środa, 18 sierpnia 2010

Nigdy nie był na liście…

Zawieruszyłam się trochę i rozleniwiłam cokolwiek. Wracam ze wspomnieniami, choć chętnie zostałabym jeszcze w tych miejscach, które odwiedziłam.

IMG_5900

Najpierw było największe europejskie miasto, usytuowane na zerowym równoleżniku, dumnie rozłożone na dwóch półkulach. Miasto, którego poczta nadal wydaje znaczki bez nazwy kraju, tylko z wizerunkiem panującego i ceną. Przecież każdy na kuli ziemskiej wie(lub wiedzieć powinien…;)), że chodzi o Wielką Brytanię. I tak oto stałam się jedną z corocznych 30 mln turystów zdobywających Londyn.

Na początek razem z Miłymi Towarzyszami Podróży przeszłam Hyde Parkiem, zerknęłam na pałac Buckingham, przyjrzałam się parlamentowi, pomachałam Tacie(Tate modern), pozdrowiłam Bena(Big Bena:)), słynącego z punktualności, który to (ciekawe…)od 1859 roku stanął zaledwie cztery razy, a i to nie z własnej winy. Jedną z przyczyn była nie wojna ani klęska żywiołowa, jak można by przypuszczać, ale puszka farby pozostawiona przez malarzy. Dalej pogłaskałam lwy na Trafalgarze i obejrzałam zbiory Galerii Narodowej - nad niektórymi zatrzymując się dłużej z myślą o przeniesieniu sie w czasie…

IMG_5700 IMG_5878 IMG_5702
IMG_5592 IMG_5521

Właściwie stało się to zaraz następnego dnia, kiedy po staniu w kolejce kupiłam bilet i znalazłam sie w przepięknym Windsorze, uroczym miasteczku nad brzegiem Tamizy ze wspaniałym zamkiem, siedzibą Królewskiej Rodziny. Oglądanie jego pomieszczeń było istna podróżą w czasie.

IMG_5586 IMG_5580 IMG_5587

Aby nabrać dystansu wzniosłam się na wysokość 135 metrów na The London Eye- największe tego typu koło widokowe na świecie. Widok…wspaniały, a 40 sekundowy film, przed “przejażdżką” dostarczył tyle emocji, że moje i moich Towarzyszy zmarszczki mimiczne przez długo jeszcze czas były głębsze :):):)

IMG_5698 IMG_5566 IMG_5697
IMG_5455 IMG_5477

Po tak przepięknych, a później wyważonych(w wagoniku wożonych) przeżyciach przyszedł czas na trochę , albo nawet bardzo dużo, niezrównoważenia w Thorpe Parku. Rollercoastery to było coś, co podnosiło nasz poziom adrenaliny w taki sposób, że wszystkie zdjęcia( a nawet filmy- można je było nabyć po “przejażdżce”), które robione były w czasie jazdy, pokazywały, iż wszyscy tak naprawdę jesteśmy dzieciakami, ale w normalnych warunkach nie chcemy sie do tego przyznać;). Jesteśmy, no bo, który dorosły czeka w godzinę (!!!), albo więcej(!!!!!!!) w kolejce, aby później prze 30 (!!!) sek. jechać wagonikiem pionowo w górę, a zaraz później sunąć z zawrotna prędkością prawie pionowo w dół, i za chwilę znów obracając się kilkakrotnie wokół własnej osi, a jednocześnie bojąc się czy to wszystko wytrzyma mój ciężar i czy to przypadkiem aby właśnie w tym momencie się nie zawali…??? i czy moje części będą wszystkie na miejscu…??? Super uczucia, super emocje…!!! Polecam dla mających mocne nerwy i… mnóstwo fantazji!

IMG_5639 IMG_5649

IMG_5636

Po tych ekscesach był spokój i podziwianie w przepięknym i przeogromnym Kew Garden jego przyrody zgromadzonej tu z różnych zakątków świata świata.

