i “igrek” robiły wrażenie. Później, kiedy przestałyśmy mieszkać w tym samym mieście, znajdując w skrzynce kopertę zaadresowaną do mnie (od Niej), zastanawiałam się czy ja sama do siebie napisałam…??? I choć wypełniłam tym piórem wiele zeszytów i napisałam sporo listów, to nie udało mi się dorównać wcześniej wspomnianemu ideałowi. Charakter pisma jednak, wyrabiany fascynacją, pozostał do dziś, a wiecznego pióra jak nie miałam, tak nie mam.

chrusty, faworki  (5)

Wieczne pióro, jak wieczne przepisy. Ot takie choćby chrusty. Smażone w tłusty czwartek były dla nas (dla mnie i mojego rodzeństwa) nie lada przysmakiem. A wywijanie kokardek wielką estetyczna przyjemnością. Ach…, a te ostatnie chruściki, z duża ilością cukru pudru, takie mocniej spieczone, nieudane, które zostawały na drugi dzień…! Nie wiem czy jest rodzina, która nie zna chrustów. Albo faworków, którą to nazwę poznałam mieszkając w Poznaniu. Profesor Jerzy Bralczyk, mówi, że chrust to określenie polskie, metaforyczne. Przyrównuje niewielkie, kruche ciasteczka do delikatnych, suchych gałązek. Natomiast obca nazwa faworek prawdopodobnie pochodzi od francuskiego słowa faveur – wstążeczka, gdyż wygląda bardzo podobnie do kokardki.

Kiedy po raz pierwszy samodzielnie robiłam chrusty z przepisu mojej mamy, nie wyszły mi takie pyszne i kruche jak jej. Choć ciasto biłam pałką długo i niemiłosiernie mocno, a i tak okazało się, że za słabo...  Kolejne razy były lepsze, gdyż zaczęłam zwracać uwagę na temperaturę. Już wiedziałam, że to nie wina zbyt słabego bicia ciasta, a nieumiejętności radzenia sobie z mocą ognia. Kiedy z ciastem bitym poznałam się już całkiem dobrze, odkryłam przepis na ciasto, które nie potrzebuje bicia, a wyrabiania i chwili odpoczynku. To przepis na chrusty Neli Rubinstein. Dwie łyżki rumu w cieście, zanim usmażymy ciasto, aromatyzują mieszkanie tak bardzo, jakby paliło się w nim kilka rumowych świeczek, a po upieczeniu kruche i delikatne ciasteczka, rozpływają się w ustach. Trzeba tylko pamiętać, aby podczas pieczenia ogień nie był zbyt słaby (czyli tłuszcz zbyt zimny), a po zwiększeniu mocy, uważać, aby się nie palił. Jeśli pierwszy raz nie wyjdą Wam tak kruche, jak marzyliście zabierając się do pracy, nic nie szkodzi, i tak będą smaczne. Na pewno narobią Wam apetytu na następny raz.
Ostatni i lo piekła chrusty Neli. To ona mnie zainspirowała, aby pokazać swoje.

Chrusty3Chrusty4

Chrusty Neli Rubinstein

1 jajko
2 żółtka
1 łyżka stołowa octu
2 łyżki stołowe rumu
2 łyżki stołowe cukru
1/4 łyżeczki soli
1/3 szklanki śmietany (kwaśnej)
2 łyżki stołowe miękkiego masła
2 szklanki (280g) mąki + mąka do podsypania ciasta

500g smalcu do smażenia lub 500g smalcu i tyle samo oleju (ja smażę pół na pół-E.)
cukier puder do posypania

1. W dużej misce ubij jajko i żółtka, następnie dodaj ocet, rum, cukier, sól i śmietanę. Dobrze wymieszaj. Dodaj zmiękczone masło i jeszcze raz dokładnie wymieszaj. stopniowo, po jednej szklance, wsypuj mąkę i dalej mieszaj ( o ile to możliwe elektrycznym mikserem). Gdy ciasto zrobi się bardzo sztywne, przełóż je na stolnicę obsypaną mąka i wyrabiaj tak długo, aż uformuje się w kulę i zacznie odchodzić od rąk. ( ja wyrabiam w tej samej misce, aż zacznie odchodzić od rąk i miski) – E.). Ciasto przykryj miską, wilgotną ściereczką, lub folią i odstaw na ok. 10 min.

2. Po tym czasie oderwij od ciasta kawałek i rozwałkuj na wysypanej mąką stolnicy na możliwie cienki i długi kawałek. Gdyby ciasto się kleiło, podsyp je delikatnie mąką. Gdyby kawałek ciasta zrobił się zbyt długi, przetnij go na pół i wałkuj tak długo, aż będziesz mieć pewność, że nie można go zrobić cieńszym. Każdy pasek potnij na “wstążki” grubości  ok. 3 cm Następnie każdą wstążkę pokrój w poprzek na kawałki długości 9cm. Na każdym wąskim pasku ciasta zrób jeszcze podłużne nacięcie długości ok. 2-3 cm, przez które przeciągniesz jeden z końców paska.