IMG_5860

IMG_5813 IMG_5822
IMG_5821 IMG_5784 IMG_5829

Aby dotrzeć w te wszystkie miejsca wcześniej przeciskałam się ulicami miasta, którego 30 proc. mieszkańców to imigranci, przechodziłam ulicami miasta mniej angielskiego, a bardziej międzynarodowego. Nigdzie nie widziałam sławnych meloników, ale zamiast nich turbany, chusty islamskie, mycki żydowskie, sari, a nawet raz kobietę w burce odsłaniającą jedynie piękne oczy. Gdyby Polacy mieli swój szczególny strój narodowy, albo religijny, widać by ich było na każdym rogu ulicy. Tak było ich tylko (albo aż…) słychać. Jak widać Londyn jest bardzo gościnny:) I to nie tylko latem. Moja Miła Przewodniczka, mieszkająca w Londynie od kilku lat mówili, że to już nie zjawisko, to codzienność. A 300 języków w mieście tu już bardzo wielka gościnność, choć polski przewodnik z 1934 roku podawał: “Londyńczyk rozmawia tylko po angielsku, nawet gdy inną mowę rozumie”. Cóż teraz i tak przede wszystkim tourist english króluje.

IMG_5685

Do wszystkiego dorzucę jeszcze rejs po Tamizie w kierunku Greenwich, widoki z obserwatorium i ekspresowa wizytę w Harrodsie, najsłynniejszym ekskluzywnym sklepie w Londynie, sklepie, gdzie porządku pilnują panowie w liberii zakazując nosić plecak na plecach i nie pozwalając… śpiewać:)

IMG_5984 IMG_5992 IMG_5967
IMG_6215 IMG_5569 IMG_6223

Cały ten czas spędziłam w city, ale smaku dodała wizyta w Brighton - najchętniej odwiedzanym kurorcie nadmorskim w Wielkiej Brytanii, cieszącym się niezmienną popularnością przez okrągły rok. Miasto, położone w odległości zaledwie jednej godziny jazdy samochodem od Londynu, pośród pięknych okolic hrabstwa Sussex, stanowi fascynującą mieszankę zabytkowej architektury w stylu regencji, nowoczesnego tempa życia i atmosfery tradycyjnej nadmorskiej miejscowości. Poczułam się w nim trochę jak u siebie…, wszak ja też mieszkam w kurorcie:)

Brighton poszczycić sęe może własną, egzotyczna rezydencja królewska, fascynującą dzielnica artystyczną(do, której niestety nie dotarłam), wspaniałymi parkami i ogrodami, galeriami i muzeami oraz przepiękną mariną. Niewątpliwą zaleta tego miasta jest fakt, że wszędzie można tu dojść na piechotę(to tak, jak u mnie…). Z każdego miejsca do morza jest dosłownie kilka kroków(prawie tak, jak u mnie…). W Brighton każdy znajdzie coś dla siebie. To idealne miasto na krótki wypad niezależnie od pory.

IMG_6068 IMG_6005
IMG_6009 IMG_6012
IMG_6016 IMG_6013
IMG_6107 IMG_6035

W Brighton spróbowałam też “narodowej potrawy” Brytyjczyków “fish and chips”, z tym, że po przyjrzeniu się chips , zamieniłam je na kiełbaskę. Widząc miny Towarzyszy Stołu jedzących fish stwierdziłam, że to był bardzo dobry wybór:). Przy czym frytki niewiele przypominały nawet te, które robiłam w późnym dzieciństwie, a kiełbaska… tylko koło kiełbaski leżała;)

IMG_6049

Dotarliście do tego miejsca? Gratuluję cierpliwości…!!! Skończę tylko na tym, że ostatniego dnia odwiedziłam osławiona dzielnicę Nothing Hill. Ludzi mnóstwo a wokół mydło i powidło… Myślę, że tam można znaleźć wszystko, jeśli tylko posiadamy ogromnie dużo cierpliwości i umiejętności przepychania się w tłumie. Przy czym przechadzka po tej zatłoczonej dzielnicy odbyła się w bardzo znamienitym gronie. Spacerem i spotkaniem cieszyłam się ogromnie. Radość ta pozostaje we mnie do dzisiaj… Dziękuję Kochani!

IMG_6155 IMG_6163
IMG_6153 IMG_6148
IMG_6144 IMG_6183
IMG_6177 IMG_6156
IMG_6132 IMG_6154

I tak minął tydzień. Londyn nigdy nie był na mojej liście miejsc, do których tak bardzo chciałabym pojechać, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Gdybym jednak zdecydowała jeszcze kiedyś odwiedzić wyspy, tym razem wybrałabym tak miłe memu oku i sercu oglądanie starych zamków i domostw- taką po prostu przejażdżkę i przegląd hrabstw;).

Magda, przede wszystkim Tobie dziękuję za tak miłe, bardzo serdeczne i gościnne przyjęcie:) Jesteś super babeczka! Bardzo Cie polubiłam:). Dziękuję za apple pie i chiken pie- może kiedyś zrobię sama;), przecież mam już custard:). Asia, dziękuje za propozycję wyjazdu, czytanie przewodnika na głos, niespożytą energię (której mi czasem brakowało…) i miłe towarzystwo:) Ewelinko i Davidzie nawet nie wiecie jak się cieszę, że Was poznałam:) Olu, bardzo fajnie, że byłaś i, że jesteś tak energiczną osobą – teraz już bliżej do Ciebie i do Twojego Sweet…, co obiecuję nadrobić:)

IMG_6247

Zdjęcie stacji w Staines, skąd codziennie zaczynało się wszystko…

Dziękuję!

czwartek, 5 sierpnia 2010

Owocowa niedziela i agrestowe paczuszki…

IMG_6259

Znacie to uczucie, kiedy należałoby już powiedzieć B, a jeszcze tyle A ma się do powiedzenia? Ze mną właśnie tak jest. Dopiero wróciłam i znów wyjeżdżam. Właśnie dlatego nie będę wspominać o urlopie, bo on wciąż trwa… Kiedy wróciłam z pierwszej edycji zajechałam tam, gdzie motyle i trzmiele wyjadają nektar z kwiatów niespiesznie, a wiatr radośnie kołysze krzakami lawendy. Cieszyłam się słońcem i jadłam ostatnie w tym roku jagody kupione pod lasem. Dodatkiem do nich, oprócz cukru i śmietany były opowieści z dalekiego świata…, ale o tym, mam nadzieję, w następnym poście….później poszłam na morwy. Zaopatrzona w kubeczek, w którym owoce się nie rozgniotą.

IMG_6461

IMG_6406

Morwy to najsmaczniejsze wspomnienie dzieciństwa. Dzieciństwa , które biegało po drzewach. Dzieciństwa, które długo miało fioletowe palce i usta, czasem nawet kolana, bo próbowało wyszukać w trawie morwy, które właśnie spadły a były sto razy słodsze…

IMG_6404

Nic do nich nie dodawałam. Morwy należą do tych owoców, które w połączeniu tracą urok. Nic im więcej nie trzeba (oprócz błękitnego nieba – ma się rozumieć…:)).

IMG_6490

Cieszyłam oczy lawendą i…

IMG_6347 IMG_6351

…jak zawsze podglądałam kolorowe chrząszcze, które nie wiedzieć dlaczego wspinają się na same szczyty, aby za chwilę wzbić się w niebo… W tym musi być wielki sens…W tym niewątpliwie istota istnienia…

IMG_6509 IMG_6535

Jadłam wszystko na P: pomidory, poziomki i…

IMG_6598

…porzeczki czerwone.