3. Smalec (ewent. smalec plus olej) włóż do dużego, ciężkiego rondla i rozgrzej do temperatury 180°C (niewielka kostka niezbyt świeżego chleba wrzucona na tłuszcz o tej temp. zbrązowieje w ciągu 45-50 sekund). Faworki połóż na tłuszcz, kilka razy obróć, a gdy ciasto spęcznieje i nabierze złocistobrązowego koloru, wyjąć. Trwa to wszystko bardzo krótko, nie więcej niż 10-15 sekund. Nie radzę wkładać do rondla zbyt wielu kawałków ciasta, a tylko tyle, ile będziemy w stanie skontrolować. Usmażone wyjmij z garnka i umieść na bibule, która, wchłonie cały tłuszcz. Gdy pierwsza partia faworków jest już usmażona i osączona z tłuszczu, posyp je cukrem pudrem (z obu stron) i odstaw.

4. Od ciasta oderwij kolejny kawałek i rozwałkuj go. Postępuj tak samo, jak z pierwszym. Wszystkie te czynności powtórz z pozostałym ciastem odrywając po kawałku. Jeśli nie chcesz smażyć wszystkich faworków od razu, ciasto możesz wstawić do lodówki lub zamrozić.

chrusty, faworki  (4)

środa, 7 stycznia 2015

Kilka sposobów na koktajl owocowy bez cukru i mleka


koktajle owocowe, owocowe smoothie  (5)

Jeden z sąsiadów pożegnał się już z choinką. Widziałam jak ją ciągnął po ośnieżonym chodniku za pieniek. Smutny to był widok, bo ze stalowego nieba padał gesty śnieg, a gałązki drzewka układały się tak, jakby panna się opierała. Mniej więcej trzy tygodnie królowania za nią. Mogłaby więcej, bo w zasadzie nie ma ściśle określonego terminu dotyczącego rozbierania choinki, ale jedni trzymają się Trzech Króli (6 stycznia), inni Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Zazwyczaj cieszyłam się nią maksymalnie długo (zdarzyło mi się kiedyś rozbierać ja w Środę Popielcową, ale ciii…), w tym roku, po raz pierwszy, poszłam za Trzema Królami szukając… światła oraz porządku i wystawiłam moją choineczkę na taras. Choć bardzo ją lubię, to przez słońce i dodatnią temperaturę, pod wpływem impulsu, zrobiłam, co zrobiłam. W każdym razie, jeśli ciepło domu, nie rozleniwiło jej zbytnio, będzie mi towarzyszką i w tym roku (…!!!). Nie trzeba iść zaraz w moje ślady, jeśli dobrze Wam z choinką, to nic nie zmieniajcie.

koktajle owocowe, owocowe smoothie  (6)

Po moich śladach możecie jednak pójść w stronę zamrażarki i powoli zacząć wyciągnąć owocowe zapasy i, jak ja, zrobić z nich pyszne koktajle. Możecie też użyć owoców, dostępnych na półkach sklepowych. Co kto woli. Może wcale nie będziecie się trzymać moich przepisów, może będę tylko inspiracją. W każdym razie, będzie to dobry krok.
Do zrobienia koktajli, które proponuję, nie potrzebuję specjalistycznego sprzętu (choć chciałabym taki mieć, aby poszaleć z taką choćby marchewką, czy burakiem w koktajlach), wszystkie robię przy pomocy blendera“żyrafy”o mocy 700W z przystawką, czyli dodatkowym rozdrabniaczem – pudełeczkiem z ostrzami.
Ostatnio pokazywałam Wam koktajl z jogurtem, ale bardzo lubię też wszelkiego rodzaju koktajle owocowe bez dodatku jogurtu, czy kefiru. Robię je bardzo prosto, bo lubię mała ilość składników w tego typu przekąskach. Zazwyczaj są to dwa, góra, trzy owoce. Jeśli chcę koktajl bardziej płynny (w zależności od rodzaju użytych owoców), dolewam trochę wody. Jeśli chcę, aby był deserem jedzonym łyżeczką, nie dolewam jej. Koktajle komponuję nie dodając cukru. Czasem dla smaku dodam miodu. Kilka z nich przedstawiam Wam poniżej:

Koktajle owocowekoktajle owocowe, owocowe smoothie  (8)

Koktajl żurawinowo - truskawkowy
na 2 porcje
 
2 szklanki żurawiny mrożonej
sok z truskawkowy*, albo miód.
Żurawinę zmiksuj w blenderze z ostrzami do lodu (albo użyj rozmrożonej), dodaj sok truskawkowy do smaku. Rozlej do szklaneczek – jeśli wolisz rzadszy koktajl, dolej odrobinę wody.

*Sok truskawkowy otrzymuję kiedy gotuje dżem z truskawek – nie lubię rzadkiego dżemu, więc zlewam sok i wykorzystuje go później słodząc kwaśne koktajle. Możesz użyć gotowego soku truskawkowego.


Koktajl ananasowo-bananowy
2-3  porcje

pół ananasa
jeden banan (obrany i pokrojony)
woda do rozrzedzenia
Zmiksuj pół obranego ananasa (odkrawając rdzeń), dodaj banana i ewentualnie trochę wody. Rozlej do szklanek.

koktajle owocowe, owocowe smoothie  (7)

Koktajl ananasowo-granatowy
2 porcje
 
pół dojrzałego ananasa (jeśli ananas jest dojrzały jego spodnia część pachnie smakowicie)
sok z jednego granatu
1. Obierz granat i przetrzyj przez sito.
2. Zmiksuj pół obranego ananasa(odkrawając rdzeń), dodaj sok z granatu – wymieszaj. Rozlej do szklanek.

Koktajl z jabłek i kiwi z miodem
2 porcje
 
2 obrane i pokrojone w kostkę jabłka
6 dojrzałych obranych kiwi pokrojonych w cząstki
Jabłka i kiwi zmiksuj. Dodaj miodu do smaku i odrobinę wody. Rozlej do szklanek.

koktajle owocowe, owocowe smoothie  (9)

- koktajle przedstawione w dzisiejszym poście wystąpiły w wiosennym wydaniu Green Canoe 2013 (link) z towarzyszeniem artykułu o byciu fit od str.141

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Daktyle, mandarynki i jogurt czyli pyszny koktajl

daktyle, mandarynki i jogurt grecki - koktajl (1)
Sylwester przeszedł z hukiem. Na naszym osiedlu fajerwerki trwały chyba 20 minut. jedne lepsze od drugich…! Coś niesamowitego…! Sama nie porwałabym się na taką zabawę, ale jak ktoś przygotuje (i zadba o to, aby było bezpiecznie), to aż miło popatrzeć. Przed Sylwestrem pracowałam 11, a po Sylwestrze 12 godzin – trzeba było wymasować tych, co szykowali się do całonocnych tańców, a później regenerować ich zmęczone ciała. Dałam radę.

Razem ze styczniem pojawiło się słońce. Niebieskie niebo spowodowało, że przestałam widzieć tylko kałuże i straszące konary drzew. Poniosłam wzrok na błękit i cieszyłam się nawet niewielkimi chmurami. Razem ze słońcem przyszły też nowe siły, euforia, wzmożona chęć ruchu i zdrowszego życia. Przebierałam nogami ze zniecierpliwienia planując swoją godzinkę. 10 km w parku nadmorskim zrobiło mi bardzo dobrze i spowodowało, że na ten rok obiecuję sobie więcej… ruchu. Poza tym przyrzekłam sobie kilka rzeczy, ale takich tam maleńkich, więc nawet nie ma co wspominać. Przy czym przeczytałam swoje zeszłoroczne postanowienie (tutaj) i muszę przyznać, że udało mi się to całkiem nieźle. Jestem zadowolona i postanawiam to kontynuować, bo jak się wyśpię, mam więcej siły (a co za tym idzie więcej chcę), myślę pozytywniej, lepiej siebie oceniam i więcej się uśmiecham. Warto.

daktyle, mandarynki i jogurt grecki - koktajl (4)

Chciałabym Wam w tym roku pokazać jeszcze więcej tego, co jem na co dzień, czyli więcej strączkowych i więcej koktajli (czy, jak kto woli, smoothie). Sądzę, że będzie też kilka ciast i jakieś desery, bo przecież łasuch jestem i od święta pozwalam sobie na słodkości.. Będzie łatwo, bo ja lubię proste połączenia i proste smaki. Czasem coś pokombinuję, ale kieruje mną jedynie ciekawość. Póki co rozpoczynam od pysznego połączenia daktyli, mandarynek i jogurtu, czyli produktów ogólnie dostępnych. W sklepach szukajcie jednak jogurtu bez zagęstników i bez mleka w proszku. Jestem pewna, że ten koktajl Wam posmakuje. Celowo nie wrzucam dokładnych proporcji, bo tutaj każdy ma swoje własne proporcje. Jednak polecam kupić duży kubek jogurtu, aby koktajl nie był zbyt gęsty. Niedługo postaram się też wrzucić jogurt własnej produkcji, mam nadzieję, że spotka się z Wasza przychylnością.

daktyle, mandarynki i jogurt grecki - koktajl (2)


Koktajl jogurtowy z mandarynkami i daktylami

garść daktyli bez pestek
5-6 mandarynek (bez pestek i bez białej skórki <albedo>)
pół jogurtu greckiego lub naturalnego

Wszystko zmiksować, w miarę konieczności dolać więcej jogurtu, lub dorzucić klika daktyli.

daktyle, mandarynki i jogurt grecki - koktajl (6)

Niech ten słoneczno-niebieski styczeń trwa i trwa!
Do usłyszenia!

Daktyle, mandarynki i jogurt grecki

środa, 31 grudnia 2014

Szczęśliwego Nowego Roku!


karnawał

Moi Drodzy,

niech NOWY będzie zdrowy, piękny, pełen ciepła i miłości! 
Serdecznie Was Wszystkich pozdrawiam

- Ewelina