IMG_6457

Podglądałam też dwudniowe nowe potrójne życie życie…

IMG_6607

Prababka tego życia zostawiła kiedyś odcisk swoich stóp na świeżym betonie… Teraz w Alei Gwiazd stawiamy haczki i grabki…

IMG_0053

Po pięknym słońcu przyszła pora na kilkugodzinny zapowiadany deszcz, a po nim jeszcze raz słońce, które chciało się przejrzeć w milionach deszczowych pozdrowień…

Niestety musiałam już wracać…

IMG_6576

Zaraz na pierwszym zakręcie, gdzie łąki przykrywa wrotycz…

IMG_6608

wkradłam się w jesień. To była moja pierwsza myśl, pierwsze zdziwienie i rozczarowanie… To już koniec…? Wieczory będą krótsze…? Ranek będzie się później zaczynał…? Ale ja nie zamawiałam…Jeszcze nie teraz… Powietrze jednak po raz pierwszy pachniało jesienią.

Po niedzieli przyszedł poniedziałek, a z nim małe, obiecane, słodkości.

IMG_3709

Agrestowe paczuszki

(źródło: „Dobre rady Nr 2/2005)

Składniki na 12 sztuk:

450g mrożonego cista francuskiego

400g czerwonego agrestu

8 łyżek cukru

100ml soku jabłkowego(użyłam soku mojej Mamy- E.)

5 listków żelatyny

500ml mleka

1op.budyniu waniliowego

2op. Cukru waniliowego(użyłam z prawdziwą wanilią – E.)

400ml śmietany(36%)

PRZYGOTOWNIE

  1. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni C. Cisto rozmrozić, pokroić na dwanaście kwadratów. Piec na wyłożonej papierem blasze ok.12 min.

  2. Umyty i oczyszczony agrest blanszować ok.3 min z 5 łyżkami cukru i sokiem jabłkowym. Osączyć. (ja pozwoliłam mu trochę dłużej pobyć w ciepłym syropie, aby go bardziej osłodzić...-E)

  3. Namoczyć żelatynę. Z mleka, budyniu, cukru waniliowego i reszty cukru ugotować budyń. Rozpuścić w nim odciśniętą żelatynę. Ubić śmietanę i dodać do gęstniejącego(studzącego się- nie dodawaj do ciepłego – E.) budyniu.

  4. Upieczone kwadraty przekroić w poprzek na pół, napełnić kremem i agrestem. Wstawić do lodówki na 30 min. Posypać(ewentualnie)cukrem pudrem.

    IMG_3716

    wtorek, 3 sierpnia 2010

    Moje wielkie – drobne przyjemności

    IMG_3138

    Zanim wyjechałam, kolejny raz chciałam się upewnić czy czas w domu nadal tak wolno płynie… Na tę chwilę spokojną wzięłam ze sobą czekoladowo-bananowe ciasto. Popatrzyłam na świat z perspektywy latrii, malw i motyli. Chwytałam ich chwile ulotne… Już i ja mogłam lecieć…

    IMG_3360 IMG_3494
    IMG_3485 IMG_3385
    IMG_3350 IMG_3149
    IMG_3140 IMG_3297
    IMG_3242 IMG_3141
    IMG_3444 IMG_3260
    IMG_3361 IMG_3237
    IMG_3408 IMG_3377
    IMG_3305 IMG_3204

    Wrzucam zatem kilka zdjęć z moich stron, które kocham. To są moje radości, moje małe-wielkie przyjemności w ciągle zbyt krótkich przystankach “Dom”. To przyjemności, które żyją dzięki mojej Mamie. Uczestniczę w ich tworzeniu tyle, ile mogę, ale ciągle za mało… jej mało, mi mało, im mało…

    IMG_3248

    Ten post jest z dedykacją dla Miłej Osoby, która zniecierpliwiona dzwoniła dziś do mnie i pytała:"Czemu blog milczy...???" Ściskam Miłeczko Kochana:)

    IMG_3446 IMG_3452

    Dziś jeszcze wspomnienie przedurlopowe, ale juz szykuję coś dobrego:). Wciąż jeszcze zbyt ciepłe, aby wszystko połączyć…

    Cierpliwości…!